Kategoria: RECENZJE MOJEJ POEZJI
Recenzje – opinie o twórczości Marii Duszki
BARD PRZEMYSŁAW KMIETJAN NAPISAŁ O MOIM TOMIKU „HANAMI”
„Pozwolę sobie nie komentować tego tomu i pozostałych, które przede mną. Pozostanę sobie w swoim rozdziawionym zachwycie. Może coś mi pozostanie z tego doświadczenia na zawsze. Tego sobie życzę”.
LEŚNE OBJAWIENIA Z MOIM WIERSZEM
Wszystkim zmęczonym życiem w mieście bardzo polecam podcast „Leśne objawienia”. Dużo w tej audycji poezji chińskiej, a od 32 minuty autorzy: Agnieszka Antosik i Włodzimierz Naumczyk omawiają także mój wiersz z tomiku „Freienwill”. Dziękuję
1987
ja
kochająca ciszę i dal
rozległe pola i lasy
ja
uwięziona na balkonie
z pelargonią
NAGRODA ZA WIERSZ O TEMATYCE JESIENNEJ – KONFITURA Z AŁYCZY
Ludzie mówią czasem o kimś, że wie, gdzie są konfitury. Ja na ogół nie wiem. 😉 Ale dzisiaj… Kuba Kozłowski prowadzący Punkt Wymiany Poezji (ogólnopolski projekt opisany już na łamach „Polityki”) za wiersz o tematyce jesiennej przyznał mi nagrodę – słoik konfitur z dzikiej śliwki, ałyczy. Pijanej ałyczy, bo wcześniej owoce były użyte do zrobienia nalewki. Bardzo mi miło. 
Kuba tak napisał na profilu Punktu Wymiany Poezji:
[JESIENNE WIERSZE]
Jesienny cykl trwa, dzisiaj czas na nagrody! 7 października ogłosiliśmy jesienną, poetycką zabawę. Najbardziej urzekł nas wiersz, którego autorką jest Maria Duszka 

Wiersze o życiu, które trwa dokładnie tyle, ile opadanie płatków wiśni
Recenzja została opublikowana na stronie Związku Literatów Polskich:
Tomik poezji Maria Duszki pt. „Hanami” jest cichy jak tchnienie, a zarazem głośny jak pęknięcie w duszy. To nie są wiersze o kwiatach. To książka o życiu, które trwa dokładnie tyle, ile opadanie płatków wiśni. O człowieku, który próbuje nadać sens przemijaniu. O chwilach, które trzeba uchwycić zanim znikną — bo potem zostaje tylko chłód rzeczy i porządek bez życia.
Duszka dedykuje „Hanami” wnuczkom – Basi i Lii – ale ten gest nie jest ckliwy ani matczyny. To raczej próba przemycenia w delikatnych wersach wiedzy, którą trudno przekazać wprost. Wiedzy o tym, że istnienie jest krótkie, a piękno nie trwa. Że trzeba mieć w sobie zgodę na ulotność, inaczej wszystko się rozsypie.
Tomik jest krótki, formy – zwięzłe jak oddech między myślami. Każdy wiersz to mikroskopijna konstrukcja z ciszy i drżenia. Duszka nie rozwija obrazów, nie tłumaczy – zostawia ślad. Czasem jedno słowo, które wystarcza, by w głowie otworzył się cały krajobraz. I to właśnie jest jej poetycki zamysł: minimalistyczny cios zamiast rozwlekłej opowieści.
Jadwiga Mizińska w posłowiu przywołuje Skargę, Kartezjusza, Norwida – i robi to nie po to, żeby zabłysnąć erudycją, ale by pokazać, że w Hanami stawką nie jest ładny wiersz. Stawką jest duch. „Porządek” – pisze Mizińska – może być martwy albo żywy. Martwy – to ten, który wszystko układa w szufladki. Żywy – to ten, który pozwala się zachwycić, nawet jeśli świat się sypie. Duszka opowiada właśnie o tym drugim porządku. O tym, który nie zna planu dnia, tabelki, KPI ani terminów.
Kiedy Japończycy świętują hanami, porzucają wszystko. Nie pędzą, nie konsumują. Siadają pod drzewem i patrzą. U nas, weekend stał się świeckim rytuałem zmęczenia. Zamiast świętować, grillujemy. Duszka przeciwstawia temu swoją prywatną liturgię ciszy. Jej poezja nie ma w sobie ani grama konsumpcyjnego błysku. To raczej poetycka asceza – wiersze, które uczą powściągliwości i skupienia.
W jednym z wersów powraca ironiczny cień: „druga Japonia”. Lech Wałęsa rzucił to zdanie w czasach, gdy obietnica była jeszcze walutą. Dziś brzmi jak żart, a jednak Duszka wydobywa z niego sens głębszy. Polska nigdy nie stanie się Japonią, bo nie nauczyła się kontemplacji. My chcemy wszystko mieć, nie wszystko przeżyć. „Hanami” jest więc poezją sprzeciwu wobec pospiesznego świata – świata, który nie potrafi zatrzymać się nad jednym płatkiem kwiatu.
Ta książka jest gwałtowna w swojej delikatności. Gwałtowna – bo Duszka nie unika namiętności, ale przetwarza ją w coś cichego, w drżenie pod powierzchnią słów. Jej poezja to namiętność duszy – nie rozbuchana, lecz skupiona. To żar, który pali się pod cienką warstwą śniegu.
Wszystko w „Hanami” jest równocześnie kruche i mocne. Poezja Duszki stoi na granicy między oddechem a natchnieniem. W świecie, który tłumi emocje hałasem i nadmiarem, ona przypomina, że „duch tchnie, kędy chce”. Że nie da się wymusić zachwytu ani zaplanować duchowej pełni w kalendarzu Google’a.
Tomik jest też opowieścią o niedosycie – o tym, że pełnia zabija. Wiersze Duszki są głodne świata, ale nigdy syte. W każdym z nich zostaje przestrzeń – niedopełnienie, które zmusza do ponownego czytania. To nie są wiersze, które się konsumuje. To wiersze, które się przeżywa.
Na marginesie tego wszystkiego przewija się pytanie o duchową pustkę współczesności. Duszka nie moralizuje, nie wskazuje palcem. Pokazuje raczej, jak łatwo człowiek zamienia transcendencję w towar. Jak szybko zamienia zachwyt w zdjęcie, a święto w event. Hanami jest odpowiedzią – krótką, poetycką, ale stanowczą.
Ta poezja nie oferuje ucieczki od świata, tylko inny sposób bycia w nim. Nie trzeba wyjeżdżać do Kioto, żeby zobaczyć kwitnące wiśnie. Wystarczy usiąść na ławce i przestać się spieszyć. Wystarczy zamilknąć.
W tym sensie „Hanami” jest tomikiem metafizycznym – nie przez wielkie słowa, lecz przez prostotę. Duszka pisze o życiu, które jest codziennym cudem, o święcie, które może się zdarzyć wszędzie, jeśli tylko człowiek pozwoli sobie widzieć. Jej wersy mają w sobie coś z modlitwy i coś z cięcia – słowo uderza, ale i koi. To tomik, który się nie starzeje, bo mówi o rzeczach, które nie mają wieku. O życiu, które trwa, dopóki ktoś potrafi się zachwycić. O pięknie, które nie potrzebuje uzasadnienia. I o tym, że największym aktem odwagi jest zatrzymanie się w świecie, który gna bez celu.
Maria Duszka przypomina, że poezja nie musi krzyczeć, by być gwałtowna. Wystarczy, że powie jedno słowo – i nagle wszystko się zatrzymuje. Tak właśnie działa „Hanami”. Jak tchnienie, które zostaje w powietrzu, choć wiśnie już dawno opadły.
Maria Duszka, Hanami, wyd. Norbertinum, Lublin 2023, ISBN: 9788372228024
[RECENZJA]
JA W RADIU OPOLE
Kliknij, aby posłuchać:
https://radio.opole.pl/612,553,poetycka-dusza-marii-duszki
Serdecznie dziękuję panu Witkowi Sułkowi za rozmowę, w której padło wiele miłych słów o mojej twórczości. A na stronie radia tak napisał:
Poetycka dusza Marii Duszki
Wybór poezji Marii Duszki stał się doskonałą okazją do spotkania i rozmowy nie tyle retrospektywnej, czy ukazującej jej drogę twórczą, co spotkania w którym udało się pokazać jak poezja może towarzyszyć, i w tym przypadku towarzyszy, życiu i to nie tylko w znaczeniu kronikarskiego zapisu zdarzeń, ale związanymi z nimi emocjami, czy filozoficznymi refleksjami nad istnieniem, jego sensem i znaczeniem, czy uniwersalnymi wartościami.
NA ŁAMACH „RADOSTOWEJ” JESZCZE MNIE NIE BYŁO
Na łamach „Radostowej” (nr 4-6/2025) opublikowana została bardzo pozytywna recenzja mojego tomiku „Wiersze wbrane / Selected poems” autorstwa poety franciszkanina, O. Eligiusza Dymowskiego. W jej sąsiedztwie redakcja zamieściła też dziewięć moich wierszy. Nigdy wcześniej mnie w tym piśmie nie było.



MONIKA MAGDA KRAJEWSKA O TOMIKU „WIERSZE WYBRANE. SELECTED POEMS”
MONIKA MAGDA KRAJEWSKA TAK PIĘKNIE RECENZUJE MÓJ TOMIK
Maria Duszka “Wiersze wybrane. Selected poems”
Wydawnictwo VERIDIAN, 2024
Najnowszy, polsko – angielski tomik Marii Duszki „Wiersze wybrane.Selected poems”, będący przeglądem twórczości z ponad trzech dekad, to zbiór wierszy, który układa się w wewnętrzną autobiografię, nie tyle zdarzeń, co emocji i stanów. To nie spojrzenie wstecz, ale kontynuacja niekończącego się wiersza o miłości, kobiecości, samotności, śmierci, ale też o świecie takim, jakim on jest: realnym, z brzozami, wiewiórkami, stodołami i “windą do nieba”. Poezja Marii Duszki to poezja nieustannego wsłuchiwania się – w siebie, w drugiego człowieka, w rytm przyrody, w to, co odchodzi, ale wciąż trwa w pamięci. Tomik zaskakuje swoją wewnętrzną spójnością, choć obejmuje dekady twórczości, nie ma w nim żadnego dysonansu. Większość tekstów to miniatury, czy wręcz poetyckie szkice, lecz ich emocjonalna głębia i trafność obserwacji pozostają z czytelnikiem na długo. Podziwiam oszczędność słów poetki, celność obserwacji, nienachalną metaforę. Treść tych utworów dotyka tego, co niewyrażalne: niespełnienia, tęsknoty, bliskości niemożliwej do utrzymania i bolesnej niemożności zapomnienia. Wiersze te są miniaturowe tylko z pozoru – tak naprawdę mieszczą w sobie całe wszechświaty.
Trudno pisać o poezji Marii Duszki bez uczucia, że obcuje się z kimś bliskim – poetka mówi do nas łagodnie, językiem codziennym, nie stylizowanym („mam głowę w chmurach / mam wiersz w głowie / niekończący się wiersz o tobie”). Ten „niekończący się wiersz” to właściwie metafora całego tomu. Miłość i jej brak, obecność i oddalenie, tęsknota, której nie daje się wymazać – są tu stale obecne. Ale nie w formie egzaltowanych uniesień, to raczej zapis stanów wewnętrznych, rozciągniętych w czasie, powracających, czasem gorzkich, czasem czułych. Miłość u autorki nie jest czymś, co wynosi nad ziemię, przeciwnie jest czymś, co osadza w rzeczywistości. „Powiedziałam ci przez telefon / że nudzą mnie rozmowy z tobą / (skłamałam) / milczysz od dwóch tygodni / widzisz / jestem pojętną uczennicą / w twojej szkole / umiejętności zadawania ciosów”. Te słowa odsłaniają bolesną prawdę o bliskości: że najbardziej ranią ci, których kochamy, że często gramy, udajemy obojętność, uczymy się od siebie nawzajem nie czułości, lecz obrony. I że w tej obronie potrafimy stracić wszystko.
Niektóre z wierszy zaskakują bezpośredniością, niemal brutalną szczerością. W jednym z nich czytamy: „aby zmyć z siebie ciebie wykorzystuję / dłonie oczy usta innych mężczyzn (…) / żadnego postępu w zapominaniu” To nie jest wyznanie romantyczne, raczej surowe, realne. Poetka nie idealizuje miłości. Pokazuje ją jako siłę destrukcyjną, ale i przekształcającą. Podmiot liryczny tych wierszy – może poetka, może każda z nas – przechodzi przez kolejne etapy uczuć: zakochanie, zranienie, samotność, bunt i pogodzenie. W jej głosie nie ma egzaltacji, jest za to czułość i dojrzałość, która pozwala spojrzeć na świat z dystansem, a niekiedy nawet z ironią.
Jednak „Wiersze wybrane” to nie tylko miłość i relacje. To także poezja pamięci, przemijania i powrotów do dzieciństwa. W wierszu o Małyniu odnajdujemy rodzaj spokoju, który być może jest jedyną możliwą formą szczęścia: „niewiele się tutaj dzieje (…) / słońce uśmiecha się / jest spokój błękit i zieleń / niewiele się tutaj dzieje”. Właśnie w tym „niewiele” mieści się wszystko: oddech, uważność, obecność. W prostych scenach – szum brzozy, śpiew ptaków, cisza – jest coś metafizycznego, chociaż poetka nie musi tego nazywać. Zresztą, ta umiejętność zauważania drobiazgów, w których ukrywa się wielka emocja, to jedna z najbardziej poruszających cech Jej pisania. W wierszu o śmierci bliskiej osoby pojawia się taki obraz: „ktoś powiedział / że nie można być zrozpaczonym / kiedy się patrzy w niebo / na twoim pogrzebie / przez cały czas obserwowałam chmury / nie należałam do tych kobiet / które miały prawo płakać”). Autorka nie boi się także mówić o kobiecości – tej zranionej, dojrzałej, nieraz gorzkiej, ale zawsze czułej i świadomej własnych ran i pragnień „lubię wiedzieć / na czym stoję / nawet jeżeli to jest / dno”.
W całym tomie przewija się temat czasu i nieuchronnego przemijania: „a wydawało się / że zawsze będą trwać / na tym rumiankowym podwórku (…) / po kolei zdmuchuje ich czas”. Czas nie jest tu abstrakcją. To coś, co zabiera na zawsze – ludzi, miejsca, wspomnienia. A jednak, wbrew wszystkiemu, zostaje poezja. Poezja jako forma pamięci, jako sposób na to, żeby „byli”, choć fizycznie już ich nie ma. Świat „Wierszy wybranych” to miejsce nieustannej utraty i powrotu. Nawet chwila samotności – pozornie ukochana – prowokuje chęć, by podzielić się nią z kimś drugim. To poezja paradoksu: samotność staje się pełnią tylko wtedy, gdy można ją komuś opowiedzieć.
Wiersze Marii Duszki są niezwykle osobiste, ale nigdy egocentryczne. Przypominają listy, które mogłaby napisać każda z nas, gdyby miała odwagę i gotowość wyrażania swoich emocji. W tym tkwi ich uniwersalność. Zbiór „Wiersze wybrane” to książka do wielokrotnego czytania – powoli, fragmentami. Jak notatnik z życia, które – mimo przemijania, strat i żałoby – nadal ma wartość. W świecie, który wymaga spektakularności, Maria Duszka mówi głosem łagodnym, ale nie do przeoczenia. Znakomita poezja, mistrzowskie miniatury.
Bardzo serdecznie polecam.
Monika Magda Krajewska
DWIE PRYWATNE RECENZJE TOMU „WIERSZE WYBRANE / SELECTED POEMS”: MARLIES JENSEN – LEIER I JANA STOLARCZYKA
MARLIES JENSEN – LEIER to niemiecka poetka i animatorka kultury ze Szlezwiku. Poznałam ją 15 lat temu podczas Festiwalu PolnischerSommer. Dzisiaj napisała mi w emailu:
Dear Maria,
in the meantime I read your poems. I read them with love. They are very cloth to me. Yes! Love comes und does with us what it wants. I ask myselv, if our daughters and granddaughters are more free from that.
W tłumaczeniu na polski:
Droga Mario, w międzyczasie przeczytałam Twoje wiersze. Czytam je z miłością. Są dla mnie bardzo ważne. Tak! Miłość przychodzi i robi z nami, co chce. Zastanawiam się, czy nasze córki i wnuczki są od tego bardziej wolne.
JAN STOLARCZYK, wieloletni dyrektor Wydawnictwa Dolnośląskiego, przesłał mi pocztówkę ze zbiorów… Tymoteusza Karpowicza. Na jej odwrocie napisał prywatną, krótką, ale bardzo pozytywną recenzję mojego tomiku: „Tom przeczytałem jednym duszkiem (tu dopuszczalne jest miłe skojarzenie). Nie znam drugiej poetki, która pisałaby o miłości z takim ostatecznym oddaniem mężczyźnie. Aforystyczność wierszy dyscyplinuje uczucia”.

