NOWY TOMIK ARTURA SCZESNEGO JEST JUŻ DO NABYCIA W EMPIKU
Właśnie ukazał się tomik Artura Sczesnego pt. „Warstwy”. Jest do nabycia w sieci Empik – jako dodatek do Kwartalnika Literacko-Kulturalnego „LiryDram”. Wstęp napisał Józef Baran, oprawę plastyczną stworzyła Joanna Rusin – Fijak, a ja miałam przyjemność być redaktorką tomiku.
Artur Sczesny jest lekarzem ortopedą, karateką, sędzią karate, płetwonurkiem, poetą, autorem tekstów piosenek, muzykiem, kompozytorem, liderem zespołu muzyczno-wokalnego Inne Słowa. Mieszka w Jasienicy koło Bielska – Białej.

TRZY POWIEŚCI IRMINY KOSMALI
„Krótka historia nikczemności”, „Złuda” i „Spoina” to cykl powieści Irminy Kosmali, mieszkającej w Gnieźnie pisarki, publicystki i krytyczki literackiej. Pierwszą z nich Autorka podarowała mi 10 grudnia w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. Przeczytałam ją w trzy dni. A dzisiaj, w przedostatnim dniu roku, dotarły do mnie dwie kolejne. Irmino, serdecznie dziękuję – za Twoje powieści i piękną dedykację. 🙂


I ZNÓW JESTEM W „LIRYDRAMIE”
Tak się miło składa, że od dłuższego czasu jestem w różny sposób obecna na łamach „LiryDramu”. Tak jest i w 49 numerze tego kwartalnika. Irmina Kosmala bardzo pozytywnie recenzuje moje tomiki „Wiersze wybrane. Selected poems” i „Hanami” (s. 44-45). Relacjonuje też moje i Marleny Zynger spotkanie autorskie w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu (s. 38-39).
https://www.lirydram.pl/lirydram-online.html?fbclid=IwY2xjawO160ZleHRuA2FlbQIxMABicmlkETB4ZW0yMzkyemlGZkRFVFlac3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHjxbMLzGcQsqLPAEPixby3TVvaxflwSPmpSGfBWwNnKu3No1c-IIRnrsdwzC_aem_YFKUyxMnSM3fRYZCaq9OfA
Irmina Kosmala zamieściła tę recenzję także na portalu „Kuźnia Literacka”
https://kuznia.art.pl/recenzje/3198-wiersze-wybrane-maria-duszka.html
Kronika czułej samotności
Najnowszy tom Marii Duszki to poezja o bardzo wysokim stężeniu intymności. Autorka zaprasza czytelnika do świata, w którym największe dramaty nie dzieją się na pierwszych stronach gazet ani w przestrzeniach publicznego patosu, lecz w ciszy pustego domu, w oknie wychylonym na ogród, w chwili zawieszonej między telefonem odebranym a nieodebranym. Podczas spotkania autorskiego z poetka zgodziła się ze mną, że Wiersze wybrane to liryka „podwójna”. I nie chodzi tu o jedynie o dwujęzyczną edycję (polsko-angielską), lecz przede wszystkim przez dwoistość kreowanego świata: z jednej strony brutalnie konkretnego, z drugiej uporczywie zanurzonego w sferze marzeń i domysłów.
Centralnym wątkiem tomu pozostaje relacja z Mężczyzną – często nieobecnym, wymykającym się, emocjonalnie nieprzystępnym. Duszka precyzyjnie i bez patosu diagnozuje miłość niesymetryczną. Bohaterka tych wierszy wiedzie żywot Penelopy. Usytuowana jest bowiem po stronie oczekiwania („milczysz od dwóch tygodni”), podczas gdy druga osoba nie ponosi kosztu tej ciszy, a wręcz ustanawia jej zasady. Wiersz o marynarce wiszącej w szafie („wszystkie moje ubrania / chcą być blisko niej”) to przykład minimalistycznego majstersztyku: w czterech wersach mieści się zarówno ogromna tęsknota, jak i delikatna fetyszyzacja nieobecności ukochanego.
Istotną częścią tomu jest także autotematyzm. Duszka przedstawia bycie poetką nie jako wybór czy zawód, ale jako fatum – dar, który jest zarazem ciężarem:
* * *
zwykłe kobiety
rodzą dzieci
poetkom Bóg plącze życiorysy
aby rodziły wiersze
Ten krótki poemat staje się kluczem interpretacyjnym całej książki. Podpowiada, że cierpienie, samotność i splątane biografie są tu traktowane jako materiał niezbędny do twórczości. Życiorys musi być „poplątany”, by wiersz mógł być prosty i czysty. To oczywiście echo romantycznego mitu o poecie-skazańcu, ale w wydaniu Duszki brzmi wiarygodnie, bo podszyte jest autentycznym, nieestetyzowanym bólem.
Arkadiusz Frania w trafnym określeniu nazwał wiersze Duszki „drzazgami” – krótkimi, ale wbijającymi się głęboko i długo jątrzącymi myśli. Forma minimalna, charakterystyczna dla Wierszy wybranych oraz wcześniejszego tomu Hanami, ujawnia poetkę świadomą warsztatu. Duszka konsekwentnie realizuje zasadę, o której wspominał kiedyś Adam Zagajewski: im krótszy wiersz, tym bardziej każdy błąd staje się widoczny. Tu nie ma miejsca na zbędne metafory czy ozdobniki; pozostaje esencja doświadczenia. Kiedy Duszka pisze o wojnie, nie potrzebuje wzniosłości. Wystawia za to czytelnikowi jedynie brutalny kontrast: spokojne słońce i ludzkie okrucieństwo. Taka oszczędność paradoksalnie intensyfikuje przeżycie. Tomasz Witold Pohl w swojej recenzji trafnie zauważa, że ta minimalistyczna poezja nie jest „mała”: choć krótka, sięga spraw egzystencjalnych.
Ważnym elementem tomu jest również zakorzenienie w przestrzeni geograficznej: Małyń, Szadek, Wilno. Miejsca nie stanowią tu tła, lecz działają jak świadkowie, a czasem wręcz uczestnicy emocjonalnych procesów. Przyroda u Duszki jest antropomorficzna. Brzozy i jaśminy „zapytują”, dlaczego autorka jest sama. Wytwarza się kontrast między harmonijną, cykliczną naturą („Niewiele się tutaj dzieje / wiewiórka zaogni się…”) a wewnętrznym rozedrganiem podmiotu. Wiersz o wojnie w Ukrainie („słońce spokojnie świeci… strzelają do siebie dzieci”) dobitnie ukazuje tę estetykę zderzenia: niewinność pejzażu zestawiona z potwornością ludzkiej historii przywodzi na myśl Miłoszowe Campo di Fiori, gdzie świat toczy się obojętnie mimo tragedii.
Warsztatowo Duszka wybiera ascezę. Jej teksty często są wierszami-notatkami, wierszami-aforyzmami. Siła jej utworów tkwi w puencie – zwykle niespodziewanej, celnie wybrzmiewającej:
* * *
trwamy w nowoczesnych związkach
wolnych i otwartych
Z czasem tylko słabnącą nadzieją na to
że kiedyś jeszcze
zdarzy nam się
staroświecki związek
cudownie zamknięty
Warto przy okazji zwrócić uwagę na dwujęzyczność tomu. Przekłady (Kalina Duszka, Ela Kotkowska, Agnieszka Jankowska i Tomasz Jarmołkiewicz) są wierne, oszczędne i stylistycznie dopasowane. Angielski, jako język bardziej skompresowany, służy tej poezji, choć naturalnie nie oddaje w pełni polskiej melancholii, wpisanej w takie słowa jak „tęsknota” czy „poplątane życiorysy”. To jednak nie wada, lecz dowód na to, jak mocno te wiersze wyrastają z polszczyzny.
Wiersze wybrane to tom dla tych, którzy w poezji szukają lustra dla własnych, często niewypowiedzianych emocji, a nie fajerwerków formalnych. Duszka nie próbuje być modna ani awangardowa. Jest szczera do bólu. Jej utwory są zapisem momentów, w których samotność przestaje być pustką, a staje się przestrzenią czy to do rozmowy z samą sobą, czy z drugim człowiekiem. Autorka Hanami chroni wrażliwość w czasach nadmiaru hałasu, przypominając, że czułość bywa najbardziej wywrotową formą oporu wobec obojętności.
—————————–
Maria Duszka, Wiersze wybrane. Selected poems, Wydawnictwo Veridian, Warszawa 2024.
KOLEJNA POZYTYWNA RECENZJA ZREDAGOWANEGO PRZEZE MNIE TOMIKU SŁAWKI SOBKOWSKIEJ – MARCZYŃSKIEJ.
AUTORKĄ RECENZJI JEST KINGA MŁYNARSKA
https://dajprzeczytac.blogspot.com/2025/04/opuszczone-tarasy-sawomira-sobkowska.html?fbclid=IwY2xjawO0kmpleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEeMKEMMIjC8U25ZJdhI4TNWtN1mrbyQZ4aOCmhRBX_Z6ha3yEtraHtZ8NLnek_aem_ZBhBU3xqehipKJRnfpwLaA
„Opuszczone tarasy” wcale nie są takie puste. Kryją się tam słowa – schowane w dźwiękach, kolorach, we wspomnieniach czy wirujących drobinach piasku.
A trzeba otwarcie przyznać już na wstępie – słowa u Sławomiry Sobkowskiej-Marczyńskiej chcą być nieuchwytne, skłębione w kątach zapomnienia, w zakamarkach uczuć. Poetka wydobywa je z pełną subtelnością, z uwagą i czułością.
Tak właśnie postrzegam wiersze z tego tomu – zbudowane są z wyrazów, które nie chcą się ujawnić. Co prawda tworzą mapy pamięci, budują emocjonalną ścieżkę przeżyć czy pejzaże z samego wnętrza duszy, ale jednak te literackie obrazy są pociągnięte delikatną mgiełką, pokryte patyną czasu, otulone pianą z chmur.
Takie oto narzędzia opisu wybiera podmiot Sobkowskiej-Marczyńskiej – i to w tej kreacji możemy znaleźć odpowiedź na pytanie: skąd w słowach tyle dystansu.
Przez wiersze przemyka kobieta. Bezpieczniej czuje się w półcieniach, półemocjach, „we mgle jest dobrze”. Aktualnie przebywa z sferze niepewności, w „gąszczu niewiadomych”. Pojmuje świat poprzez zmysły, wyobrażenia, intuicję. „Raczej się domyślam niż wiem / raczej przypuszczam niż mam pewność” – wyznaje. Przędzie swoje „jedwabne płomyki” i tka liryczną opowieść „z rosy”.
Świat natury jest mocno wpisany w tożsamość duchową podmiotu. Otacza ją przyroda w sensie fizycznym, ale i jest zakorzeniona w jej duszy. To, co namacalne jest spójne z metaforycznym postrzeganiem siebie oraz swojego miejsca w świecie. Naturalne jest więc to, że „chmury mieszają w myślach” czy że „od zachodu wdziera się do domu sosna”.
W wierszach z „Opuszczonych tarasów” nie stawia się pytania o sens zdarzeń. One po prostu są. I to jest dobre. To jest codzienne i oswojone. Podmiot nie dziwi się sytuacjom z pogranicza surrealizmu, magii czy snu. Przecież to jej środowisko naturalne. Podobnie jak zmagania ze słowami. Z ich ulotnością, kruchością i niemym uporem.
Podmiot w słowach szuka ugruntowania świata. To w nich odbija się to, co zapamiętane, przeżyte, kiedyś obudzone. Słowa są przychylne kobiecie – chętnie obdarowują literami. Lecz ona korzysta z tej uprzejmości z umiarem. Bierze tylko tyle ile jej trzeba, nie nadużywa. A, gdy poczuje potrzebę, buduje tylko z pięciu – i wtedy „wchodzi w ciszę”. Taka jest moc słów. Magia liter.
Autorka w wierszach pyta o sprawy fundamentalne dla swojego podmiotu, m.in. – „o początek i koniec”, „o przenikanie się dobra i zła”, a więc szuka Boga. Jego „tchnienia”, obecności, znaku czuwania. Czy to właśnie Boga odnajduje w codziennym rytmie dnia? W podmuchach wiatru, który zaciera przeszłą opowieść, by zrobić miejsce na nową? W postaci ukochanych dziadków?
Co zatem podmiot znajduje w swoich poetyckich wędrówkach? Chyba siebie – kobieta wskazuje na momenty, postaci i zdarzenia, które ją w jakiś sposób ukształtowały. Przesypują się więc litery jak ziarna maku, tworzą istotne słowa – jak np. matka, rodzina, dobro, miłość.
Sławomira Sobkowska-Marczyńska pozwala czerpać swojemu podmiotowi ze zbioru liter coraz śmielej. Tworzy już bardziej wyraziste obrazy, a kobieta nie unika konfrontacji z uczuciami, jakie akurat wyłaniają się spomiędzy słów.
Dlaczego to aż tak ważne i skąd ta obsesja leksykalna w odczytywaniu tego zbioru? Bo oto okazuje się, że świat zbudowany jest z liter. Cały świat mieści się w języku i nazywając – stwarzamy. Podmiot niekiedy usiłuje wskrzeszać – również za pomocą słów. I na chwilę się udaje. Powracają skojarzenia, zapachy, uśmiechy, zapomniane detale wyostrzają się na krótki moment.
A jeśli już nazwiemy to, co kryje się w mroku, skryte pod popiołem czy wyrosłe na nim – to, czy wtedy będzie łatwiej to zrozumieć? Także i na takie pytanie zdaje się szukać odpowiedzi podmiot Sobkowskiej-Marczyńskiej. Jednak w obliczu pewnych spraw, nawet i poetom brakuje… słów.
Wiersze z „Opuszczonych tarasów” wchłaniają się poprzez zmysły, krążą w krwiobiegu czytelnika i docierają do unerwionych tkanek. Poruszają. Zachwycają raz poetyckością, w jaką podmiot przyobleka swoje stany, to znów – prostotą widzenia, jak choćby w oglądaniu matki. Niekiedy zaś zaskakują lekkością i humorem. Ostatnia część tomu to zbiór wierszy miłosnych – choć niekiedy i tu poetka potrafi być przewrotna. Świetnie tu widać wiodącą cechę jej poezji – niejednoznaczność, przede wszystkim w konkretyzowaniu adresata wyznań podmiotu.
To wszystko jest bardzo bliskie. Jest ludzkie. Wiele tekstów poświęconych jest także konkretnym osobom – to piękne, liryczne portrety. Zachowają się w słowach, nawet, gdy wszystko inne już przeminie.
Ilustracje: Radosław Barek
9 STYCZNIA 2026 R. Z ARTUREM SCZESNYM I ZESPOŁEM INNE SŁOWA WYSTĄPIĘ W BIELSKU – BIAŁEJ

Poezja w Aquarium: Sałatka z nut i słów
-
Klubokawiarnia Aquarium, Galeria Bielska BWA
ul. 3 Maja 11, Bielsko-Biała,
-
Wstęp wolny

