Z A P R O S Z E N I E

Filia nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sieradzu

(mieszcząca się w szpitalu przy ul. Armii Krajowej 7) oraz Koło

Literackie „Anima” serdecznie zapraszają w piątek 21 sierpnia

2015 r. o godzinie 18.00 na wieczór artystyczny.

W programie:

- promocja tomiku wierszy Jakuba Pokojowczyka pt. „Tik – tak”,

- recital muzyczny  Zbigniewa Paprockiego,

- otwarcie wystawy ikon Stefana Bieleckiego.

 

JAKUB POKOJOWCZYK  (ur. 1980 r.) ukończył polonistykę

na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Jest nauczycielem języka polskiego w Zespole Szkół nr 7

w Kaliszu. Za osiągnięcia dydaktyczno – wychowawcze

kilkakrotnie otrzymał Nagrodę Dyrektora Szkoły, a w 2014 r.

Nagrodę Prezydenta Miasta Kalisza. W bieżącym roku

w Warszawskiej Firmie Wydawniczej ukazał się jego debiutancki

tom wierszy pt. „Tik -tak”.

 

ZBIGNIEW PAPROCKI (ur. 1957 r.) jest bardem, poetą,

kompozytorem i gitarzystą. Jego wiersze zostały przełożone

na język niemiecki i angielski. Opublikowano je w antologii

„Contemporary writers of Poland” (USA) oraz w roczniku

„Reibeisen” (Austria). Swoją twórczość prezentował na wielu

spotkaniach literacko – muzycznych. Wystąpił również

w półfinale Międzynarodowego Festiwalu Bardów – OPPA 2009

w Warszawie. W 2014 r. nagrał swoją debiutancką płytę pt.

„Spacer po Sieradzu”.

 

STEFAN BIELECKI (ur. 1946 r.) mieszka w Sieradzu.

Jest emerytowanym nauczycielem.   Ukończył wychowanie

plastyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Częstochowie

oraz studium podyplomowe na UMCS w Lublinie.

Zajmuje się malarstwem olejnym. Od kilku lat uczestniczy

w kolejnych edycjach Międzynarodowego Pleneru Malarskiego

w Blizanowie koło Kalisza.

 

14 sierpnia 2015 r. z niemiecką poetką Ute Pfeiffer, dyrektorką festiwalu „Emigra” Agatą Lewandowski i organizatorem festiwalu „Maj nad Wilią” Romkiem Mieczkowskim wystąpiłam w TV Polonia w programie „Halo! Polonia!”.

http://halopolonia.tvp.pl/21264065/14082015

 

(trzeba przeczekać kilka reklam) :)

 

 

 

 

 

Ute Pfeiffer i ja

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x x

 

powiesiłam w mojej szafie

twoją marynarkę

 

wszystkie moje ubrania

chcą być blisko niej

 

 

 

 

 

x  x  x

 

dzisiaj będę u ciebie

 

moje serce nade mną

jak skowronek

 

 

x  x  x

 

podobno miłość

wcześnie wykryta

jest uleczalna

 

więc nie śnij mi się

co noc

 

więc nie dzwoń do mnie

aby usłyszeć mój głos

 

 

x  x  x

 

pamięci moich bliskich

 

a wydawało się

że zawsze będą trwać

na tym rumiankowym podwórku

w tym ciepłym domu

w tym bezpiecznym łóżku

 

po kolei zdmuchuje ich czas

 

 

 

 

x  x  x

 

łąka pod lasem

 

niewidoczny chór świerszczy

pod batutą słońca

 

 

 

 

NOLI ME TANGERE

 

Słyszałem o pewnym mężczyźnie,

który słowa wymawia tak pięknie,

że może mieć każdą kobietę

jeśli tylko wypowie jej imię.

 

L. Cohen

 

nie mów do mnie

po imieniu

 

albo

 

licz się

ze skutkami

 

 

 

x  x  x

 

on jest

jasny

łagodny

i prawdziwy

jak dotyk

brzozowej gałązki

 

 

 

 

 

x x  x

 

kiedy siedząc po raz pierwszy

naprzeciw mnie mówiłeś:

„jak z nią rozmowa…”

byłam pewna

że przeceniasz moje i swoje możliwości

„przyjście letniego prorokując grzmotu…”

 

poznałam całe twoje dobro

i całe twoje zło

 

rozsądnie wyrzekłam się

spotkań i telefonów

 

zniszczyłam i wyrzuciłam

wszystkie drobiazgi

które mi dałeś

 

to miasto jest

coraz bardziej pełne ciebie

 

jestem jak liść

ledwie trzymający się gałęzi

huragan pcha mnie w twoją stronę

 

 

x  x  x

 

mówisz mi:

chcesz wszystkiego

 

a mnie wystarczy

popatrzeć w okno

na twoją stronę

i pomyśleć

że jesteś

 

 

 

 

 

MIŁOŚĆ

 

nie widziałam cię wiele dni

 

stoisz teraz

naprzeciw mnie

jak morze

 

stoję przed tobą

bezbronna

 

 

 

x  x  x

 

zanim się pojawiłeś

wyśniłam twoje oczy

i całe niebo

lat z tobą

 

 

 

x  x  x

 

toczą się lata

okrągłe i puste

 

czekam na kilka letnich dni

 

dotyk twoich ust

musi mi wystarczyć

na następny rok

lub

na zawsze

 

krew w moich żyłach

zmienia się w oczekiwanie

tętni

i odwraca mnie

w twoją stronę

 

nie ma nic lepszego

niż twoje ramiona

 

 

 

 

 

x  x  x

 

jesień tonie w deszczu i mgle

 

nie opuszczasz moich myśli

 

łagodnie tonę

w twoich oczach

w twoich dłoniach

 

x   x  x

 

czasem zazdroszczę

psu

którego głaszczesz

 

 

 

 

 

 

 

MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

 

rozmawialiśmy

 

o kilka kroków od nas

zatrzymał się mały

może czteroletni chłopiec

w żółto-granatowej kurtce

 

powiedział patrząc na ciebie

prawie pięćdziesięcioletniego mężczyznę:

„chodź tu”

 

nie przerwaliśmy rozmowy

 

po chwili chłopiec stanowczo powtórzył:

„chodź tu”

 

„dlaczego mam do ciebie iść?”

spytałeś

 

„bo ja mam tylko mamę…”

 

 

 

 

x  x  x


ktoś powiedział

że nie można być zrozpaczonym

kiedy się patrzy w niebo

 

na twoim pogrzebie

przez cały czas

obserwowałam chmury

 

nie należałam do tych kobiet

które miały prawo płakać


x x  x

 

fotografuję tę okolicę

tak

jak się całuje

ciało kochanego człowieka

- miejsce przy miejscu

 

 

 

PATRZ MI W OCZY!

Dlaczego ludzie myślą że mogą mi powiedzieć wszystko?

Od lat przychodzi do tej szpitalnej biblioteki.

Emerytowany ekonomista: myślący – ateizujący – poszukujący.

Niedawno zginął w wypadku jego syn.

Nikomu jeszcze tego nie mówiłem, pani powiem.

To było półtora roku temu.

Wypożyczyłem książki w bibliotece powiatowej,

poszedłem do parku za urzędem miasta,

usiadłem na ławce, zacząłem czytać.

Po pewnym czasie przysiadł się do mnie.

Wyglądał jak trzydziestoletni mężczyzna -

miał jasnorude włosy i bródkę.

Zaczął ze mną rozmawiać, pytał co czytam,

zwyczajna rozmowa.

Nagle odszedł na chwilę na odległość paru kroków,

wrócił. Jego oczy płonęły jasnożółtym ogniem.

Patrz mi w oczy! - mówił. -Dlaczego mi nie patrzysz w oczy?!

Byłem przerażony, chciał się do mnie zbliżyć,

ale zrobiłem trzy razy znak krzyża -

z prawej strony, pośrodku i z lewej.

Nie mógł do mnie podejść bliżej niż na odległość sześciu metrów…

To był diabeł, to było półtora roku temu.

Nie mogę dojść do siebie, nie wiem co o tym myśleć.

To było ostrzeżenie?”

 

 

x x x

 

rodzina zmarłego

przed szpitalem

 

jak kruki na śniegu

 

 

 

 

x  x  x

 

zwykłe kobiety

rodzą dzieci

 

poetkom

Bóg plącze życiorysy

aby rodziły wiersze

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

po naszych latach i zimach

kłótniach

z oddawaniem i wyrzucaniem prezentów

powrotach na kolanach

północnych telefonach

 

po tych wszystkich imionach

które dla mnie wymyśliłeś

(nigdy nie nazywałeś mnie moim imieniem

„bo to byłoby zbyt intymne”)

zastanawiam się

dlaczego żadne z nas

nie odważyło się przyznać

„kocham cię

nie rań mnie”

 

do końca byliśmy tchórzami

 

 

 

 

x  x  x

 

zostałam w domu sama

 

pławię się w ciszy i samotności

 

po godzinie mam ochotę zadzwonić do ciebie

aby ci opowiedzieć

jak dobrze czuję się sama w domu

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

powiedziałam ci przez telefon

że nudzą mnie rozmowy z tobą

 

(skłamałam

- milczysz od dwóch tygodni)

 

widzisz

jestem pojętną uczennicą

w twojej szkole

umiejętności zadawania ciosów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

aby zmyć z siebie ciebie wykorzystuję

dłonie oczy usta innych mężczyzn wybieram się

z nimi w podróże dokądkolwiek posyłam im

listy i uśmiechy farbuję dla nich włosy które mi

przez ciebie posiwiały

gdy wracasz ośmieszam cię i obrażam

w nie wiem którym już z kolei ostatnim pożegnalnym

liście

żadnego postępu w zapominaniu

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

to miasto

jest ponoć złe

 

a ja lubię je

od kiedy patrzy na mnie

twoimi łagodnymi oczami

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

wczoraj odprowadzałam cię na dworzec

 

na peronie nieduży pies

głośno skamlał i wyrywał się do kogoś

stojącego już w pociągu

 

kiedyś przy naszych pożegnaniach

tak samo

choć bezgłośnie

rozpaczałam

 

wczoraj byłam zupełnie spokojna

 

postarzała się nasza miłość

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

SOPOT 2008

 

codzienny przemarsz -

poziomo chmur

pionowo deszczu

 

 

 

 

 

 

 

HANAMI

 

 

 

w czas kwitnienia wiśni

Japończycy

nie pracują

świętują

 

nawet w centrach wielkich miast

siedzą przez kilka dni

pod kwitnącymi drzewami

 

nie żal im upływającego czasu

 

siedzą dopóki płatki wiśni

nie opadną

 

nasyceni pięknem

wracają do pracy

 

na moim osiedlu

bez potrzeby wycięto

stary śliwkowy sad

 

sąsiedzi mówią

że teraz wreszcie

będzie tu porządek

 

nie będziemy drugą Japonią

 

 

 

 

 

x  x  x

 

leżę w lesie

 

brzozy błogosławią mnie

gałęziami

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

spojrzał w okno

w bardzo mglisty poranek:

„o, nie ma świata…”

 

 

 

x  x  x

 

modlitwa

- odpychanie ciemności

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

kiedy mamy umierać

(choć wcześniej mówiliśmy

że żyć nie warto)

świat nabiera barw

i wyrazistych konturów

jak lato w sierpniu

 

i wszystkie chwile

które były

i które jeszcze mogłyby być

mają nagle wagę i wartość

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

drzewa

- to co pozostało nam

z raju

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

dzień w podróży

 

nie otwieram książki

 

czytam świat

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

po dwudziestu dwóch latach

od początku

naszej miłości

rozmawiamy o mężczyznach

którzy prowadzą podwójne życie

- mają żony i kochanki

(bo ich na to stać)

 

pytam

czy chciałbyś tak żyć

jak oni

 

„myślę że chciałbym podwójną ciebie”

odpowiadasz

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

windą do nieba

do twojego mieszkania

na ósmym piętrze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

lubię wiedzieć

na czym stoję

 

nawet jeżeli to jest

dno

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

jak co wieczór

referuję ci przez telefon

wszystkie moje

uczynki wzloty i upadki

 

zaczynam od:

„wstałam o siódmej rano…”

 

wysłuchujesz

a potem mówisz:

„ja też dzisiaj wstałem o siódmej rano

wysikałem się

i poszedłem spać”

 

od lat nie potrafię rozstrzygnąć

kto z nas ma rację

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

czerwiec jest

jak

mieć osiemnaście lat

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

wiejski głupek

siedzi przy grobie matki

 

obejmując rękami kolana

i kołysząc się

powtarza:

mama w ziemi

ziemia w mamie…

 

 

 

 

 

 

 

 

WOLNY

 

pchał wózek z tekturą

jego wzrok był ponad

 

lump z charyzmą

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

śmiechem nad krzywdą jego wybuchając…

Czesław Miłosz

 

w roku 1980 mówili:

„walczymy o godność człowieka pracy”

 

w roku 2004

do bezrobotnych

którzy przyszli na spotkanie

w sprawie pracy

wychodzi mały dyrektor

niedużej firmy i mówi:

„potrzebuję pięciu samców

i pięć samic…”

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

na niepokój serca

modlitwa

jak lek nasenny

albo

myśl o twoich dłoniach

łagodnych

bezpiecznych

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

stoję przy oknie

 

oddaję się przestrzeni

 

zatrzymuję czas

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

zatrzymaj się

popatrz w okno

 

(tam

prawie zawsze

jest jakiś

wiersz

 

 

DZIECIŃSTWO W SZADKU

 

kościół był  duży

a ja

mała

nic o gotyku

nie wiedziałam

 

pamiętam tylko

że niebieska

Matka Boska z Dzieciątkiem była

kolumny w niewyraźnych freskach

 

podwórko dziadków

całe w rumiankach

i bez w kącie podwórka

- co było dobre

wielkie było jak świat

a co złe

małe

jak na słońcu chmurka

 

dziś

gdy czasem jest źle

gdy do życia mija ochota

świecą w mojej pamięci

tamte dni

jak ze złota

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

śpiew ptaków

w płonących gałęziach drzew

 

przemija lato

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KTÓRZY DAJĄ BĘDZIE IM DODANE

 

„zawsze pracuję

najlepiej jak potrafię

dlaczego więc ciągle

cierpię niedostatek”

uskarżała się Bogu w modlitwie

 

następnego dnia otrzymała odpowiedź

najlepszą z możliwych:

„bądź hojna dla siebie i dla innych”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

NIEDZIELA PALMOWA 2005 R. PO NARODZENIU CHRYSTUSA

 

„po tych słowach

skłonił głowę

i wyzionął ducha”

 

klękamy

 

mężczyzna przede mną

ziewa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

GALERIA ŚWIAT

 

płatki śniegu

liście drzew

- żaden się nie powtórzy

 

Bóg jest perfekcyjnym artystą

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

budzę się

o czwartej nad ranem

 

w myślach ślad modlitwy

sprzed zaśnięcia

- aby mnie już tak nie bolała

każda chwila

twojej nieobecności

 

o czwartej nad ranem

przychodzi odpowiedź na modlitwę

- przypomina mi się fraza piosenki:

„która z miłości naszych

może właśnie jest już

tą ostatnią…?

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

przypadkowe spotkanie z tobą

 

jakby mnie Bóg

pogładził po policzku

 

 

 

 

 

 

 

MATKA

 

na sali szpitalnej

między kolejnymi

kroplówkami

narkozami

trepanacjami głowy

codziennie około trzeciej po południu

prosisz abym sprawdziła

czy obiad już się ugotował

„bo niedługo chłopcy wrócą ze szkoły”

 

pytam gdzie on się gotuje

„no, tam”

odpowiadasz wskazując głową

w kierunku korytarza

na którym leżą inni chorzy oczekujący

na swoje operacje

 

w świadomości zostały ci już tylko

nasze twarze i imiona

 

i myśl

że jak co dzień

przez ostatnie czterdzieści lat

gotujesz dla nas obiad

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

słońce niedawno zaszło

 

w prostokącie mojego okna

na nieskończenie ciemnoniebieskim tle

błyszczy planeta Wenus

 

 

 

 

 

F R E I E N W I L L

(tomik wydany w 2012 r. zawierający wiersze i anegdoty)

motto : Świat jest Mały(ń)

 

 

 

1960

 

moja mama

wydała mnie na świat

 

(urodziłam się

w najokrutniejszym miesiącu

 

urodziłam się poetką

w rodzinie rzeźnika)

 

moja mama jest dobra

łagodna

i prostolinijna

jak dziecko

 

nie mogę jej mieć za złe

że mnie wydała światu

 

 

 

 

 

 

 

1961

 

mam ciepłą trawę pod stopami

i idę w kierunku słońca

 

babcia uczy mnie chodzić

w świętej brzezinie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1962

 

nic nikomu nie mówiąc

wybieram się na spacer w pola

 

gubię się po raz pierwszy w życiu

- w zbożu

 

 

 

 

 

 

 

 

1963

 

 

rodzą się bracia bliźniacy

 

stworzą samowystarczalny

krąg towarzyski

 

półnadzy

opaleni

będą biegać boso

po piaszczystej drodze

i nazywani będą abisyńczykami

 

 

 

 

 

1964

 

mój wujek

kiedyś stanie się alkoholikiem

i zobaczy demony

 

teraz

jest młody

dużo mówi

ma bezbronną twarz

i otwarte serce

 

pewnego słonecznego dnia

zbyt szybko wjeżdża końmi

na ścieżkę na której stoję

 

widzę nad sobą kopyta

a potem

nic nie pamiętam

 

 

 

 

 

1965

 

dziadek wyplata mi wianki

z modraków i koniczyny

uczy mnie pieśni religijnych

i żołnierskich

 

ma dla mnie miłość i czas

 

 

 

 

 

 

 

 

1966

 

moja pierwsza fotografia

 

siedzę na małym rowerku

na szadkowskim

pachnącym rumiankiem podwórku

 

uśmiecham się

z lekkim smutkiem w oczach

 

za chwilę

będziemy jeść

prosto z plastra

jeszcze ciepły miód

 

 

1967

 

zanim zapali się lampę naftową

jej zadymiony klosz

trzeba co wieczór wyczyścić gazetą

 

w niedzielę

tata zaprowadził mnie do wiejskiej biblioteki

 

wracałam niosąc pełne cudów książki

 

 

 

 

 

 

 

1968

 

do starej nieużywanej stodoły mojego dziadka

nagle trafiły skarby:

to znajomy handlarz schował w niej przedmioty

które kupił

od opuszczających w pośpiechu Łódź Żydów

 

mogłam do woli buszować

i wybierać sobie książki:

Przygody Koziołka Matołka

Wicek i Wacek podczas okupacji

Niewiarygodne przygody Marka Piegusa

 

wiele lat później będę robiła wywiad

z żydowskim poetą

urodzonym w Łodzi

a mieszkającym w Nowym Jorku

 

powie mi

że mieszkał w różnych częściach świata

ale najlepiej czuje się w na Piotrkowskiej

 

 

 

 

 

1969

 

w domu znalazłam starą powieść

- była bez okładek

i zaczynała się od słów

„Wierny Soroka wiózł swego pułkownika…”

 

miałam szczęście -

akurat była pełnia

księżyc świecił

prosto na moje łóżko

i mogłam spokojnie czytać

nie marnując prądu

 

 

 

 

 

 

 

 

1970

 

co mają wspólnego

perły i kakao

zastanawiałam się

słuchając Maryli Rodowicz

w niebieskim tranzystorowym

radiu „Sylwia”

 

nie wiedziałam jeszcze

że jest poezja

i jest Gałczyński

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1971

 

stoję z moimi braćmi na progu

 

po drugiej stronie podwórka

drewniana stodoła

z deskami aksamitnymi

od słońca deszczu i wiatru

 

za nią jest łąka rzeka i droga

za nią jest świat

 

jeszcze nie wiem

że gdziekolwiek będę

będę tęsknić za Małyniem

 

to podwórko

łąka

rzeka

na zawsze przesłonią mi świat

 

 

 

 

 

 

1972

„Skąd się biorą poetki?”

 

B.

 

byłam dziewczyną

z niedobrego domu

 

ale z podwórza wychodziło się

do świętej brzeziny

 

ale przez okno

podawała nam swoje kwiaty

bujna

czerwona róża

 

a mama

często nuciła piosenki

(powiedziała mi kiedyś

że chyba zwariowałaby

gdyby nie mogła śpiewać)

 

wszystko obróciło się

w poezję

 

 

 

 

1973

 

nie pamiętam

pani Wisławo

co się działo 16 maja 1973 roku

 

ale pamiętam dokładnie

co się działo trzy dni później:

przeprowadziliśmy się z domu

pod brzozowym lasem

do domu nad stawem

 

wieczorem zasypiając

na ułożonym prowizorycznie

na podłodze sienniku

nie wiedziałam dlaczego

płaczę

 

 

 

 

 

 

 

 

1974

 

ja jedną tylko

taką jesień miałam w życiu

 

świat był bliski

i bezpieczny

 

potem runął

 

……………………………………………………..

 

Sylwestrowy pogrzeb mojego dziadka

- jakże to pasowało do niego

który uwielbiał bawić się życiem

 

wieczorem w tv „Romeo i Julia”

z piosenką Wandy Warskiej i Norwida

„Nad Kapuletich i Montekich domem…”

 

niedobra wróżba

na wiele najbliższych lat

 

 

 

 

 

 

 

1975

 

znalazłam się

w niewłaściwym miejscu

w niewłaściwej chwili

zobaczyłam

czego nie chciałam zobaczyć

 

podszedłeś do mnie po trzech dniach

 

ale ja zdążyłam już przejść

na drugą stronę lustra

i nie mogłam zmartwychwstać

 

 

 

 

 

 

1976

 

„czy wiesz

że to bez ciebie życie

nie jest już życiem…?”

 

głos Ewy Demarczyk

to było jedyne piękno

jakie do mnie wtedy docierało

 

 

 

 

 

 

 

1977

 

w wakacje

budowałam pod Niskiem

nasyp kolejowy

 

im bardziej bolało mnie ciało

tym mniej bolała dusza

 

nikt mnie nie kochał

i ja nie kochałam nikogo

 

 

 

 

 

 

1978

 

nie miałam

już nic

do zwątpienia

 

 

1979

 

z czego

składa się

samotność?

 

z pustki

 

 

 

 

 

1980

 

wszyscy stoją w kolejkach

- po cokolwiek

 

nie ma takiej kolejki

w której ja chętnie bym się ustawiła

- po sens życia

 

 

 

 

 

 

1981

 

 

We Wrocławiu na Ruskiej

zobaczyłam po raz pierwszy w tv

legendarnego

(bo właśnie przeskoczył przez płot)

przywódcę

 

na wyrażoną przeze mnie wątpliwość

moja ciotka zareagowała

z całym impetem

swojego ciała i ducha

 

ale to nie przeszkodziło mi myśleć

samodzielnie

 

 

 

 

1982

 

Bóg jest bezbronny

ze swoją

miłością

 

 

 

 

1983

 

rodzi się moja córka

i ”nie ma wody na pustyni”

 

przyjeżdżasz na urlop

do domu pod brzozowym lasem

 

i zostajesz w moim życiu

na najbliższe ćwierć wieku

 

 

 

 

 

 

1984

 

 

z tego roku pamiętam tylko

dzień w którym byłeś

 

siedzieliśmy milcząc pod jabłonią

trzymałeś na kolanach

mojego dwuletniego syna

a to nie mogło się podobać

twojej mamie

 

dlatego zobaczymy się dopiero

po czterech latach

 

 

 

 

1985

 

kamorze

- powiedział poważnie mój syn

gdy oboje po raz pierwszy

zobaczyliśmy Bałtyk

 

 

 

 

 

 

 

1986

 

w kwietniowy dzień

szłam piaszczystą wiejską drogą

w pachnącym powietrzu

w kierunku zachodzącego słońca

 

trzymałam za ręce moje dzieci

„ładne jak jabłuszka”

jak mówiła sąsiadka

 

i odważyłam się pomyśleć

(tylko przez chwilę)

że jednak ten świat bywa cudowny

 

w ciągu następnych dni zaczęły nadchodzić

pełne sprzeczności wiadomości

o wybuchu w elektrowni atomowej

 

nie dla mnie pozytywne myślenie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1987

 

ja

kochająca ciszę i dal

rozległe pola i lasy

 

ja

uwięziona na balkonie

z pelargonią

 

 

 

 

 

 

1988

 

 

weszłam

po raz drugi

do tej samej rzeki

 

 

 

 

 

 

 

 

1989

 

każdy system jest taki

jacy są ludzie

którzy go tworzą

 

przyszła wolność

 

ale zabrakło

mądrości i dobroci

 

 

 

 

 

 

1990

 

 

 

Słyszałem o pewnym mężczyźnie,

który słowa wymawia tak pięknie,

że może mieć każdą kobietę

jeśli tylko wypowie jej imię.

L. Cohen

 

nie mów do mnie

po imieniu

 

albo

 

licz się

ze skutkami

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1991

 

 

 

Panie Boże

nie musisz nas

sprowadzać na dobrą drogę

strasząc i karząc nas

trzęsieniami ziemi

powodziami

tsunami

 

wlej tylko

w nasze serca

trochę więcej miłości

a stworzymy na Ziemi raj

 

 

 

 

 

 

 

1992

 

Znajomy mojego taty przekonywał go, że ludzie którzy często chodzą do kościoła i dużo się modlą, są gorsi od tych, którzy do spraw wiary podchodzą z umiarem. Mój tata na to:

- Nie wiadomo jacy by byli, gdyby się tak często nie modlili.

 

 

 

 

 

 

 

1993

 

Nie lubi mówić jej komplementów. Boi się, że dodadzą jej pewności siebie.

Kiedyś nieopatrznie rzuca, że podobają mu się jej usta.

Po chwili przychodzi refleksja: „No, tak! I teraz będziesz nosiła usta na patyku. Żeby wszyscy widzieli.”

 

 

 

 

 

 

 

 

1994

 

 

napisałam wiersz o oknie

z najmilszym mi widokiem na las

 

okno zamurowano

las wycięto

 

moja córka mówi:

nie pisz o mnie wiersza

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1995

 

brzozy rosną na dachach

zrujnowanych fabryk

 

Łódź – zabite miasto

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1996

 

to był piękny październik

- Szymborska właśnie otrzymała Nagrodę Nobla

 

do mnie codziennie przychodził

pijany kryminalista

 

twierdził

że mnie kocha

i jeśli z nim nie będę

to zabije mnie i siebie

 

radziłam aby zaczął od siebie

nie zauważał dowcipu

 

policjanci mówili mi

że mogą mu coś zrobić dopiero

kiedy mnie zabije

 

vip od kultury stwierdził:

„nic dziwnego

że panią to spotyka

skoro pisze pani takie wiersze”

 

jeden z wielu moich braci oznajmił:

„musisz liczyć na siebie”

 

mężczyzna mojego życia

o którym pisałam

moje najlepsze wiersze powiedział:

„mnie to omija

bo ja jestem tu

a to się dzieje tam”

 

a Pan Bóg uświadomił mi

właśnie wtedy

że oczekuje ode mnie wdzięczności

za życie takie

jakim ono jest

 

żyję

 

jestem wdzięczna

 

wielbię moją samotność

 

 

 

 

1997

 

dobry jest taki mężczyzna

który nie chce mnie

zabić

okraść

albo przejść

na moje utrzymanie

 

 

 

 

 

 

 

1998

 

 

Tętniak w głowie mojej mamy pękł 13 maja w piątek. Po kilku operacjach, święty Antoni kazał mi jechać po zioła do bonifratrów.

- Kto ci kazał?! Ty się lepiej nikomu do tego nie przyznawaj! – radzi mi rozsądnie moja córka, gdy opowiadam jej o tym pół roku później.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1999

 

 

„nienawidzę kobiet

jestem kobieciarzem

jestem cnotliwym facetem”

przedstawiał mi się dzień po dniu

 

 

„ten pan jest poetą -

chociaż on o tym nie wie”

powiedziała o nim

nasza wspólna znajoma

 

 

 

 

 

 

 

 

2000

 

 

mam głowę w chmurach

mam wiersz w głowie

niekończący się wiersz o tobie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2001

 

 

Po zdjęciu gipsu przez trzy miesiące musiałam chodzić o kulach. Lekarze nie wiedzieli dlaczego. I nie potrafili powiedzieć, czy w ogóle będę chodzić samodzielnie.

„Jest pani zbyt wrażliwa, żeby pani zakładać gips” – usłyszałam wreszcie diagnozę ortopedy.

 

 

 

 

 

 

 

 

2002

 

zalogowałeś się

w mojej głowie

 

chodzą za mną

twoje łagodne słowa

 

nasze głosy

całują się

przez telefon

 

 

 

 

 

 

 

2003

 

Rozmowa telefoniczna na dobranoc:

- Trzymaj się!

- Czego?

- Mojej miłości.

 

 

 

 

2004

 

Byłam na imprezie literackiej w krakowskiej Jamie Michalika. Jednym z gości był prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Właśnie wrócił ze Stanów Zjednoczonych i dzielił się z nami wrażeniami z tej wyprawy. Opowiadał między innymi o tym, że na jednym ze spotkań polonijnych, pewien emigrant uskarżał mu się: „Wiesz, tutaj jest tak, że jeśli komuś wiatr zerwie dach z domu, to od razu przychodzi dwudziestu sąsiadów do pomocy. Ale pogadać nie ma z kim…”

Siedzący obok mnie starszy pan skomentował cicho: „A u nas odwrotnie.”

 

 

2005

 

 

„mam dość ciebie

i tego miasta”

wykrzyczałam ci kiedyś w złości

 

„a tyle pięknych chwil tu przeżyłaś”

odpowiedziałeś spokojnie

 

 

 

 

 

 

 

2006

 

co się stało z naszą szkołą?

 

puste klasy

wybite szyby

- wygląda jak po wojnie

 

nienaruszona stoi tylko

ta metalowa barierka

na której po raz pierwszy

pocałowałeś mnie

nie całując

 

 

 

 

 

 

 

2007

 

POLSKI PARNAS ALBO WIELKI CZŁOWIEK BEZ LODÓWKI

 

Szłam z pracy i myślałam o tym, że zepsuła mi się dwudziestopięcioletnia lodówka i nie mam za co kupić nowej.

Spotkałam znajomą, która powiedziała mi, że córka jej koleżanki przygotowuje na mój temat prezentację maturalną pod hasłem: „Wielcy ludzie naszej małej ojczyzny”.

Szłam do domu myśląc o tym, że nie mam za co kupić nowej lodówki.

 

 

 

 

 

 

2008

 

miłość

to było dla ciebie

„okropne słowo

które oznacza

pieprzenie i zniewolenie”

 

miłość

to było słowo

którego nie wymawiałeś

 

powiedziałeś mi tylko kiedyś:

„przychodzenie tutaj

sprawia mi przyjemność

nieprzychodzenie tutaj

sprawia mi ból”

i

„niech tak będzie

dopóki tak jest”

 

wczoraj otrzymałam książki

które zostały po tobie

 

na wierzchu

leżał wybór wierszy Majakowskiego

„Kocham”

 

 

 

 

 

 

2009

 

 

enjoy Graz

 

alpejskie powietrze

na Jakominiplatz

 

wysoko na murach Schlossbergu

transparent z napisem:

„Katja I love You”

 

kelner głaszczący psa

w kawiarni na rzece Mur

 

sen o tobie

zmarłym przed miesiącem

- masz zimne ciało

i uskarżasz mi się:

„przez cały czas mam poniżej zera stopni”

 

oczy mężczyzny

żebrzącego pod Billą

 

DNA serca myszy

na dnie eppendorfki*

 

i moja córka

rozkładająca ręce jak wachlarz

gdy objaśnia mi znaczenie nazwiska

swojego kolegi Straussa słowami:

„bukiet strusi”

 

 

 

* eppendorfka to rodzaj małej probówki laboratoryjnej

 

 

 

 

 

 

 

2010

 

 

PolnischerSommer

- festiwal chmur i tęcz

przelotnych opadów

i uśmiechów słońca

 

centrum Hamburga tętniło muzyką

i spokojnie kwitły słoneczniki w Szlezwiku

 

przeciw cieniom samolotów

w Bundesfeiertag

 

na przekór szalonemu wiatrowi

na nadmorskich wrzosowiskach

 

przeciw odwiecznej polsko-niemieckiej

- nasza pokojowa misja poetycka

 

 

W dniach 18 -19 lipca odbył się w Łodzi I Zlot Poetów i Grup Poetyckich Województwa Łódzkiego. Z tej okazji została wydana antologia wierszy uczestników tej imprezy. Znalazły się w niej także moje wiersze. Organizatorką zlotu i redaktorką antologii jest Małgosia Skwarek – Gałęska.

 

 

 

Mój wywiad z  Birutė Jonuškaitė zamieszczony

na stronie Związku Literatów Polskich w Poznaniu:

http://www.zlp.poznan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2387:a-u-braci-litwinow&catid=2:spotkania-autorskie

 

A  U BRACI LITWINÓW…

Birutė Jonuškaitė  urodziła się w 1959 r. w litewskiej rodzinie na Sejneńszczyźnie. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Wileńskim. Od 2003 r. pełni funkcję wiceprezesa Związku Pisarzy Litwy. Pisze wiersze, powieści i opowiadania. Jako pierwsza w odradzającej się Litwie zaczęła tłumaczyć twórczość Czesława Miłosza – na początek był to fragment „Doliny Issy”, który ukazał się w czasopiśmie „Santara” ( 2/1989). Potem przełożyła „Czesława Miłosza autoportret przekorny”.

Napisała także książkę o nobliście „Nasz poeta”; materiał do niej zbierała przez długie lata. Przetłumaczyła również kilkanaście powieści z języka polskiego,  m.in.: „Lalę” Jacka Dehnela, „Włoskie szpilki” Magdaleny Tulli, „Widmokrąg” Wojciecha Kuczoka i „Królową tiramisu“ Bohdana Sławińskiego. W jej dorobku translatorskim są także przekłady twórczości Wisławy Szymborskiej, Tadeusza  Różewicza i Marii Janion.

Opowiadania Birutė  Jonuškatė przetłumaczono na język angielski, polski, gruziński, rosyjski, niemiecki, hiszpański, francuski, słowacki, słoweński i chorwacki. Wiersze i prozę pisane w języku polskim publikowała m.in. w czasopismach „Dekada Literacka“, „Akcent“ i „Topos“. Pięciokrotnie otrzymała litewską nagrodę literacką za najlepszy utwór prozatorski roku  (1989, 1996, 2002, 2006, 2009). W 2004 r. przyznano jej Nagrodę Ministerstwa Kultury Litwy za twórczość publicystyczną w dziedzinie kultury, a w 2006 r. nagrodę im. Witolda Hulewicza za pracę na rzecz zbliżenia literatury polskiej i litewskiej.

 

Birutė, dzieciństwo i wczesną młodość spędziłaś w Polsce. Od lat mieszkasz w Wilnie. Jakie koleje losu zawiodły Cię do stolicy Litwy?

Wychowałam się w pobliżu Puńska. Chodziłam w tym mieście do Liceum Ogólnokształcącego z polskim i litewskim językiem nauczania. To region, gdzie od czasów Jaćwingów mieszka wielu Litwinów. W czasach PRL-u każdego roku jedna z najzdolniejszych osób kończących  nasze liceum mogła studiować język litewski na Uniwersytecie Wileńskim. Tak się złożyło, że w moim roczniku to byłam ja i, wyjątkowo właśnie wtedy,  zaoferowano mi studia dziennikarskie. W Wilnie poznałam mojego przyszłego męża, ale po ukończeniu uczelni musiałam wrócić na dwa lata do Polski, aby odpracować stypendium. Potem wyszłam za mąż i w 1989 r. razem wyjechaliśmy na kilka lat do Kanady. Po powrocie osiedliśmy w Wilnie.

Czy tęsknisz czasem za „krajem lat dziecinnych”?

Swoją tęsknotę „wypisałam” w powieściach i opowiadaniach, czasami jeszcze powracam do Polski w myślach i snach, ale od wielu już lat czuję się bardzo związana z Wilnem. To jest miasto na miarę człowieka, jak pisał Czesław Miłosz. Nie chciałabym mieszkać w żadnym innym miejscu.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z literaturą?

Mając 12 lat zaczęłam prowadzić pamiętnik. Rok później napisałam pierwsze opowiadanie. W liceum publikowałam wiersze w gazetkach szkolnych. Jednak prawdziwym debiutem była publikacja w 1986 r. trzech opowiadań w litewskim miesięczniku literackim „Pergalė”, obecnie – „Metai”. Trzy lata później mój zbiór opowiadań  pt. „Usprawiedliwić siebie” ukazał się w serii „Pierwsza książka”. Otrzymałam wówczas nagrodę za najlepszą książkę prozatorską w tej serii wydaną w tymże roku.

Potem było jeszcze wiele powieści i wiele nagród.  Jesteś jednak nie tylko świetną pisarką – już czwartą kadencję pełnisz funkcję wiceprezesa Związku Pisarzy Litwy. Wiem, że wasza organizacja działa bardzo prężnie i konstruktywnie…

W 1922 r. powstało w naszym kraju Towarzystwo Pisarzy i Dziennikarzy. Po II wojnie zostało ono przekształcone w Związek Pisarzy Litwy. Obecnie należy do niego około 370 twórców.

Nasz związek ma dwa oddziały: w Kownie i Kłajpedzie. Mają one dużą samodzielność, mogą tworzyć własne projekty i otrzymywać dofinansowanie z samorządów.

Rada Związku Pisarzy Litwy jest wybierana co 4 lata. Należy do niej 17 osób:  prezes naczelny naszej organizacji,  prezesi wymienionych dwóch oddziałów oraz 14 członków. Rada decyduje m.in. o przyjęciu nowych literatów do naszej organizacji. Nominuje także redaktorów naczelnych naszych czasopism oraz dyrektorów:  Wydawnictwa Związku Pisarzy Litwy i Klubu Pisarzy. Są to odrębne instytucje, mieszczące się w siedzibie naszej organizacji. Wydawnictwo publikuje około 70 książek rocznie: poezję, prozę i eseistykę. A także miesięcznik „Lata” oraz  dwa tygodniki: „Literatura i Sztuka” w Wilnie i  „Niemen” w Kownie.

Jakie warunki trzeba spełnić, aby zostać członkiem ZPL?

Każdy, kto stara się o przyjęcie do naszej organizacji  musi mieć wydane przynajmniej dwie książki i otrzymać trzy rekomendacje członków naszego związku, w tym jedną znanego krytyka literackiego. O  poziomie twórczości kandydata świadczą także na przykład. nagrody w ogólnolitewskich konkursach, wzmianki o nim w krajowych albo zagranicznych encyklopediach. Jeśli Rada ZPL uzna, że   kandydat spełnia przynajmniej jeden ze wspomnianych warunków, to wysyłamy odpowiednie dokumenty do Ministerstwa Kultury i tam zapada decyzja, czy dana osoba otrzymuje status „twórcy sztuki”.

Jakie przywileje, korzyści daje pisarzom przynależność do ZPL?

ZPL należy do stowarzyszenia skupiającego wszystkie związki twórcze działające w naszym kraju. Dzięki temu możemy wspólnie skutecznie walczyć o wprowadzenie przepisów prawnych dających przywileje ludziom sztuki.  Członkowie ZPL mają większe szanse na otrzymanie stypendiów z Ministerstwa Kultury.  A także możliwość uzyskania dofinansowania do wydania książki.

Ustawa daje nam gwarancje socjalne, m.in. ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne. Staż do emerytury liczy się od debiutu w ogólnopaństwowym piśmie. Jeśli twórca w ciągu sześciu miesięcy nie otrzyma żadnego honorarium, ma tzw. przestój twórczy, to przez następne trzy miesiące przysługuje mu najniższa pensja krajowa. W przypadku śmierci członka,  ZPL daje rodzinie zapomogę w wysokości 116 euro. Pogrzeby najbardziej znanych pisarzy finansuje państwo, a wszyscy literaci mają prawo być pochowani na cmentarzu na Antokolu, na tzw. „górce twórców”.

Organizujecie wiele interesujących imprez. Najważniejszą z nich jest trwający dwa tygodnie Międzynarodowy Festiwal „Wiosna Poezji”.

Tak, to nasza sztandarowa impreza, organizowana  od  ponad 50 lat. Wydarzenia z nią związane odbywają się nie tylko na terenie całego naszego kraju, ale także w wielu miejscach na świecie: tam, gdzie jest litewska mniejszość narodowa – w Polsce, Rosji, na Białorusi, a także tam, gdzie  są większe skupiska litewskiej emigracji, między innymi  w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Hiszpanii, Niemczech, Szwajcarii, a ostatnio nawet w Gruzji.

Otwarcie i  zakończenie festiwalu jest transmitowane bezpośrednio w I programie telewizji publicznej. Trwa prawie 2 godziny.  Impreza kończąca festiwal odbywa się na Dziedzińcu im. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego należącym do Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wileńskiego. Każdego roku przyznawana jest Nagroda „Wiosny Poezji”. Jej wysokość wynosi 3.000 euro. Funduje ją samorząd Kowna i w tym mieście na dziedzińcu Muzeum Literatury jest wręczana. W tym roku jej laureatem został znany litewski poeta  Vladas  Braziūnas.

Czym jeszcze zajmuje się Związek Pisarzy Litwy? Czy organizujecie spotkania autorskie w szkołach, bibliotekach?

Właśnie skończył się trwający parę lat projekt „Twórcy szkołom” organizowany przez Stowarzyszenie Twórców Sztuki. Uczestniczyli w nim artyści należący do różnych związków,  nie tylko pisarze, ale także malarze, muzycy, dziennikarze, architekci. Każdy z nich 5-6 razy w roku brał udział w spotkaniach z młodzieżą szkolną.

Ja od trzech lat realizuję projekt pod nazwą „Godziny czytania”. Jest on adresowany do szkół mniejszości narodowych: polskiej, białoruskiej, żydowskiej, rosyjskiej. W jego ramach prowadzimy lekcje literatury litewskiej. Na zakończenie projektu zapraszamy uczniów ze wszystkich tych szkół  do udziału w konkursie głośnego czytania w języku litewskim.  Młodzież pięknie prezentuje naszą literaturę. Dla najlepszych są nagrody pieniężne i rzeczowe, nikt nie odchodzi bez dyplomu. Nauczyciele także są doceniani.

Mój pomysł to także „Akademia letnia i jesienna” – dla młodzieży piszącej ze szkół licealnych. Wyławiamy w ten sposób talenty. Mamy dwa ośrodki pracy twórczej: w Pałandze i Nidzie. Młodzi ludzie przyjeżdżają tam  na 5-6 dni. Nie płacą za nic. Warsztaty trwają od rana do wieczora, prowadzi je około dziesięciu lektorów: pisarze, plastycy, graficy, fotograficy, muzycy, aktorzy.  Są to zajęcia teoretyczne i praktyczne. Wieczorami pokazujemy młodzieży ciekawe filmy. Na zakończenie  wspólnie przygotowywane są spektakle albo głośne czytanie literatury.

Czy osoby stojące na czele ZPL pełnią też funkcje społecznie?

Jesteśmy zatrudnieni na etatach. Prezesi w Wilnie, Kownie i Kłajpedzie, wiceprezes, dyrektor wydawnictwa, a także pracownicy biurowi. Trudno byłoby pogodzić pracę w innym zawodzie  z pracą społeczną na rzecz tak dużej organizacji. Niemożliwe byłoby tworzenie tak wielu projektów, organizowanie imprez, wydarzeń, publikowanie książek i czasopism.  Jeśli chcemy,  aby ZPL był poważną, liczącą się organizacją, to musimy wkładać całą swoją energię w jego funkcjonowanie.

W ubiegłym roku miałam okazję być na zorganizowanym w ramach „Wiosny Poezji”, a prowadzonym przez Ciebie spotkaniu autorskim Adama Zagajewskiego. Sala ZPL była wypełniona po brzegi. Kto jeszcze z polskich literatów jest dobrze znany na Litwie?

Bardzo wielu autorów: Szymborska, Różewicz, Miłosz, Gombrowicz, Kuczok, Myśliwski, Masłowska, Dehnel, Gretkowska, Tulli, Huelle, Pilch i inni. Wielu z nich uczestniczy w organizowanych u nas targach książki, bywa na spotkaniach autorskich.

Tłumaczysz polską literaturę dla litewskich czytelników. W naszym kraju Wasza literatura współczesna jest nieobecna.  Jak sądzisz, dlaczego?

Na Uniwersytecie Warszawskim jest bałtystyka,  jej absolwenci mogliby tłumaczyć naszą literaturę, ale polscy wydawcy nie są niestety zainteresowani publikacją ewentualnych przekładów. Przełożone książki mają w swoim dorobku:  Agnieszka Rembiałkowska, Zuzanna Mrozikowa, Alina Kuzborska, Joanna Tabor . Dużo nadziei pokładamy w najmłodszych tłumaczach. To między innymi: Joanna Bożeńska, Paulina Ciucka, Małgorzata Gierałtowska, Alicja Jankowska, Tomasz Jędrzejewski, Bartłomiej Kowal, Emilia Kolinko i Michał Piątkowski.

W tym roku w Krasnogrudzie organizujemy III Sejmik Literacki. W jego ramach odbędą się także warsztaty translatorskie. Wezmą w nich udział absolwenci bałtystyki, a także prezes polskiego PEN Clubu Adam Pomorski i nasza attaché kultury w Polsce Rasa Rimickaite. Przygotujemy antologię poezji litewskiej w przekładzie na język polski.

Mam nadzieję, że zostanie opublikowana w naszym kraju i choć trochę przybliży nam Waszą poezję. Dziękuję serdecznie za rozmowę.

 

Właśnie ukazał się debiutancki tom wierszy kaliskiego poety

Jakuba Pokojowczyka. Polecam tę książkę – jako autorka wstępu.

A oto jeden z utworów J.P.:


A GDYBY TAK

a gdyby tak zacząć od końca?

wyjść z ciemności
i czekać z boku aż pogrzeb się nie odbędzie

później
być emerytem
spacerować
pochować bliskich
znać dobrze swojego lekarza
i mieć bardzo dużo czasu na przemyślenia

po tym wszystkim
iść do pracy
szkoły
bywać autorytetem dla własnych dzieci
i jak to się mówi mieć czas

by się wyszumieć

i znów później
bawić się w przedszkolu w dorosłe życie

na samym końcu
się urodzić
i być mądrym jak nikt na tym świecie!

 


 

W numerze 6/2015 „Ziemi Łódzkiej” mój wywiad z młodym

wspaniałym animatorem Mateuszem Koniecznym. Piszę także

o świetnej biografii Antoine’a Cierplikowskiego, której autorką

jest Marta Orzeszyna i o tomiku wierszy Ireneusza Ziętka

wydanym po śmierci poety.



 

Łyczezar Seliaszki, przełożył na język

bułgarski 17 moich wierszy z tomiku „Galeria świat”.

Łyczezar Seliaszki ukończył filologię bułgarską na Uniwersytecie
Sofijskim. Pracuje jako nauczyciel języka i literatury bułgarskiej.
Został laureatem orderu im. „Neofita Rylskiego” – najwyższej
nagrody w bułgarskim systemie edukacyjnym. Autor wielu
utworów publicystycznych, poetyckich i prozatorskich,
a także studium poświęconego twórczości bułgarskiego
poety Atanasa Dalczewa. Na język polski przełożył m.in.
wiersze Haliny Poświatowskiej, Doroty Koman i Beaty Zalot.

MARIA DUSZKA

WIERSZE

МАРИЯ ДУШКА

СТИХОТВОРЕНИЯ

GALERIA ŚWIAT

ГАЛЕРИЯ СВЯТ

 

снежинки

листа от дървета

– никой не ще се повтори

 

Бог е съвършен художник

 

 

*  * *

 

все така нищо не знаем

 

приличаме на спрели

на прага деца

 

 

*  * *

стоя до прозореца

отдавам се на пространството

задържам времето

 

 

*  * *

 

преди да те позная

вече обичах само

тази брезова гора

ливадата

тъмната свежа ивица на елшите

и нежния въздух над нас

 

достатъчно утоляваха

моята нужда

да обожавам нещо

 

а ти дойде

закри с тялото си дърветата

ливадата

 

и също като тях

със спокойствие и безгрижие

приемаш моята любов

 

 

*  *  *

 

първата любов

като светкавица

показва отвореното небе

 

след това за дълго идва
тъмнина

 

 

*  *  *

 

ТОВА, КОЕТО Е ГЛУПАВО

В ОЧИТЕ НА СВЕТА

 

селският малоумник

седи до гроба на майка си

 

обхванал с ръце коленeте си

и поклащайки се

повтаря:

мама е в земята

земята е в мама…

 

 

*  *  *

 

понякога завиждам

на кучето

което милваш

 

 

*  *  *

когато идва час да умрем

(макар по-рано сме говорили

че не си струва да се живее)

светът се изпълва с багри

и изразителни контури

както лятото през август

 

и всички мигове

които бяха

и които още биха могли да бъдат

изведнъж добиват значение и стойност

 

*  *  *

 

когато ме срещна

моят дом се изпълни

с невероятна тишина

 

слушахме смълчани предсказанието

„ще се събудим прегърнати…“

 

днес седим сред тревите

слушам твоя монолог

– най-хубавата поезия

която зная

 

близо до мен са

ръцете ти

и билките

 

далече пред нас са

градът

и децата които пускат хвърчила

„в пладнето на лятото…“

 

 

*  *  *

есента е потънала в дъжд и мъгла

 

ти не напускаш моите мисли

 

кротко потъвам

в твоите очи

в твоите длани

 

*  *  * (s. 49

 

майка ми ме е родила

за този свят

 

майка ми е добра

кротка

и праволинейна

като дете

 

не мога да й се сърдя

че ме е родила за този свят

 

Малин 1986

СЛЕД 20 ГОДИНИ

ПРЕБИВАВАНЕ В ШЕРАДЗ

 

неделен следобед

 

цъфтят акации и детелини

 

тяхното ухание ме пренася

в друго време и място

причинява ми болка

 

никога не ще бъда оттук

 

 

ЛЮБОВ

не съм те виждала много дни

 

сега стоиш

срещу мен

като море

 

стоя пред теб

беззащитна

 

 

*  *  *

 

търкалят се годините

закръглени и празни

 

очаквам няколкото летни дни

 

докосването на твоите устни

би трябвало да ми стигне

за следващата година

или завинаги

 

кръвта във вените ми

преминава

в очакване

пулсира

и ме обръща

натам където си ти

 

няма нищо по-хубаво

от твоите рамене

 

 

*  *  *

 

даде ми любов

като камък

като остър нож

 

даде ми любов

пълна със светлина и въздух

 

 

*  *  *

 

ден в пътуване

 

не отварям книгата

 

чета света

 

 

*  *  *

 

толкова пъти вече

се сбогувах с тази любов

 

засипваха я пожълтели листа

разделяше ни времето

като мъгла

 

някога през цялото лято

не успявахме да се намерим

и си мислехме

– нищо вече няма да ни спаси

 

но внезапно

падат от нас сухите листа

стопява се мъглата

 

сърцата ни отново летят високо

и любовта отново е зелена

 

 

 

 

12 czerwca 2015 r. wystąpiłam ze Zbyszkiem Paprockim we Wrocławiu

u „Pieśniarzy na Szewskiej”. Oto link do filmowej relacji z naszego

wieczoru (kliknij, aby obejrzeć i posłuchać) :

https://www.youtube.com/watch?v=IpopN6AWfjw

 

https://www.youtube.com/watch?v=bNs3zI5L84g

 

 

 

 

 

 

 

 

Trzy fotki Leszka Lisieckiego:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

A w sobotę spacer po niewidzianym przeze mnie od 32 lat

Wrocławiu. Ja fotografuję Odrę, a Zbyszek Jędrychowski

fotografuje mnie.

 

A tak wspomina nasze spotkanie MAŁGOSIA HRYCAJ, poetka

ze Szczecina:

12 czerwca…ulica Szewska…magiczne miejsce u „Pieśniarzy”

i magiczni ludzie – Wspaniała Poetka - Maria Duszka , Wspaniały

Bard – Poeta -Zbigniew Paprocki, Gospodarz - Donat Kamiński

wspaniały oczywiście…oraz ich goście :-) Dziękujemy Marylko,

dziękujemy Zbyszku… ja szczególnie za piosenki – W Kościelisku

i Zima w górach, wzruszyłeś mnie bardzo!!!

 

 

Komentarz krakowskiego poety JACKA SOJANA:

Maria czyta cicho…ale jej wiersze krzyczą…