Archive for the ‘POLECAM’ Category

Wiersze Teodozji Zariwnej w „Krytyce Literackiej”

W piśmie „Krytyka Literacka” numer 3-2017 ukazały się wiersze ukraińskiej poetki Teodozji Zariwnej w naszym wspólnym przekładzie.

 

Czytam wiersz Wojciecha Majkowskiego o łąkach nad Nerem – rzeką także mojego dzieciństwa.

Czytam wiersz Wojciecha Majkowskiego o łąkach nad Nerem – rzeką także mojego dzieciństwa.

https://drive.google.com/file/d/1_9_GDyAsf43tcMscriJaMef92r-of7FK/view

WOJCIECH MAJKOWSKI

Łąki nad Nerem

(posłuchaj, recytuje Maria Duszka: Łąki nad Nerem)
Magdzie, mojej ciotecznej siostrze, na wspomnienie dzieciństwa, które już nie wróci…

Wracam i znowu stopy krwawią.
Trawa tak samo szorstka, ostra.
Ostrożnie kroki swoje stawiam
i wraca pamięć. Ja i siostra.

Ner się leniwie snuje obok.
W trawie buszuje życie wszelkie.
Ledwie widoczny, biały obłok
przesłonił słońce, żółte, wielkie.

A w wodzie się odbija promień
i oczy razi nam, bezczelnie.
Nic już nie widzę. Brak mi wspomnień.
Choć niby pięknie i subtelnie.

A przecież kiedyś ona spyta:
„Pamiętasz tamten czas nad Nerem?”
Co jej odpowiem? Może? Chyba?
Innym zasłonię się plenerem?

Lecz widzę znowu. Słońce pali.
My na tej łące, dzieci jeszcze.
Siano zgrabione, zapach malin
od lasu niesie się powietrzem.

Bydgoszcz, 13 czerwca 2017 r.,

Łąki nad Nerem

SŁOŃCA MOŻE DZIŚ NIE BYĆ – według Joli Stelmasiak

 

To było podczas ostatniego organizowanego przez Artura Fryza

Festiwalu Złoty Środek Poezji w 2014 r. Drugiego dnia przyjechała

na tę imprezę Jola Stelmasiak. Pochodzimy z tych samych stron –

z gminy Szadek, znamy się od lat. Był upalny dzień. Usiadłyśmy

sobie z Jolą nad stawem w sąsiedztwie Kutnowskiego Domu

Kultury. Powiedziała mi m.in., że myśli o wydaniu nowego

tomiku. Parę godzin później trafiłyśmy w jednej z kutnowskich

knajpek na Piotra Groblińskiego. Przedstawiłam mu Jolę

i powiedziałam, że chciałaby wydać tomik. Wiedziałam,

że Piotr lubi poezję niebanalną. Poetka i wydawca zastanawiali się

kilka lat. I oto efekt…

20 czerwca 2017 r. w Łódzkim Domu Kultury odbyła się promocja

tomiku wierszy Joli. Książka ukazała się w Wydawnictwie

Kwadratura. Na prośbę Piotra Groblińskiego Autorki napisałam

blurb na okładkę. 

Jolanta Stelmasiak mieszka w domu pod lasem. Z dala od zgiełku, z dystansu obserwuje świat. Czasem wybiera się w podróż, zazwyczaj po to, aby odebrać w którymś z miast kolejny laur zdobyty w konkursie literackim. Ma ich już na swoim koncie  kilkadziesiąt.

Ukończyła liceum plastyczne, studium ekonomiczne, a potem studia zakresu zarządzania. Na co dzień pracuje jako księgowa. Już choćby ten mix świadczy o różnorodności  jej talentów i zainteresowań. Jej wiersze są bardzo malarskie. Choć nie kolorowe. Raczej monochromatyczne, stonowane. Rzadko pojawia się w nich ciepła, żywa barwa, jak w tym haikopodobnym fragmencie utworu pt. „Wiatr:

kropla szkarłatu w trawie

strącony przez wiatr

ostatni pączek róży

Dużo tu snów, utraconych złudzeń, samotności, śmierci:

tamta niedziela

tamta polana

tamta ścieżka

 

unoszona wiatrem moja sukienka

 

nazajutrz wszystko

będzie tylko kłamstwem

 

ja jestem tylko twoim snem

 

A potem:

bez ciebie tylko pustka

nie musisz mi wierzyć

 

Wiersz „Głód” kończy się słowami:

goryczą karmieni staliśmy się głodem

bo choć nieumarli to dawno nieżywi

 

Ta poezja nie pozostawia czytelnika obojętnym. Dlaczego? Może dlatego, że jest do bólu autentyczna, uczciwa. Jolanta Stelmasiak nie koloryzuje, nie gra, nie oszukuje – siebie ani czytelnika.

 

Maria Duszka

 

 

Adam Wiśniewski z Kalisza podarował mi swoją najnowszą książkę pt.

„Gęsie gadanie – aforyzmy, sentencje, prztyczki”.

A w niej wiele mądrych, zaskakujących i zabawnych  myśli,m.in. :

 

_Jedyna racja, dla której warto byłoby cofnąć ludzki czas,

to ta, by móc wybaczyć lub prosić o wybaczenie.

 

_Nosił ją baran na plecach i rękach lat kilka; uciekła – do wilka

 

_Głos na infolinii: ‚Wszyscy nas konsultanci są zajęci”.

W liczbie… jeden! – dodam

 

„Zbieracze lawendy” – wybór wierszy Arkadiusza Frani

Od mojego ulubionego częstochowskiego poety Arka Frani

otrzymałam właśnie jego wybór wierszy pt. „Zbieracze lawendy”.

A w nim m.in. biograficzny poemat „halina poświatowska”

i wiele innych utworów, które same zapadają w pamięć. 

Arkadiusz Frania - Zbieracze lawendy..

Arkadiusz Frania - Zbieracze lawendy

Tomasz Snarski: „Werblista”

Na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Poetyckim

„Maj nad Wilią” w Wilnie otrzymałam od Tomasza Snarskiego

tomik „Werblista” wydany w serii Biblioteka „Znad Wilii”.

Te wiersze są mi bardzo bliskie. Na pewno będę do nich wracać.

 

Tomasz Snarski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tomasz Snarski - Werblista

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najnowszy tomik Izabeli Iwańczuk

W tomiku Izabeli Iwańczuk „tyka Ero” taki oto wiersz:

 

Iza Iwańczuk

Recenzja najnowszej powieści „Maranta” litewskiej poetki i pisarki Birutė Jonuškaitė. Birutė jest także tłumaczką moich wierszy na język litewski. 

Birutė Jonuškaitė (BIRUTA JANUSZKO) urodziła się w 1959 r. na Sejneńszczyźnie. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Wileńskim. Po studiach pracowała w suwalskich „Krajobrazach”, potem zamieszkała w Wilnie. Siedem lat była redaktorem naczelnym popularnego na Litwie czasopisma „Rodzina”. Od 1994 r. jest członkiem Związku Pisarzy Litwy. Przez rok pełniła obowiązki sekretarza Zarządu, a od grudnia 2003 r. jest wiceprezesem Związku. Pisze opowiadania, powieści i wiersze, tłumaczy literaturę polską na język litewski. W swoim dorobku ma piętnaście własnych książek.

Jest laureatką pięciu prestiżowych litewskich nagród literackich za najlepszy utwór prozatorski roku (1989, 1996, 2002, 2006, 2009). W 2004 r. otrzymała Nagrodę Ministerstwa Kultury Litwy za twórczość publicystyczną z dziedziny kultury, a w 2006 r. Nagrodę im. Witolda Hulewicza za zbliżenie  literatury polskiej i litewskiej.

  1. Jonuškaitė w odradzającej się Litwie jako pierwsza zaczęła tłumaczyć Cz. Miłosza. Na początek był to fragment „Doliny Issy”, który ukazał się w czasopiśmie Santara ( 2/1989). Potem przetłumaczyła „Autoportret przekorny Czesława Miłosza” (Wyd. Alma littera, Wilno 1997) oraz napisała książkę o nobliście „Nasz poeta”, do której materiał zbierała przez długie lata. W jej dorobku translatorskim jest wiele przekładów twórczości W. Szymborskiej, T. Różewicza, W. Kuczoka, I. Karpowicza, M. Janion, M. Ławrynowicza, J. Szubera, J. Dehnela i innych.

Birutė Jonuškaitė czasami pisze także po polsku. Jej opowiadania i wiersze wielokrotnie były drukowane w  polskich czasopismach literackich. Ostatnio (w 2014 r.) ukazały się w „Toposie”.

Mamy nadzieję, że twórczość oraz osoba Birutė Jonuškaitė zainteresuje polskich wydawców, autorka jest bowiem jedyną Litwinką z Polski, która w ciągu ostatnich stu (a może nawet dwustu lat) stała się znaną pisarką na Litwie (i nie tylko) i ciągle prowadzi aktywny dobrosąsiedzki dialog literacki między narodami polskim i litewskim. Jest czytana po angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, rosyjsku, gruzińsku, tymczasem w Polsce, której barwny region sejneński stanowi tak ważny element pisarstwa Jonuškaitė (pełna tajemniczych wątków miłosnych dwutomowa powieść „Wielka wyspa” przedstawia całą historię dworu w Sejnach), nikt dotąd nie podjął próby zainteresowania czytelników życiem Litwinów na terenie Polski. A jest to przecież bardzo interesujący świat, przynajmniej ten w powieściach Jonuškaitė. Zwłaszcza że przez krytyków i literaturoznawców pisarka nazywana jest mistrzynią literatury zmysłowej – subtelnej, wysmakowanej, tej, o której litewscy badacze piszą swoje rozprawy naukowe.

 

Jesienią ukazała się nowa rewelacyjna powieść Jonuškaitė „Maranta” i od razu trafiła na listę pięciu najlepszych książek litewskich 2015 roku.

Oto fragment:

„Czyż może być zła dobroć dłoni wędrująca po wydmach twego ciała niczym leniwy wielbłąd przez pustynię Wadi Rum o zachodzie słońca, wieczne kołysanie się garbów ponad linią horyzontu, na purpurowym niebie, ten sam od tysiącleci jedwabny szlak, i pozostawiona gdzieś daleko świadomość, że w czarnym cieniu jest też bezimienny Beduin, albo i sam Abraham, przemawiąjący do ciebie łagodnie ustami Husama: „«Wiem, że jesteś urodziwą kobietą; skoro cię ujrzą Egipcjanie, powiedzą: to jego żona; i zabiją mnie, a ciebie zostawią przy życiu. Mów więc, że jesteś moją siostrą, aby mi się dobrze wiodło ze względu na ciebie i abym dzięki tobie utrzymał się przy życiu»“. Byłaś już siostrą, byłaś też trzy dni i trzy noce kochanką „faraona“, któremu okazałaś niespodziewaną dobroć, wysłuchawszy go do końca, gdy łamaną angielszczyzną opowiadał ci całe swoje życie, lepkie i oślizgłe od namiętności, od grzechów, od klęsk, od niewyczerpanej żądzy wciąż nowych i nowych doświadczeń, przyjęłaś jego nagłą bezwstydną szczerość jako nadzwyczajną łaskę, jako stan, w którym nieważne są ani przyczyny, ani skutki, w którym istnieje tylko jedno jedyne pragnienie, by to trwało, pragnienie, które kazało ci bluźnić Niech nie wstaje dzień, niech nie wstaje dzień… To pragnienie znów  wypełnia cię od koniuszków palców po czubek głowy  i rozwiązuje ci usta, każe bezustannie mówić Husamowi, jaką łaską może być zetknięcie dłoni, kiedy mężczyzna pragnie nie tylko ciemnej słodyczy kobiecego ciała, kiedy dusze niczym lniane nici w tkanym przez matkę suknie łączą się w pełen jednolity wzór, dusze, co nie pamiętają nadanej im płci, nie pytają, czemu się spotkały, nie wiedzą, kto i dlaczego tak mocno je splótł, ani ile mają lat, ani dokąd znów zbłądzą, ale świetnie rozumieją, że takie obnażenie się, takie odsłonięcie przed drugim człowiekiem jak przed Bogiem jest nadzwyczajną łaską. Moja dusza to ogromne sukno, można na nim pisać, malować, tylko kto to wszystko odczyta? Kto?“

Może Ty, uważny czytelniku?

 

***

To fragment powieści Birutė Jonuškaitė „Maranta“, w której od samego początku życie walczy ze śmiercią, żywiołowa radość istnienia wystawiana jest na najcięższe próby, a losy bohaterów naznaczone tak ostrymi i niespodziewanymi zakrętami, że lektura tej fascynującej książki przebiega w nieustannym napięciu aż do ostatniej strony. Autorka „Wielkiej wyspy“ tym razem przekracza granice geograficzne swojego rodzinnego regionu, przestrzeń powieściowa jest w „Marancie“ bardzo rozległa – akcja toczy się nie tylko na pograniczu polsko-litewskim, ale także w Warszawie, Paryżu, Ameryce i Jerozolimie. Jonuškaitė zręcznie dobiera detale, za pomocą których znakomicie oddaje specyficzny koloryt wszystkich przedstawianych miejsc, styl życia ich mieszkańców, charakterystyczny klimat społeczny i duchowy.  Pisarka zna kraje i miasta, o których pisze i świadomie umieszcza w nich swoich bohaterów. Jej postaci są wyraziste, szczególnie matka głównej bohaterki, Dominika, uosabiająca prototyp Dzuczki (mieszkanki południowego regionu etnograficznego Litwy zwanego Dzukią) – kobiety silnej, głęboko przywiązanej do swoich korzeni i swojej gwary. Dzukowanie Dominiki to unikatowe oraz niezwykle barwne znamię tego regionu, rzadko występujące w literaturze litewskiej. A zatem już choćby tylko z uwagi na język „Maranta“ jest powieścią nietuzinkową. Dowodzi znakomitego słuchu językowego oraz kunsztu pisarskiego Jonuškaitė, której piękny i oryginalny styl tak często podkreślają w recenzjach krytycy. Na tle coraz bardziej potocznych, ubogich stylistycznie współczesnych tekstów literackich proza tej autorki zdecydowanie wyróżnia się swoją warstwą słowną. Ponadto porusza ona mało dziś modne w literaturze problemy, takie jak: relacje rodzinne, odpowiedzialność, poświęcenie dla drugiego człowieka, cierpienie, rozpacz oraz odwieczne pytanie o istotę miłości.

 

Warto dodać, iż Birutė Jonuškaitė chętnie uczestniczy w prezentacjach swoich książek, robi to z wdziękiem i elegancją. Ma wieloletnią praktykę w kontaktach nie tylko z dorosłymi, ale także z młodzieżą, ponieważ na Litwie często jeździ na spotkania do szkół, również polskich na Wileńszczyźnie.

Właśnie ukazał się debiutancki tom wierszy kaliskiego poety

Jakuba Pokojowczyka. Polecam tę książkę – jako autorka wstępu.

A oto jeden z utworów J.P.:


A GDYBY TAK

a gdyby tak zacząć od końca?

wyjść z ciemności
i czekać z boku aż pogrzeb się nie odbędzie

później
być emerytem
spacerować
pochować bliskich
znać dobrze swojego lekarza
i mieć bardzo dużo czasu na przemyślenia

po tym wszystkim
iść do pracy
szkoły
bywać autorytetem dla własnych dzieci
i jak to się mówi mieć czas

by się wyszumieć

i znów później
bawić się w przedszkolu w dorosłe życie

na samym końcu
się urodzić
i być mądrym jak nikt na tym świecie!

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od Izabeli Iwańczuk ze Słupska otrzymałam jej najnowszy tomik p.t. „Perły wieczne” wydany przez „Mamiko”. A w nim takie m.in. wiersze:

 

PORTRET

dużo lepsza od najlepszego wiersza

nie jest dumna chociaż urodziła

poetkę przeżyła niejedno i niejednego

nie ma zmarszczek na sercu

z wojny umie wybudować dom

jej kości mają zapach kościoła

zna każdą z nieopisanych gwiazd

księżycem uśmiechu potrafi ocalić wszystko

zaskakuje bardziej niż trafna puenta

 

nim dopłynie do brzegu

zmieści się w łódce wiersza

 

 

WOŁACZ

 

chwila w mianowniku szczęścia

jest tylko jeden przypadek

wołacz miłości

tylko jeden wiersz

całuję wersy twoich brwi

idę w słońce po winogrona