Posts Tagged ‘Maria Duszka. poezja’

W 68 AUDYCJI PIOTRA SPOTTKA „POD WIELKIM DACHEM NIEBA” CZYTAM WIERSZE JARKA MAJA

SIERADZ BĘDZIE W NIEBIE?

Maria Duszka; fot. Paweł Gołąb

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

list gratulacyjny Prezydenta Sieradza

Maria Duszka – Jubileusz Koła Literackiego ANIMA; fot. Paweł Gołąb

Kamila Klimczak i Piotr Spottek; fot. Jolanta Stelmasiak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

24 listopada 2017 r. w Spółdzielczym Domu

Kultury w Sieradzu zorganizowaliśmy imprezę z okazji jubileuszu Koła Literackiego „ANIMA”. Było wiele pięknych wspomnień i podziękowań. Kilka osób z naszego koła otrzymało  listy gratulacyjne od pana Prezydenta Sieradza Pawła Osiewały. Wśród gości obecni byli m.in.: pani Stefania Gąsiorowska – Prezes Sieradzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej, pani Irena Kostrzewska – Kierownik Spółdzielczego Domu Kultury oraz dr Zbigniew Łuczak – Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sieradzu.

Przybyli goście z różnych stron kraju.  Ze świetnym koncertem wystąpił zespół Trzeci Oddech Kaczuchy, z minirecitalami Paweł Ciesielski i Ania Tarasiewicz z Łodzi oraz Urszula Ostrowska ze Złotego Potoku. Imprezę z wdziękiem poprowadzili członkowie naszego koła: Kamila Klimczak i Piotr Spottek.

Poeta i krytyk literacki z Częstochowy dr Arkadiusz Frania powiedział:

Koło Literackie „Anima”, czyli poezja istnieje

Na co komu poezja? Po co pisać wiersze, skoro tyle ciekawych zajęć oferuje młodym i starszym osobom współczesny świat? Jedna z odpowiedzi może brzmieć: co prawda poezja nie zbawia już ludzi, to jednak przez tych kilka sekund czy minut, jakie należy poświęcić na lekturę pojedynczego tekstu, człowiek (choćby nawet był najbardziej zezwierzęcony) uświadamia sobie, że oprócz ciała ma duszę i jawi się jako „paskudne” siedlisko emocji.

Szczęśliwy jest Sieradz, iż ma w swoich granicach administracyjnych Marię Duszkę – istotę na wskroś poetycką, która nie tylko tubylców potrafiła zarazić bakcylem kochania i tworzenia literatury. Zawsze podziwiałem autorkę tomu Galeria Świat za jej zapał organizacyjny i determinację oraz upór w dążeniu i opór stawiany wizji rzeczywistości bez poezji, bo na życie bez poezji Maria Duszka zgodzić się nie może, gdyż taka postawa byłaby nie tylko wbrew jej zasadom moralnym, ale i przeciw światu. Wspomniane, jakże wojownicze, cechy bywają przyrodzone chyba tylko kobietom, które, jak powszechnie wiadomo, górują nad mężczyznami siłą psychiczną. Plemię męskie bawiło się w wojny ubrane w ceremoniały, natomiast ród żeński toczył walki po cichu, bez fanfar, lecz z lepszym skutkiem, z pożytkiem. Zapewne wyboista droga czeka na każdego społecznika, kultywującego ideał pozytywistycznej pracy organicznej na niwie literackiej, bo to niełatwa sprawa wpuścić w arterie miejskie krwinki liryki.

Nie jestem znawcą dziejów artystycznych Sieradza, ale literatura przedmiotu dotycząca okresu 1945-1989 (leksykon Ewy Głębickiej Grupy literackie w Polsce. 1945-1989) nie odnotowuje żadnej grupy funkcjonującej w tym grodzie. Jeżeli sytuacja nie zmieniła się w kolejnych 12 latach, powołanie w 2002 roku bytu kreacyjnego pod nazwą „Koło Literackie »Anima«” w jakimś sensie uzupełniło lukę i w tym aspekcie życia literackiego miasta.

Na spotkaniach „Animy” wykuwały się talenty, pomysły na wiersze, które znalazły swój wspólnotowy materialny ślad między innymi w postaci dwóch antologii Życie mi się zdaje (2005) i Optymistyka (2007). Obie pozycje miałem przyjemność w swoim czasie recenzować. Należy zauważyć, że istnienie tego dziarskiego Koła nie ogranicza się do dysput, wymiany poglądów w trakcie mniej lub bardziej formalnych mityngów w salach i pokojach zaprzyjaźnionych instytucji, lecz teksty członków tej społeczności powstają realnie (jako utwory liryczne, satyryczne, limeryki, wiersze dla dzieci, piosenki), wychodzą do odbiorców i są obecne w prasie, w książkach zbiorowych czy osobnych tomach składanych coraz śmielej przez kolejnych autorów. Animowcy promują się również poprzez tzw. obce języki, teksty były wszak tłumaczone choćby na: angielski, niemiecki, francuski, serbski, litewski, rosyjski, węgierski, szwedzki i esperanto. Nie sposób wymienić wszystkich twórców związanych z sieradzkim ugrupowaniem od jego zarania (to zadanie dla bibliografów i dokumentalistów; mam nadzieję, że wcześniej czy później „Anima” doczeka się monografii), pozwolę sobie jednak wspomnieć, że w działaniach Koła, prócz Marii Duszki, uczestniczą obecnie m.in.: Agnieszka Jarzębowska, Anna Michalska-Sapkota, Alicja Królewicz, Katarzyna Jeznach, Marika Kmieć-Wymazała, Stanisława Halina Olbińska, Jolanta Miśkiewicz, Monika Milczarek, Zbigniew Paprocki, Artur Lewandowski, Dariusz Staniszewski, Marek Marciniak i Jakub Ludziejewski.

Edward Stachura w swojej „opowieści – rzece” pt. Wszystko jest poezja napisał: „Wszystko jest poezją, każdy jest poetą”. Kilka lat wcześniej Tadeusz Różewicz kierował do czytelników dwuwers: „poetą jest ten który pisze wiersze / i ten który wierszy nie pisze”. W zasadzie należałoby zgodzić się z powyższymi frazami, wszak istnieją poeci bez pisma, poeci od zachwytów nad codziennością nieparający się przecież zapisywaniem wrażeń w lirykach, ale chciałbym dodać i swoje skromne zdanie, że chyba poetami pełną gębą stają się ci wrażliwi i odważni, a właściwie mający odwagę, by być wrażliwymi i sięgnąć po pióro. I jak to zwykle bywa w przypadku definiowania nieoczywistości, każda próba jej nazwania jeszcze mocniej zamydla, zadymia, zamąca obraz.

Siostry i Bracia z Koła Literackiego „Anima”, utrzymujcie na dotychczasowym poziomie wierność sobie, wierność literaturze.

Sieradz, dnia 24 listopada 2017 roku

 

 

NATOMIAST KRZYSZTOF LISIECKI, ZNANY SIERADZKI DZIENNIKARZ I AUTOR WIELU ŚWIETNYCH TEKSTÓW PIOSENEK NAPISAŁ PO JUBILEUSZU „ANIMY”:

LEKKOŚĆ BYTU?

– Nasze dobro narodowe – tak mówi prezydent Sieradza, Paweł Osiewała o Marii Duszce, poetce i bibliotekarce z Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej. Znam Marię od ponad dwudziestu lat i wiem, że prezydent ma rację. I nie chodzi tutaj tylko o te kilkanaście tomików wierszy, które napisała, czy nagrody przyznane jej i jak najbardziej zasłużone. Duszka jest dobrym duchem Sieradza dlatego, że zwyczajnie, jak tylko umie szerzy literaturę, poezję zwłaszcza. A to w tumanach chamstwa, chciejstwa i dziadostwa staje się coraz cenniejsze.

Maria nie działa z przytupem, raczej jak obłoczek który nie przesłania słońca i z którego jest zazwyczaj mały deszcz. Tak też powstało przy wspomnianej Filii nr 2, dodajmy, że w Szpitalu Wojewódzkim im. kardynała Stefana Wyszyńskiego w Sieradzu, Koło Literackie ANIMA. Zjawisko nadzwyczajne, bowiem – jak potwierdzają znawcy filolodzy – od 1945 roku nie było w Sieradzu czegoś w rodzaju grypy poetyckiej, literackiej etc. W latach 70.,80. i 90. działał Klub Pracy Twórczej, prowadzony przez nieodżałowanych Feliksa Rajczaka i Sławomira Kołodziejczyka, ale był to konglomerat ludzi zajmujących się różnymi dyscyplinami sztuki, nie tylko literaturą.

W tej sytuacji 15 lat temu ANIMA stała się rzeczywiście jasnym punkcikiem na kulturalnej mapce Sieradza. Cicho, bez większego rozgłosu skupiła Maria niczym ptasia mama mniej lub bardziej udanych poetów, ale z sercem do przeżywania i tak trwa. Przez ANIMĘ przewinęło się ze czterdziestu twórców, twórczyń, a i zwykłych-niezwykłych kibiców poetyckich iluzji. Wymienię tu tylko jedno nazwisko – Marek Marciniak, filolog angielski, z którego usług wielokrotnie korzystałem, czasem z uwagami od moich klientów telewizyjnych, że Marek jako lektor czyta bardziej po angielsku niż Anglik… Tłumaczy perfekcyjnie! Ale przecież to za mało, żeby tłumaczyć poezje Michała Zabłockiego, czy Adama Zagajewskiego. A Marek to robi z powodzeniem, czyli sam poetą być musi. Poetą z ANIMY.

On i tych dwadzieścioro pozostałych, bo tylu ich teraz jest razem, mają za sobą publikacje w antologiach i czasopismach regionalnych, ogólnopolskich i zagranicznych. Bywają laureatami wielu konkursów literackich. Ich utwory zostały przełożone na kilkanaście języków obcych. Mało kto o tym wie! W piątek 25 listopada byłem jednym z tych, którzy współtworzyli uroczystość 15-lecia ANIMY w Spółdzielczym Domu Kultury SSM, gdzie kiedyś czułem się prawie jak w domu… I teraz też, choć przez chwilę, bo w obłoczku poezji i wśród ludzi jej ciekawych. Zrozumiałem wtedy ostatecznie fenomen Koła Literackiego ANIMA. Doktor Arkadiusz Frania, filolog polski i poeta z Częstochowy tak oto rozpoczął recenzję antologii p.t. „Optymistyka”, wydanej przez KL ANIMA dziesięć lat temu:
„Smażyć się będzie w piekle zapomnienia miasto, które nie dba o swoich poetów. Sieradz będzie w niebie. Sieradz to wyjątkowo dobre miejsce dla literatury. ” Tak, tak, przez chwilę myślałem; facet ma rację. Ale tylko przez chwilę.

Relacja zamieszczona portalu „Do Rzeczy”: 

https://dorzeczy.pl/48849/15-lat-Kola-Literackiego-Anima.html

U PIOTRA SPOTTKA „POD WIELKIM DACHEM NIEBA”

 24 lipca wystąpiłam ze Zbyszkiem Paprockim w 50 audycji

Piotra Spottka z cyklu „Pod wielkim dachem nieba”  w Radiu

Szafir na kanale Muzyczna Cyganeria.

Przeczytałam kilka moich wierszy, opowiadałam o działającym

od 15 lat Kole Literackim „Anima”. Były m.in.

piosenki o Sieradzu i moja ulubiona „Nevada” z tekstem

Józefa Barana​. Zbyszek zaśpiewał też jeden z moich utworów

w duecie z Agnieszką Pawlak​. Zapraszam do posłuchania

pod tym linkiem:

https://www.youtube.com/watch?v=cS4gxsxUM6o

W najnowszym WIERSZOWISKU

Moje utwory w WIERSZOWISKU (Dziennik Polski z 13.05.2017). Józef Baran pisze :

„Przysłała mi swój polsko-litewski zbiór „Wolność chmur / Debesų laisvė” Maria Duszka (przeklad – poetka i tłumaczka z Wilna Birutė Jonuškaitė). Odnalazłem w nim wiersze przeważnie znane mi i lubiane przeze mnie z uwagi na  oszczędność środków wyrazu, brak ozdobników i surową celność porównań i przenośni.

Maria jest z zawodu bibliotekarką, animatorką kultury a od czasu do czasu publicystką.  Wystrzega się  w liryce sentymentalnego banalu i wielosłowia, w czym podobna jest do Anny Świrszczyńskiej, znakomitej – nieżyjącej już krakowskiej poetki, którą tak wysoko cenił Czesław Miłosz.

Duszka wydała dotąd osiem tomików, jej utwory były przełożone na kilkanaście języków, m.in. na niemiecki i angielski, w 2012 otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

MARIA DUSZKA

 

 

GALERIA ŚWIAT

 

płatki śniegu

liscie drzew

– żaden się nie powtórzy

 

Bóg jest

perfekcyjnym artystą

 

 

 

***

coraz rzadziej placzę

coraz rzadziej się śmieję

 

kamienieję

 

 

 

 

 

***

lubię wiedzieć

na czym stoję

 

nawet jeśli to

jest dno

 

 

 

***

       pamięci moich bliskich

 

a wydawało się

że zawsze

będą trwać

na tym rumiankowym podwórzu

w tym ciepłym domu

w tym bezpiecznym łóżku

 

po kolei zdmuchuje ich czas

 

 

 

***

trwamy w nowoczesnych

związkach

wolnych i otwartych

 

z czasem tylko słabnącą nadzieją

na to

że kiedyś jeszcze

zdarzy nam się

staroświecki związek

cudownie zamknięty”

 

Wiersz z mojego najnowszego polsko-litewskiego tomiku „Wolność chmur / Debesų laisvė”

w przekładzie Birutė Jonuškaitė.

 

TYLE DARÓW ROK NAM PRZYNIÓSŁ
zawsze gdy słyszę tę piosenkę
jest Nowy Rok 1975
jadę autobusem przez ośnieżone pola
łaknę ciebie
powiedziałeś mi miesiąc temu
a ja nie wyznałam ci miłości
która nigdy nie minie

 

Tiek daug dovan ų atne šė meta i*
kai išgirstu šią dainą man visada
yra Naujieji 1975
važiuoju autobusu per užpustytus laukus
gurkštelėsiu tavęs
pasakei man prieš mėnesį
o aš neišpažinau savo meilės
kuri niekada neišblės
* Iš populiarios lenkų dainos

45 Warszawska Jesień Poezji

To była już 45 Warszawska Jesień Poezji organizowana

przez Związek Literatów Polskich. Ja uczestniczyłam

w tej imprezie po raz pierwszy. Odbyła się w dniach

6-9.10.2016. Otwierał ją cykl spotkań autorskich

w warszawskich szkołach. Ja wystąpiłam w XXX Liceum

Ogólnokształcącym im. Jana Śniadeckiego.

dscn1905

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Potem inauguracja w Domu Literatury na Krakowskim

Przedmieściu i świetny spektakl poetycko-muzyczny

oparty na tekstach Bolesława Leśmiana, a zaprezentowany

przez młodych utalentowanych aktorów. A wieczorem

w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza prezentacja

poetów zagranicznych. Byli wśród nich twórcy z Chin,

Estonii, Rosji, Serbii, Austrii, Czech i Niemiec.

Z Wilna przyjechała Birutė Jonuškaitė,

autorka przekładu moich wierszy na język litewski.

 

dscn1923

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

md-i-gs

 

 

 

 

 

 

 

 

Wśród wielu innych atrakcji była także wycieczka

do Żelazowej Woli. Tak się złożyło, że ja byłam tam

po raz pierwszy. 🙂

Dwór w Żelazowej Woli

 

 

 

 

 

 

 

dscn1982

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

dscn2004

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W niedzielny ranek pożegnalne śniadanie

w Domu Literatury. Organizatorzy usłyszeli wiele miłych

słów i serdecznych podziękowań. A nawet jedną pozytywną

przepowiednię. Oby się sprawdziła. 🙂

 

pożegnalne śniadanie w Domu Literatury

 

 

 

Agnieszka Zajdowicz o jednym z moich wierszy opublikowanych w „Toposie”

Poetka Agnieszka Zajdowicz napisała na swoim blogu „Wpół do szóstej”:

„Dwumiesięcznik Literacki „TOPOS” – marzenie każdego szanującego się w Polsce literata. 240 gęsto zadrukowanych stron (…). I wśród nich perełka, która powaliła mnie na kolana – Maria Duszka ze swoim wierszykiem:

„rodzina zmarłego

przed szpitalem

jak kruki na śniegu”

„MAM GŁOWĘ W CHMURACH” – spotkanie poetycko – muzyczne w Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku

„LATO W STAWISKU”

W niedzielę 21 sierpnia o godz. 17.00 wystąpię ze Zbyszkiem

Paprockim na wieczorze literacko-muzycznym pt.

„MAM GŁOWĘ W CHMURACH” w Muzeum Anny i Jarosław 

Iwaszkiewiczów w Stawisku. Serdecznie zapraszam. 🙂

 

A to link do serwisu informacyjnego TV Polonia z 5.08.2016r.

Zaprezentowane w nim zostało Muzeum Anny i Jarosława

Iwaszkiewiczów. Jako jedno z najbliższych planowanych tam

wydarzeń zapowiedziano właśnie nasze spotkanie autorskie:

http://www.polonia24.tvp.pl/26171046/05082016-2150

 

Maria-Duszka-i-Zbigniew-Paprocki-w-Muzeum-A.-i-J.-Iwaszkiewiczów-w-Stawisku-1

WYWIAD ZE MNĄ NA BLOGU MICHAŁA HYNASA „NA REGALE”: 

http://michalczyta.blox.pl/2015/11/Siedem-pytan-do-Marii-Duszki.html

Siedem pytań do Marii Duszki

hichal23

Siedem pytań do – czyli ankieta bloga Na regale [odcinek drugi – Maria Duszka, poetka, autorka tomików      m. in. „Galeria Świat”, „Kora” czy „Może mi się przyśnisz”, na co dzień bibliotekarka i animatorka kultury. Założycielka Koła Literackiego „Anima”, mieszka i pracuje w Sieradzu]

Na regale: Ulubione słowo:
Maria Duszka: drzewo

Jaki zawód chciałaby Pani wykonywać, gdyby nie robiła Pani tego, co teraz:
Chciałabym być tłumaczem literatury.

Ulubiony bohater literacki:
Kubuś Puchatek

galeriawiat

Ulubione miejsce:
To Małyń, wieś, z której pochodzę. To takie centrum mojego świata. Zawsze chętnie tam wracam. W moim najnowszym tomiku „Freienwill” zamieściłam motto „Świat jest Mały-ń”.

Niedoczytana książka:
„Ulisses” Joyce’a. Poddaję się. Umrę, nie przeczytawszy…

Książka, do której Pani często wraca:
Jest kilka takich książek. Nie potrafię wskazać jednej. Są to na ogół dobrze napisane romanse bez happy endu. Na przykład „Bohiń” i „Kronika wypadków” Konwickiego, „Zatoka Francuza” Daphne Du Maurier. Uwielbiam „Wariacje pocztowe” Brandysa. Jedną z książek, które mnie ostatnio zachwyciły jest powieść „Dobre wychowanie”, której autorem jest Amor Towles.

Książka, która powinna być w każdej domowej bibliotece to:
Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby czytelnicze. Nie potrafię wskazać takiej książki dla każdego.

Maria Duszka – wiersze

x  x x

 

powiesiłam w mojej szafie

twoją marynarkę

 

wszystkie moje ubrania

chcą być blisko niej

 

 

 

 

 

x  x  x

 

dzisiaj będę u ciebie

 

moje serce nade mną

jak skowronek

 

 

x  x  x

 

podobno miłość

wcześnie wykryta

jest uleczalna

 

więc nie śnij mi się

co noc

 

więc nie dzwoń do mnie

aby usłyszeć mój głos

 

 

x  x  x

 

pamięci moich bliskich

 

a wydawało się

że zawsze będą trwać

na tym rumiankowym podwórku

w tym ciepłym domu

w tym bezpiecznym łóżku

 

po kolei zdmuchuje ich czas

 

 

 

 

x  x  x

 

łąka pod lasem

 

niewidoczny chór świerszczy

pod batutą słońca

 

 

 

 

NOLI ME TANGERE

 

Słyszałem o pewnym mężczyźnie,

który słowa wymawia tak pięknie,

że może mieć każdą kobietę

jeśli tylko wypowie jej imię.

 

L. Cohen

 

nie mów do mnie

po imieniu

 

albo

 

licz się

ze skutkami

 

 

WSZYSTKO JEST CORAZ BARDZIEJ SZARE

 

ptaki śpiewały

swoje carpe diem

w płonących drzewach

tamtej jesieni

 

teraz

gdy coraz częściej ciebie

nie ma

nie podchodzę już do okna

pilnie robię cokolwiek

aby nie słyszeć ich śpiewu

aby zapomnieć

że zwykle tu byłeś

o tej porze

 

x  x  x

 

on jest

jasny

łagodny

i prawdziwy

jak dotyk

brzozowej gałązki

 

 

 

 

 

x x  x

 

kiedy siedząc po raz pierwszy

naprzeciw mnie mówiłeś:

„jak z nią rozmowa…”

byłam pewna

że przeceniasz moje i swoje możliwości

„przyjście letniego prorokując grzmotu…”

 

poznałam całe twoje dobro

i całe twoje zło

 

rozsądnie wyrzekłam się

spotkań i telefonów

 

zniszczyłam i wyrzuciłam

wszystkie drobiazgi

które mi dałeś

 

to miasto jest

coraz bardziej pełne ciebie

 

jestem jak liść

ledwie trzymający się gałęzi

 

huragan pcha mnie w twoją stronę

 

 

x  x  x

 

mówisz mi:

chcesz wszystkiego

 

a mnie wystarczy

popatrzeć w okno

na twoją stronę

i pomyśleć

że jesteś

 

 

x x x

 

z tobą

choć bez ciebie

budzę się i zasypiam

obieram jabłko

kupuję chleb

słucham muzyki

którą kochasz tak samo jak ja

 

z tobą bez ciebie

jadę 500 kilometrów

na północ i z powrotem

 

z tobą modlę się:

Panie

jeżeli możesz coś zrobić

w tej sprawie…

 

 

MIŁOŚĆ

 

nie widziałam cię wiele dni

 

stoisz teraz

naprzeciw mnie

jak morze

 

stoję przed tobą

bezbronna

 

 

 

x  x  x

 

zanim się pojawiłeś

wyśniłam twoje oczy

i całe niebo

lat z tobą

 

 

x  x  x

 

toczą się lata

okrągłe i puste

 

czekam na kilka letnich dni

 

dotyk twoich ust

musi mi wystarczyć

na następny rok

lub

na zawsze

 

krew w moich żyłach

zmienia się w oczekiwanie

tętni

i odwraca mnie

w twoją stronę

 

nie ma nic lepszego

niż twoje ramiona

 

 

 

x x x
kiedy się pojawiłeś

wielką ciszą wypełnił się mój dom

w milczeniu słuchaliśmy przepowiedni
„obudzimy się wtuleni…”

dzisiaj siedzimy wśród traw
słucham twojego monologu
najlepszej poezji
jaką znam

blisko twoje dłonie
daleko przed nami miasto
i dzieci puszczają latawce
„w południe lata”

 

 

WIERSZ O CZAJNIKU

 

stoisz za mną

obejmujesz mnie

mówisz:

„tak sobie stoimy

patrzymy

gotuje się woda

wygotowuje się

czajnik się przypala

pali się

przyjeżdża straż

gasi

mija dzień

drugi

mijają lata

a my tak sobie stoimy…”

 

nie znam mężczyzny

który upijałby się

równie pięknie

jak ty

 

 

x  x  x

 

jesień tonie w deszczu i mgle

 

nie opuszczasz moich myśli

 

łagodnie tonę

w twoich oczach

w twoich dłoniach

 

x   x  x

 

czasem zazdroszczę

psu

którego głaszczesz

 

 

 

 

 

 

 

MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

 

rozmawialiśmy

 

o kilka kroków od nas

zatrzymał się mały

może czteroletni chłopiec

w żółto-granatowej kurtce

 

powiedział patrząc na ciebie

prawie pięćdziesięcioletniego mężczyznę:

„chodź tu”

 

nie przerwaliśmy rozmowy

 

po chwili chłopiec stanowczo powtórzył:

„chodź tu”

 

„dlaczego mam do ciebie iść?”

spytałeś

 

„bo ja mam tylko mamę…”

 

 

 

 

x  x  x


ktoś powiedział

że nie można być zrozpaczonym

kiedy się patrzy w niebo

 

na twoim pogrzebie

przez cały czas

obserwowałam chmury

 

nie należałam do tych kobiet

które miały prawo płakać


x x  x

 

fotografuję tę okolicę

tak

jak się całuje

ciało kochanego człowieka

– miejsce przy miejscu

 

 

 

PATRZ MI W OCZY!

Dlaczego ludzie myślą że mogą mi powiedzieć wszystko?

Od lat przychodzi do tej szpitalnej biblioteki.

Emerytowany ekonomista: myślący – ateizujący – poszukujący.

Niedawno zginął w wypadku jego syn.

Nikomu jeszcze tego nie mówiłem, pani powiem.

To było półtora roku temu.

Wypożyczyłem książki w bibliotece powiatowej,

poszedłem do parku za urzędem miasta,

usiadłem na ławce, zacząłem czytać.

 

Po pewnym czasie przysiadł się do mnie.

 

Wyglądał jak trzydziestoletni mężczyzna –

miał jasnorude włosy i bródkę.

Zaczął ze mną rozmawiać, pytał co czytam,

zwyczajna rozmowa.

Nagle odszedł na chwilę na odległość paru kroków,

wrócił. Jego oczy płonęły jasnożółtym ogniem.

Patrz mi w oczy! – mówił. –Dlaczego mi nie patrzysz w oczy?!

 

Byłem przerażony, chciał się do mnie zbliżyć,

ale zrobiłem trzy razy znak krzyża –

z prawej strony, pośrodku i z lewej.

Nie mógł do mnie podejść bliżej niż na odległość sześciu metrów…

 

To był diabeł, to było półtora roku temu.

Nie mogę dojść do siebie, nie wiem co o tym myśleć.

To było ostrzeżenie?”

 

 

x x x

 

rodzina zmarłego

przed szpitalem

 

jak kruki na śniegu

 

 

 

 

x  x  x

 

zwykłe kobiety

rodzą dzieci

 

poetkom

Bóg plącze życiorysy

aby rodziły wiersze

 

 

MAŁYŃ

 

niewiele się tutaj dzieje

– wiewiórka zaogni się

na dachu starej stodoły

zbiegnie na brzozę lub orzech

 

w żywopłocie przy bramie

dorastają młode słowiki

 

stoją brzozy

w czasie i powietrzu

słońce uśmiecha się

 

jest spokój błękit i zieleń

niewiele się tutaj dzieje

 

 

 

 

 

x  x  x

 

po naszych latach i zimach

kłótniach

z oddawaniem i wyrzucaniem prezentów

powrotach na kolanach

północnych telefonach

 

po tych wszystkich imionach

które dla mnie wymyśliłeś

(nigdy nie mówiłeś do mnie po imieniu

„bo to byłoby zbyt intymne”)

zastanawiam się

dlaczego żadne z nas

nie odważyło się powiedzieć:

„kocham cię

nie rań mnie”

 

do końca byliśmy tchórzami

 

 

 

 

x  x  x

 

zostałam w domu sama

 

pławię się w ciszy i samotności

 

po godzinie mam ochotę zadzwonić do ciebie

aby ci opowiedzieć

jak dobrze czuję się sama w domu

 

 

 

x  x  x

 

powiedziałam ci przez telefon

że nudzą mnie rozmowy z tobą

 

(skłamałam

– milczysz od dwóch tygodni)

 

widzisz

jestem pojętną uczennicą

w twojej szkole

umiejętności zadawania ciosów

 

 

 

x  x  x

 

aby zmyć z siebie ciebie wykorzystuję

dłonie oczy usta innych mężczyzn wybieram się

z nimi w podróże dokądkolwiek posyłam im

listy i uśmiechy farbuję dla nich włosy które mi

przez ciebie posiwiały

gdy wracasz

obrażam cię

w nie wiem którym już z kolei ostatnim pożegnalnym

liście

żadnego postępu w zapominaniu

 

 

 

 

x  x  x

 

to miasto

jest ponoć złe

 

a ja lubię je

od kiedy patrzy na mnie

twoimi oczami

 

 

 

 

x  x  x

 

wczoraj odprowadzałam cię na dworzec

 

na peronie nieduży pies

głośno skamlał i wyrywał się do kogoś

stojącego już w pociągu

 

kiedyś przy naszych pożegnaniach

tak samo

choć bezgłośnie

rozpaczałam

 

wczoraj byłam zupełnie spokojna

 

postarzała się nasza miłość

 

 

 

 

SOPOT 2008

 

codzienny przemarsz –

poziomo chmur

pionowo deszczu

 

 

 

 

HANAMI

 

w czas kwitnienia wiśni

Japończycy

nie pracują

świętują

 

nawet w centrach wielkich miast

siedzą przez kilka dni

pod kwitnącymi drzewami

 

nie żal im upływającego czasu

 

siedzą dopóki płatki wiśni

nie opadną

 

nasyceni pięknem

wracają do pracy

 

na moim osiedlu

bez potrzeby wycięto

stary śliwkowy sad

 

sąsiedzi mówią

że teraz wreszcie

będzie tu porządek

 

nie będziemy drugą Japonią

 

 

 

 

 

x  x  x

 

leżę w lesie

 

brzozy błogosławią mnie

gałęziami

 

 

 

 

x  x  x

 

spojrzał w okno

w bardzo mglisty poranek:

„o, nie ma świata…”

 

 

 

x  x  x

 

modlitwa

– odpychanie ciemności

 

 

 

 

x  x  x

 

kiedy mamy umierać

(choć wcześniej mówiliśmy

że żyć nie warto)

świat nabiera barw

i wyrazistych konturów

jak lato w sierpniu

 

i wszystkie chwile

które były

i które jeszcze mogłyby być

mają nagle wagę i wartość

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

drzewa

– to co pozostało nam

z raju

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

dzień w podróży

 

nie otwieram książki

 

czytam świat

 

 

 

x  x  x

 

po dwudziestu dwóch latach

od początku

naszej miłości

rozmawiamy o mężczyznach

którzy prowadzą podwójne życie

– mają żony i kochanki

(bo ich na to stać)

 

pytam

czy chciałbyś tak żyć

jak oni

 

„myślę że chciałbym podwójną ciebie”

odpowiadasz

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

windą do nieba

do twojego mieszkania

na ósmym piętrze

 

 

x x x


masz w oczach

tyle nieba
kiedy patrzysz na mnie
przymykam powieki
i przyjmuję
jasną hostię
twojego spojrzenia

 

 

x  x  x

 

lubię wiedzieć

na czym stoję

 

nawet jeżeli to jest

dno

 

 

 

 

 

x  x  x

 

jak co wieczór

referuję ci przez telefon

wszystkie moje

uczynki wzloty i upadki

 

zaczynam od:

„wstałam o siódmej rano…”

 

wysłuchujesz

a potem mówisz:

„ja też dzisiaj wstałem o siódmej rano

wysikałem się

i poszedłem spać”

 

od lat nie potrafię rozstrzygnąć

kto z nas ma rację

 

 

 

 

 

x  x  x

 

czerwiec jest

jak

mieć osiemnaście lat

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

wiejski głupek

siedzi przy grobie matki

 

obejmując rękami kolana

i kołysząc się

powtarza:

mama w ziemi

ziemia w mamie…

 

 

 

 

 

WOLNY

 

pchał wózek z tekturą

jego wzrok był ponad

 

lump

z charyzmą

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

śmiechem nad krzywdą jego wybuchając…

 

Czesław Miłosz

 

 

w roku 1980 mówili:

„walczymy o godność człowieka pracy”

 

w roku 2004

do bezrobotnych

którzy przyszli na spotkanie

w sprawie pracy

wychodzi mały dyrektor

niedużej firmy i mówi:

„potrzebuję pięciu samców

i pięć samic…”

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

na niepokój serca

modlitwa

jak lek nasenny

albo

myśl o twoich dłoniach

łagodnych

bezpiecznych

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

stoję przy oknie

 

oddaję się przestrzeni

 

zatrzymuję czas

 

 

 

DZIECIŃSTWO W SZADKU

 

kościół był  duży

a ja

mała

nic o gotyku

nie wiedziałam

 

pamiętam tylko

że niebieska

Matka Boska z Dzieciątkiem była

kolumny w niewyraźnych freskach

 

podwórko dziadków

całe w rumiankach

i bez w kącie podwórka

– co było dobre

wielkie było jak świat

a co złe

małe

jak na słońcu chmurka

 

dziś

gdy czasem jest źle

gdy do życia mija ochota

świecą w mojej pamięci

tamte dni

jak ze złota

 

 

x  x  x

zatrzymaj się

popatrz w okno

(tam

prawie zawsze

jest jakiś

wiersz

 

 

 

x  x  x

 

śpiew ptaków

w płonących gałęziach drzew

 

przemija lato

 

 

 

 

 

KTÓRZY DAJĄ BĘDZIE IM DODANE

 

„zawsze pracuję

najlepiej jak potrafię

dlaczego więc ciągle

cierpię niedostatek”

uskarżała się Bogu w modlitwie

 

następnego dnia otrzymała odpowiedź

najlepszą z możliwych:

„bądź hojna dla siebie i dla innych”

 

 

 

 

 

NIEDZIELA PALMOWA 2005 R. PO NARODZENIU CHRYSTUSA

 

„po tych słowach

skłonił głowę

i wyzionął ducha”

 

klękamy

 

mężczyzna przede mną

ziewa

 

 

 

 

 

 

GALERIA ŚWIAT

 

płatki śniegu

liście drzew

– żaden się nie powtórzy

 

Bóg jest perfekcyjnym artystą

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

 

budzę się

o czwartej nad ranem

 

w myślach ślad modlitwy

sprzed zaśnięcia

– aby mnie już tak nie bolała

każda chwila

twojej nieobecności

 

o czwartej nad ranem

przychodzi odpowiedź na modlitwę

– przypomina mi się fraza piosenki:

„która z miłości naszych

może właśnie jest już

tą ostatnią…?

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

przypadkowe spotkanie z tobą

 

jakby mnie Bóg

pogładził po policzku

 

 

 

 

 

 

 

MATKA

 

na sali szpitalnej

między kolejnymi

kroplówkami

narkozami

trepanacjami głowy

codziennie około trzeciej po południu

prosisz abym sprawdziła

czy obiad już się ugotował

„bo niedługo chłopcy wrócą ze szkoły”

 

pytam gdzie on się gotuje

„no tam”

odpowiadasz wskazując głową

w kierunku korytarza

na którym leżą inni chorzy oczekujący

na swoje operacje

 

w świadomości zostały ci już tylko

nasze twarze i imiona

 

i myśl

że jak co dzień

przez ostatnie czterdzieści lat

gotujesz dla nas obiad

 

 

 

 

 

 

x  x  x

 

słońce niedawno zaszło

 

w prostokącie mojego okna

na nieskończenie ciemnoniebieskim tle

błyszczy planeta Wenus