Posts Tagged ‘Sieradz’

PO RAZ KOLEJNY MIAŁAM PRZYJEMNOŚĆ UCZESTNICZYĆ W PRACACH JURY OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU POETYCKIEGO „CZARNO NA BIAŁYM”

W PARZĘCZEWIE

http://www.foruminicjatyw.pl/protokol-z-posiedzenia-jury-xi-edycji-ogolnopolskiego-konkursu-poetyckiego-czarno-na-bialym/

Protokół z posiedzenia Jury XI edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „CZARNO NA BIAŁYM”

09LIS

Jury w składzie: Maria Duszka, Marek Czuku, Maciej Robert i Konrad Tatarowski (przewodniczący)dokonało rozstrzygnięcia XI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „CZARNO NA BIAŁYM”, organizowanego w ramach IX Festiwalu Puls Literatury.

Po uprzedniej analizie 158 nadesłanych na konkurs zestawów wierszy Jury postanowiło przyznać:

I miejsce oraz nagrodę w wysokości 700 zł – Antoninie Sebeście z Myślenic za zestaw wierszy opatrzonych godłem „DEMETER”

II miejsce oraz nagrodę w wysokości 300 zł – Ewelinie Kuśce z Jastrzębia – Zdrój za zestaw wierszy opatrzonych godłem „Karpatka”

II miejsce oraz nagrodę w wysokości 300 zł – Waldemarowi Remisiewiczowi z Bydgoszczy za zestaw wierszy opatrzony godłem „VALDANO”

III miejsce oraz nagrodę w wysokości 200 zł – Justynie Sieniuć z Wrocławia za zestaw wierszy opatrzonych godłem „Samotne loki”

Wyróżnienia i nagrody książkowe otrzymali:

Dorota Nowak z Nowego Tomyśla za zestaw wierszy opatrzonych godłem „opium”

Krzysztof Martwicki z Płońska za zestaw wierszy opatrzonych godłem „wstęp wzbroniony”

Maciej Bieszczad z Wielunia za zestaw wierszy opatrzonych godłem „Szestow”

 

Parzęczew, 6 listopada 2015r.

Wiersze o Sieradzu – zredagowane przeze mnie

 

Zauważyłam ostatnio, że  na mojej stronie

poszukiwane są utwory o Sieradzu.

Zamieszczam więc kilka wierszy/piosenek, których

autorem jest Zbigniew Paprocki należący przez pewien czas

do Koła Literackiego „Anima”. Jestem redaktorką tych tekstów piosenek.

 

http://www.fakt.pl/najlepszy-fryzjer-swiata-pochodzi-z-sieradza-antoni-cierplikowski,artykuly,452615,1.html

 

 

ZBIGNIEW PAPROCKI

OPEN HAIR

 

Spacerował ulicami Paryża

mistrz Antoine –

Wieża Eiffla, Luwr,  Sekwana –

wielki świat.


Czesał włosy wielkich gwiazd

i koronowanych dam –

Mistrz grzebienia i nożyczek,

wielki fryzjer – Antoine.


 

Gdy ściął włosy na „chłopczycę” pewnej damie

po raz pierwszy,

zaskoczona zapytała:

„Jak ja pójdę dziś na bal?!”


Antek patrzył zachwycony,

dama oniemiała stała.

Nie wiedzieli,  że „chłopczyca”

rzuci na kolana świat!

 

Kapelusze z fryzur tworzył –

czy ktoś kiedyś widział to?

Podbił Paryż, zdobył Londyn,

zawojował Nowy York.


Wrócił jednak do Sieradza,

bo ukochał swoje miasto.

Tu wśród bliskich i w spokoju

zasnął.

 

Dziś ci, Mistrzu, dziękujemy,

wielką galą Open Hair.

Spójrz na Sieradz, jeśli możesz –

jak to miasto zmienia się!


Wielki dzień fryzjerskiej sztuki:

loki, fale, irokez.

Paryż jest stolicą mody –

Sieradz ma swój Open Hair!

 

 

ZBIGNIEW PAPROCKI

ZAPACH MIĘTY


 

Małe chatki, duże domy,

nasze z lat dziecięcych miejsca,

każdy nosi w swoim sercu,

choć nie każdy w nich dziś mieszka.


 

Wyjeżdżamy i tęsknimy,

a po latach doceniamy,

tam nasz nowy dom i dzieci,

tu kotwicę swoją mamy.


 

Ja też kiedy tylko mogę
do Sieradza chętnie
wracam,
tutaj wszystko się zaczęło:
szkoła, miłość, pierwsza praca.

 

Opowiadam często wnukom,
przeglądając stare zdjęcia,
o historii i tradycji –
wszystko to do dziś pamiętam.

 

Zapach mięty się unosi,
jak eliksir niepojęty
jest Herbapol i Rogatka –
sentymenty, sentymenty.

Tyle zdarzeń i tajemnic
aż się łezka w oku kręci,
i ten zapach, który nigdy
nie wywietrzał z mej pamięci.

 

Wiosna, lato, jesień zima,
kiedy myślę o Sieradzu,
zapach wraca – lecz niestety –
nie da się zawrócić czasu …


Zapach mięty, zapach mięty,
jak eliksir niepojęty,
lecz cóż począć, gdy ten zapach
nie wywietrzał z mej pamięci.

 

ZBIGNIEW PAPROCKI

 

 

 

 

SPACER PO SIERADZU


 

Są na świecie takie miejsca,

perły wśród plejady gwiazd,

gdzie czujemy się najlepiej –

taki mały „cały świat”.

 

Gdzie mamy swoje ciche zakątki,

ludzi z którymi dobrze nam być.

Gdy nam czasem życie dokuczy,

łatwiej się podnieść i dalej iść.


 

Są piękne walce o Sekwanie,

o modrym Dunaju i Tamizie,

a mnie najlepiej jest tu, nad Wartą –

przez moje miasto ta rzeka płynie.


 

Pójdę Zamkową w kwieciste łąki,

które ukochał Antoine Cierplikowski,

Fryzjer wytwornych i pięknych dam,

też spacerować tu lubił sam.


 

Wzgórze Zamkowe – kolebka miasta,

praojców Sieradza ślady.

Niech pozostanie na pamiątkę,

potomnym po wsze czasy.


 

Dalej aleją przez łęgi i park

prowadzi moich wędrówek szlak;

Miejsce zaciszne, które w pamięci

pozostawiło niejeden ślad.


 

Stadion sportowy i park linowy –

nikomu nie braknie atrakcji.

Wracam powoli ulicą Warszawską,

odpocząć na rynku sieradzkim.


 

W miłej kawiarni wypiję kawę,

ochłodzi mnie bryza fontanny,

Odwiedzę klasztor przy Dominikańskiej,

i pójdę do Kolegiaty.

 

Tam odrzwia zamkowe dają świadectwo

chwały rycerskiej chorągwi.

Zapraszam wszystkich na spacer mym szlakiem,

śladami sieradzkiej historii.

 

 

 

 

III OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI „Mój list do Świata” Sieradz 2013

motto:  „To wszystko – to mój list do Świata 

co nigdy nie pisał do mnie …”

–  Emily Dickinson;  przeł. Stanisław Barańczak

 

REGULAMIN KONKURSU

 

Organizatorzy:

 

Miejska Biblioteka Publiczna w Sieradzu i Koło Literackie „Anima”

Patronat:

Urząd Miasta Sieradza

Patronat medialny:

 

„NASZE  RADIO”, „DZIENNIK  ŁÓDZKI”, „SIEDEM  DNI”, MAGAZYN INTERNETOWY literaci.eu

CELE KONKURSU:

 

a)      Odkrywanie i promowanie talentów poetyckich

 

b)      Propagowanie kultury słowa i oryginalności widzenia świata przez współczesnych poetów

 

c)      Promocja regionu sieradzkiego

ZAŁOŻENIA KONKURSU

W konkursie mogą wziąć udział poeci, którzy ukończyli 16 lat. Organizatorzy nie ograniczają tematyki nadsyłanych utworów. Mile jednak będą widziane – wśród innych – wiersze dotyczące regionu sieradzkiego; autor najlepszego z tych utworów otrzyma nagrodę specjalną. Na konkurs należy przesłać 3 wiersze (nigdzie dotąd nie publikowane i nie nagradzane) w 3 egzemplarzach. Jeden autor może nadesłać tylko jeden zestaw wierszy. Utwory powinny być oznaczone godłem (pseudonimem literackim). Należy do nich dołączyć kopertę zawierającą dane autora: imię, nazwisko, wiek, adres zamieszkania, e-mail i numer telefonu.

Organizatorzy informują, iż laureaci trzech pierwszych nagród otrzymają je pod warunkiem, że zgłoszą się po ich odbiór osobiście – w czasie trwania imprezy podsumowującej konkurs. Po uprzednim zgłoszeniu zapewniamy nocleg na koszt organizatora.

 

Prace należy nadsyłać do 31 lipca 2013 roku na adres:

Miejska Biblioteka Publiczna, ul. Polna 36A, 98-200 Sieradz

z dopiskiem na kopercie: „Konkurs poetycki”

Dodatkowe informacje można uzyskać pod numerem telefonu: 43 822-25-41.

Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w październiku 2013 roku. O dokładnym terminie laureaci zostaną wcześniej poinformowani. Na nagrody w konkursie przeznaczono łącznie 3.000 zł.

Organizatorzy zastrzegają sobie prawo do nieodpłatnego opublikowania nagrodzonych i wyróżnionych utworów w mediach oraz wydanym almanachu pokonkursowym.

 

Bo tyle naszego co w nas

Recenzja książki Ity Turowicz p.t. „I wszystko w  sny odchodzi” ukazała się na łamach kwartalnika kulturalnego „Siódma Prowincja” (2010,  nr 1-4  s. 41-43) oraz na stronie internetowej Sieradz-Praga.

Ita Turowicz „I wszystko w sny odchodzi”

BO TYLE NASZEGO – CO W NAS

napisał pod koniec lat sześćdziesiątych, w liście do siostry Ity, Jan Turowicz.

Dla każdego człowieka miejsce, w którym spędził dzieciństwo, pozostaje centrum jego świata. Dla pani Ity Turowicz tym miejscem jest Sieradz. Wyjechała stąd na studia polonistyczne do Łodzi, a potem dziennikarskie do Warszawy. Choć na stałe osiadła w stolicy, jednak sercem na zawsze pozostała w nadwarciańskim grodzie.

W ciągu ostatnich kilku lat zredagowała już dwie książki związane tematycznie z tym miastem: Kronikę okupacyjną klasztoru sióstr urszulanek w Sieradzu oraz biografię Marii Melowej pt. „Sieradzanka z Kołomyi”. Teraz wydała własne wspomnienia pt. „I wszystko w sny odchodzi: Memuar sieradzki”. Tytuł został zaczerpnięty z wiersza Artura Międzyrzeckiego pt. „Never more” (utwór ten podarował autorce 50 lat temu jej kolega od czasów przedszkolnych, Stanisław Balbus, wówczas student polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim). Cóż, mają swoje losy książki, mają je i wiersze.

Ktoś powiedział: „Szczęśliwe miasta, które mają swoich poetów”. W rodzinie Turowiczów wiersze pisali bracia Jan i Jerzy (obaj zmarli młodo), a także pani Ita. Nic więc dziwnego, że powstała pełna realiów, konkretów, ale zarazem też pełna ciepła i miłości, owiana mgiełką poezji, książka.

Promocja memuaru zorganizowana została 30 czerwca br. przez Powiatową Bibliotekę Publiczną w Sieradzu. Przybyło na nią około 150 gości. Pani Ita przyznała na spotkaniu, że chyba początkiem tej książki był dziennik prowadzony przez nią we wczesnej młodości – pewnie już wtedy miała świadomość, że „Z rzeczywistości pozostaje to, co zapisane” (jak powiedziała Miriam Cendrars). Przechowała też wiele fotografii, pocztówek, listów, rysunków, wierszy i innych materiałów dokumentujących jej własne życie, a także życie bliskich i znajomych. Są fragmenty poświęcone Antoniemu Cierplikowskiemu, Aremu Szternfeldowi, rodzinom Starowiczów, Lipińskich, Modelskich, Nehringów, Nawrockich, Melów, Grobelnych i wielu innych. Autorka podaje mnóstwo nieznanych do tej pory faktów, opowiada o dramatycznych, często wręcz tragicznych losach wielu sieradzan.

Czasem jednak również uśmiecha się do wspomnień. Na przykład gdy opisuje przedszkole sióstr urszulanek, do którego uczęszczała tuż po wojnie. Ponieważ nie było wówczas papieru, jako materiały rysunkowe wykorzystywane były poniemieckie kartki żywnościowe. Ita Turowicz wspomina z humorem: „Rysowaliśmy na odwrocie tych kartek, zgodnie z pierwszymi poruszeniami wyobraźni, różne pocieszne postacie (ja najchętniej rysowałam domy i słońca, a także anioły, szopki i chłopców na łyżwach, które z podpisami maminymi zachowały się do dziś; najbardziej tajemniczy rysunek nosi podpis: „Diabeł wchodzi na głowę pana w samochodzie”).

Interesująca, wciąż niewyjaśniona jest zagadka historyczna związana z reportażem fotograficznym, którego autorem był niemiecki farmaceuta pochodzący z Finlandii, Walfried Freudenfeld. Zdjęcia przedstawiają exodus Żydów z Sieradza; na podstawie pewnych szczegółów ustalono, że działo się to w kwietniu 1942. A wiadomo z innych źródeł, że Żydzi z sieradzkiego getta ostatecznie zostali wywiezieni w sierpniu 1942 roku. I dlaczego Niemiec zostawił te zdjęcia w biurku aptecznym – celowo czy przez przypadek?

Inna interesująca historia wiąże się z odbudową po wojnie drewnianego kościoła pod wezwaniem św. Ducha. Świątynia została wybudowana w 1416 roku. W połowie XIX wieku przeniesiono ją z okolic starego szpitala na cmentarz. Po II wojnie światowej kościółek był bardzo zniszczony i wymagał gruntownej renowacji. Ksiądz Apolinary Leśniewski bezskutecznie zabiegał o pomoc u ówczesnej administracji miasta. Ostatecznie jedyną szansą okazało się życzliwe podejście władz więzienia. Jednym z osadzonych tu jeńców wojennych był niemiecki inżynier o nazwisku Hauser. Podjął się on renowacji zabytkowej budowli. Prace poszły błyskawicznie i już na Wszystkich Świętych 1945 roku zostały zakończone.

Nie mogło też zabraknąć wspomnień o Aptece Staromiejskiej, którą w roku 1938 nabyli i z którą związali swój los rodzice pani Ity. Wanda i Stefan Turowiczowie przeprowadzili się tutaj z Warszawy. Wkrótce wybuchła wojna, po jej zakończeniu, jako prywatnym właścicielom, również nie było im łatwo. Pozostali jednak w pamięci sieradzan jako wspaniali, skromni, pracowici, życzliwi ludzie. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku władze łódzkiego Cefarmu wymusiły na nich wymianę starego, zabytkowego wyposażenia apteki na nowoczesne. Przez wiele lat piękne, dębowe meble były przerzucane z miejsca na miejsce. Dopiero w 2002 roku dyrektor Czesław Rutkowski przeznaczył na nie jedną z największych sal Muzeum Okręgowego. Oczywiście pani Ita uczestniczyła w otwarciu tej stałej ekspozycji. Wyraziła swoją wdzięczność wszystkim, którzy przyczynili się do ocalenia i odtworzenia tak bliskiego jej wnętrza. Wspominała jednak również o tym, czego nie da się przywrócić: „Apteka miała swój zapach. Naprawdę apteki nie pachniały kosmetykami, jak dziś. To był zapach szczególny, czy ja wiem – ziół, mięty, waleriany czy czego tam jeszcze – mnie osobiście bardzo bliski, taki rodzinny od najwcześniejszego dzieciństwa, gdyśmy z trójką rodzeństwa biegali po aptecznym zapleczu”.

W jednym z ostatnich akapitów książki tak nostalgicznie wspomina autorka atmosferę domu rodzinnego: „Spokój serca, słodycz czasu niezmiennego, znanej, na zawsze wdrukowanej w serce scenerii mieszkania, głosu, którego samo brzmienie zapewnia o doznawanej od dzieciństwa miłości. Więc jest coś takiego? Takie szczęście? A jednocześnie gdzieś w tym kryje się, skrada podstępnie, niby jeszcze daleko, ale coraz bliżej, włochate jak pająk poczucie nadciągającego końca. Końca tego złotego, spokojnego – wypełnionego słodyczą nienaruszalności – świata”. Dalej autorka cytuje przedwojenne wspomnienia Beaty Obertyńskiej o podobnym wydźwięku: „I dojmująca świadomość, że to symptomy odchodzącego świata, świata, który odejdzie, by nigdy już nie wrócić. Niby nikt tego głośno nie mówi, ale to wibruje w powietrzu, czai się w nagłym ściśnięciu serca, zakłóca odbieranie urody chwili. A może ją potęguje? Świadomość, że przemija? Że musi przeminąć? Chociaż na razie nic tej trwającej słodyczy nie może odebrać. Ona trwa, wypełnia serce, mówi do serca, nie można jej zaprzeczyć”.

Obecny na promocji profesor Stanisław Balbus wyraził zdziwienie tym, że książka tak mocno podziałała na niego, obudziła wspomnienia i miłość do miasta dzieciństwa i wczesnej młodości. „Nie wiedziałem, że to we mnie jest. Nie ja czytałem tę książkę, lecz ona mnie czytała ” – powiedział. Wyraził też nadzieję, że memuar Ity Turowicz „wywoła” następne tego typu wydawnictwa.

A może sam profesor Balbus zechce się zmierzyć z tym tematem? W trakcie kuluarowej rozmowy opowiedział nam kilka barwnych anegdot z okresu swojego dzieciństwa; okazało się, że ma mnóstwo ciekawych wspomnień. Gdyby tylko zechciał je spisać…

Przedruk tekstu opublikowanego na łamach czasopisma „Siódma Prowincja”, nr 1-4 z 2010 r.

 

W numerze  3/2011 Kalejdoskopu – magazynu kulturalnego Łodzi i regionu łódzkiego ukazał się mój artykuł o Agnieszce Jarzębowskiej

OD LIRYKI DO SATYRY

Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

MATKA

HOJNI
Są tacy, którzy myślą tylko o tym,
by innym coś dać… do roboty.

To jedna spośród dwustu fraszek zamieszczonych w zbiorze p.t. „Uśmiechy i uśmieszki”, który ukazał się  właśnie w wydawnictwie”Regiony”. Autorką książki jest sieradzanka, jak podkreśla z dumą – z dziada pradziada, Agnieszka Jarzębowska.
Wiersze liryczne zaczęła pisać w klasie maturalnej. Debiutowała będąc studentką filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Łódzkim na łamach „Dziennika Akademickiego”. To było w 1981 r. Potem na długi czas porzuciła pisanie, oddając się życiu rodzinnemu i pracy zawodowej. Kilka lat temu wróciła do literatury. Odkryła w sobie jednak talent satyryczny. „Kiedyś bardzo lubiłam czytać fraszki i aforyzmy. Te najciekawsze notowałam nawet w specjalnym zeszycie.  Nie przeczuwałam jednak, że kiedyś zacznę sama tworzyć tego rodzaju literaturę.”- mówi Agnieszka Jarzębowska.
„Uśmiechy i uśmieszki” zostały podzielone na dziewięć tematycznych rozdziałów. Znajdziemy tutaj więc m.in.: „Charakterki”, „Frustratki” „Profesjonałki”,”Prowincjonałki sieradzkie”, „Belfernię” i „Politykiernię” . W pierwszym z rozdziałów spotykamy m.in. takie oto konstatacje:

KARIEROWICZ
Idzie jak taran,
choć… baran.

NA NAGRODZONEGO
Nagrodzili za zasługi.
Korowód zawistnych ustawił się długi.

WYZNANIA WĄTROBY
Byłam dziarska,
jestem marska.

PANTOFLARZ OKAZJONALNY
Lubi sobie czasem
pobyć pod obcasem.

Zbiór fraszek spotyka się z dużym zainteresowaniem i bardzo żywym odbiorem ze strony czytelników. Teraz namawiają oni Agnieszkę aby zechciała wydać także swoje wiersze liryczne. Niektóre leżą w szufladzie ponad  trzydzieści lat, nie zestarzały się jednak. A wciąż powstają nowe. Agnieszka jest stałą bywalczynią wernisaży plastycznych, spektakli teatralnych, koncertów muzycznych i wieczorów literackich.  Wrażenia wyniesione z każdej z tych imprez mogą stać się tematem jej twórczości. Tak powstał m.in. utwór p.t. „O koncercie Hopkinsona Smitha (na festiwalu „Muzyka w dawnym Sieradzu)”, czy wiersz zaczynający się od słów: „przyjechał na wernisaż do Sieradza Miliński…”
Nie pozostaje jednak tylko odbiorcą imprez kulturalnych. W Szkole Podstawowej nr 10 w Sieradzu (gdzie pracuje obecnie jako polonistka) jest inicjatorką i współorganizatorką Międzyszkolnego Konkursu „Ziemia Sieradzka – miejsca, sylwetki, tradycje”.  Biorą w nim udział uczniowie szkół podstawowych z regionu sieradzkiego. Konkurs obejmuje kilka kategorii: fotograficzną, malarską oraz recytatorską. Jego celem jest upowszechnianie i poszerzanie wiedzy o historii, kulturze, tradycji i folklorze Ziemi Sieradzkiej. Właśnie odbyła się dziesiąta edycja tej imprezy.

CÓRKA

Marta, uczennica I klasy I LO im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu bardzo wcześnie  odkryła w sobie uzdolnienia artystyczne. Już ma na koncie wiele nagród w konkursach literackich, plastycznych, recytatorskich i teatralnych. Pierwszy wiersz napisała mając 9 lat. W 2007 r. otrzymała wyróżnienie, a w 2008 r. II nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Moja miłość”. Jest również laureatką powiatowego konkursu recytatorskiego „Moja prawda”, a wspólnie z zespołem „Tabula Rasa” zdobywa nagrody w konkursach teatralnych. „Na co dzień jest raczej nieśmiała, małomówna, wyciszona, skupiona. Na scenie staje się jednak zupełnie inną osobą. Sama wtedy nie poznaję mojej Marty.” – z dumą mówi o niej mama.

KALEJDOSKOP 2011 nr 3 s. 39-40

CZTERY ŚCIANY WIERSZA

Od kilku lat na łamach ukazującego się w Sieradzu kwartalnika „Siódma Prowincja” redaguję cykl p.t. „Cztery ściany wiersza”. Tytuł kolumny jest cytatem z wiersza Jana Zycha, jednego z moich ulubionych poetów. Oto ten utwór w całości:

DOM

Ponad dachami zegary z wież biją w moje okno.

Nic mnie w tej poczekalni przed nimi nie zasłania.

Trzeba stąd uciekać, uciekać,

bo to niedobre miejsce do mieszkania.

Muszę inne jakieś miejsce znaleźć,

choćby było nie większe niż złożone dłonie:

cztery ściany wiersza jedyny mój dom prawdziwy,

bo zawsze mieszka się tylko po wewnętrznej stronie.


W „Czterech ścianach wiersza” prezentuję twórczość  współczesnych poetów polskich. Dotychczas byli to: Agnieszka Jarzębowska, Anna Michalska, Józef Baran, Wojciech Boros,  Marek Czuku i Arkadiusz Frania.


Ś N I Ł E M   S I Ę   T R A W O M

JÓZEF BARAN – poeta z Borzęcina. Choć od lat mieszka w Krakowie. W młodości przez pewien czas był górnikiem. Potem pracował jako nauczyciel i dziennikarz. Jest autorem kilkudziesięciu książek. Wydał m.in. tomiki poetyckie: „Skarga”, „Na tyłach świata”, „W błysku zapałki”, „Dom z otwartymi ścianami”, „Taniec z ziemią”, „Tylko aż: only so much” (w języku polskim i angielskim), „Rondo”, wywiady a artystami: „Autor, autor” i „Tragarze wyobraźni” oraz dzienniki: „Koncert nosorożca” i „Przystanek marzenie”. Laureat wielu nagród, m.in. Stanisława Piętaka, Andrzeja Bursy a także Fundacji Kościelskich i Funduszu Literatury. W „Moim dekalogu poetyckim na 2002 r. tak pisze: „Cenię poetów, którzy sytuują człowieka na tle nieba, przyrody, przestrzeni, operują nazwami własnymi.(…) Lubię w poezji oryginalny, świeży obraz, jego ekspresyjność, ale także dyskretną muzyczność.(…) Pierwsze przykazanie literatury – nie nudzić!”


UCZĘ SIĘ OD MRÓWKI

gdy znów cel z oczu tracę

bo wydaje mi się

że wszystkie nasze ziemskie starania

diabła warte

przyglądam się z podziwem

anonimowej mrówce

tej miniaturowej

kulturystce losu

taszczącej pod górkę

ziarnko Wiary

z taką determinacją

jakby to od niej

miało zależeć

czy Ziemia będzie się nadal

kręcić

Borzęcin, 26 maja 2006


BEZSZELESTNIE

bezszelestnie

otwarły się okiennice snu

i ze wszystkich stron powiało tęsknotą

na parapecie

usiadł biały kruk bezsenności

czy to ty myślałaś o mnie

w środku nocy

OT TAK

cuda zdarzają się nawet

na przystankach autobusowych

w Forte dei Marmi

przelotny

sprzedawca parasolek

z czarnej planety Etiopii

po paru minutach wspólnego milczenia na ławce

zaufał mi w uśmiechu swój bagaż

i pogwizdując

oddalił się w stronę bistra

pomyślałem

jeszcze nie wszystko stracone

jeśli obcy człowiek bez słowa

ot tak

bierze drugiego za swego

to kto wie może tego świata

nie trafi tak prędko szlag

x  x  x

a najbardziej jestem poetą

ludzi nieśmiałych

tych z osikowym liściem uśmiechu

przylepionym do warg i drżącym

za każdym silniejszym

podmuchem słów

tych ubogich krewnych duńskiego

królewicza Hamleta

którzy mają złą dykcję

i choć za każdym krokiem mówią

być albo nie być

czynią to tak po cichu i niepewnie

że żaden Szekspir  z tego

nie zrobił jeszcze tragedii

ho ho kto tam wie

co w nich małych drzemie

i na świat nigdy gęby nie otworzy

jacy zaklęci śpiący rycerze

czekają w nich na głos trąbki

aby spaść

z furkotem orlich skrzydeł

i wyzwolić okupowane

od urodzenia przez wrogie straże

bramy ust

ZIMA

niezmordowany pochód płatków

przez pustynne przestrzenie

pomiędzy niebem a ziemią

jakby wojska zimy

szły i szły i szły

chcąc wyzwolić nas

od tyranii szarości

lub niebo słało ziemi

błahe telegramy

chcąc wyjawić Tajemnicę

lecz my słyszymy tylko

wielomówny szept dzieciństwa

gdy życie było

nieznanym listem

w zalakowanej

świątecznymi śniegami kopercie

(Siódma Prowincja  2009, nr 1-2 s. 38)