ANEGDOTY / MINIATURY
ANEGDOTY (CZASEM ZABAWNE, CZASEM REFLEKSYJNE), FRASZKI, LIMERYKI, AFORYZMY, FRAGMENTY ROZMÓW.
*
Zawsze lubiłam krótkie wiersze. Dlatego niełatwo mi było przeczytać „Pana Tadeusza”. Moja córka natomiast z własnej woli zaczęła czytać to dzieło już w wieku dwunastu lat. Pytam ją:
– Podoba ci się?
– Tak
– A dlaczeg0?
– Bo tam są przez cały czas jakieś imprezy – odpowiada moje dziecię.
*
Kupiłam w sklepie kawałek sernika, rzekomo z brzoskwiniami. Zjedliśmy prawie całe ciasto i nie zauważyłam w nim żadnego owocu. Pytam mojego kolegę, czy spotkał brzoskwinię w tym serniku.
A on:
– Okruszek. Pani cukiernik wypadł z buzi. Wypluła go, bo był stary.
*
Moja córka potrafi w oryginalny sposób opisywać i puentować różne sytuacje. Kiedyś powiedziałam jej, że gdyby chciała pisać wiersze, to byłyby świetne.
Ona na to: – Ale to trzeba się tak odsłaniać…
Ja: – No widzisz, ja się odsłaniam…
Ona: – No właśnie, ja w życiu nie widziałam tak roznegliżowanej poetki jak ty.
*
Poeta Józef Baran pyta mnie, jak mi się żyje w Sieradzu. Odpowiadam mu: Wiesz, w tym mieście mam wielu życzliwych, przyjaznych ludzi. I paru, dosłownie paru takich, którzy najchętniej by mnie zakopali.
Józek na to: – Zakopią cię, a ty wyrośniesz.
*
Piotr mówi, że otrzymuje na Facebooku zaproszenia do grona znajomych nawet od Japończyków. I dodaje:
– Ale ich nie przyjmuję. O czym ja bym z nimi rysował?! Nie mam takiej klawiatury.
*
Pokazuję Pawłowi, gdzie mamy trzecie oko. On na to:
– Tutaj to ja mam fisia.
*
Kolega o mojej rodzinie:
– Najpierw byłaś ty, a potem brat, brat, brat, brat, brat.
*
Pytam brata, czy przypiął rower do stojaka przed instytucją, w której mieliśmy sprawę do załatwienia. Odpowiada:
– Nie. Zostawiłem go pod bożą opieką.
*
Mój kolega jest świadomie bezdzietny. Powiedział mi kiedyś:
– Po co dzieci? Przecież jest wystarczająco dużo ludzi na świecie.
*
Pewien ksiądz o maminsynkach:
– Po co tacy mężczyźni w ogóle zawracają głowę kobietom?! Przecież to jest tak silny związek z matką, że tego się żadną siekierą nie rozrąbie…
*
Moja znajoma musiała się kiedyś zaopiekować kilkuletnim siostrzeńcem. Ten zażyczył sobie, aby przed snem zaśpiewała mu piosenkę o descenie. Długo zachodziła w głowę, o jaką piosenkę chodzi. W końcu poprosiła go, aby jej zaśpiewał początek. Chłopiec zaczął: „Descenie spokojne…”
*
Siedzę sobie z moją koleżanką, niemiecką poetką Ute Pfeiffer w kawiarni w Iwoniczu Zdroju. Przy sąsiednim stoliku kilku panów rozmawia o wielożeństwie. Jeden z nich stwierdza:
– No, mieć siedem żon – ok. Ale miej teraz siedem teściowych!
*
Reklama w Kłobucku:
„Czy chcesz tanio i dobrze? Pogrzeb wraz z obsługą od 700 zł”.
*
Mam kolegę, który na ogół czyta powieści sensacyjne, ale od czasu do czasu wraca do Mitologii Jana Parandowskiego. I zna ją niemal na pamięć. Kiedyś wspomniał o Jolaosie. Spytałam go, kto to jest. Kolega na to: Jolaos to Jolaos – kumpel Herkulesa.
*
Jeden z pacjentów szpitala powiedział mi kiedyś, że to, jakie ma ciśnienie, zależy od tego, jak wygląda pielęgniarka, która mu je mierzy.
*
Młoda mama idzie chodnikiem z (może) czteroletnią córką. Jest ubrana w szorty. Dziewczynka przytula się do jej nogi. Mama pyta:
– Co ty robisz?
– Chciałam cię pocałować. Z miłości!
*
Kiedy moja córka była w wieku licealnym, miewała napady weny twórczej. Opowiadała nam bardzo zabawne, wymyślone przez siebie historie.
Kiedyś po kolejnym jej występie powiedziałam: Ciekawe, skąd mi się wzięło takie kabaretowe dziecko.
Ona na to: Mam ci tłumaczyć, skąd się biorą dzieci?
*
Moja córka powiedziała mi kilka lat temu: Jesteś w takim wieku, w jakim się zaczyna budować pawlacze.
*
Sławek rano na wsi stoi w drzwiach i referuje mi:
Radny jechał. Żonę wiózł w tym kojcu dla świń. Dziecko na traktorze… Widocznie inaczej nie mógł.
*
W 1985 roku byłam na odbywającej się nad Zalewem Zegrzyńskim ogólnopolskiej imprezie literackiej pod nazwą O sztukę czasu, w którym żyjemy. Wszyscy z powagą słuchali czytanych esejów i referatów. Tylko Zbyszek Jerzyna wygłosił (chyba nie swój) wierszyk:
Jechał Piotr do Rzymu
sprawa była pilna.
Dla lepszego rymu
pojechał do Wilna.
I to był jedyny utwór, który zapamiętałam z tej imprezy.
*
W upalny czerwcowy dzień w warszawskiej kawiarni mama kupuje kilkuletniemu synowi loda. Podaje mu go i pyta:
– Co się mówi?
– Dziękuję, wesołych świąt! – odpowiada chłopiec.
*
Przed Bożym Narodzeniem pani z trzyletnią córką ogląda w Empiku zabawki. Po chwili dziewczynka odciąga mamę od stoiska i mówi (z niezachwianą pewnością): Nie kupuj. Mikooołaj mi przyniesie. Jak będę grzeczna.
*
Pewna wykładowczyni ma zwyczaj przychodzić na uczelnię z kotem na smyczy. Przywiązuje go do poręczy przy wejściu na schody. Pewnego razu przeprowadzała egzamin pisemny. Jeden ze studentów dość szybko uporał się z zadaniami. Pani doktor podeszła do niego i upewniła się:
– Pan już skończył pisać?
Student przytaknął. Wobec tego pani zwróciła się do niego z propozycją:
– Wie pan, tam na dole przywiązany jest mój kot. Pan pójdzie i powie mu, że ja przyjdę do niego za 10 minut…
JEŚĆ MU NIE DAŁA
Przed odjazdem z Krakowa weszłam na śniadanie do jednego z dworcowych barów. W lokalu była barmanka, jakaś klientka i mężczyzna, który dość żarłocznie zajadał bigos. Skończył jedną porcję i poprosił o następną. Zanim ją rozpoczął, rozejrzał się po barze i powiedział:
– Po stosunku to człowiek jest taki głodny. Ile to z człowieka wyciągnie!
Wszystkie trzy milczałyśmy.
*
Mój kolega o mnie:
– Potrafisz czasem zadać serię bolesnych pytań.
*
W sanatoryjnej kawiarni koleżanka do kolegi:
– Weźmiemy jedno piwo na pół. Bo nie chcę, żebyś mnie uwiódł.
*
Znajomy poeta poszedł kiedyś wieczorem do sklepu. Zabrał przy okazji na spacer swojego psa typu york. Przywiązał go przed wejściem do sklepu. Następnego dnia rano zaczął najpierw szukać w domu smyczy. Nigdzie jej nie było. Zaczął szukać psa. Też nie było. Odtworzył sobie w pamięci poprzedni wieczór, wrócił do sklepu. Okazało się, że pieskiem zaopiekowało się już jakieś małżeństwo z 7-letnią córką. Uczciwi ludzie podali jednak ekspedientce numer telefonu. I kiedy mój kolega się zgłosił, oddali mu pieska.
*
Siedziałam sobie na dworcu Łódź Kaliska i czekałam na pociąg.
Nagle podchodzi do mnie rozdygotany osobnik i pyta:
– Która godzina?
– Jedenasta – odpowiadam
– Ale jedenasta w dzień czy w nocy? – próbuje ustalić.
Wskazuję na przezroczysty dach i mówię:
– Widzi pan, że słońce świeci, więc raczej w dzień.
Popatrzył do góry i, chyba nadal pełen wątpliwości, oddalił się chwiejnym krokiem.
*
Poeta Wojtek Kądziela o naszej znajomej:
– Ona dużo wie, ale mało myśli.
*
W dniu referendum na temat przystąpienia Polski do Unii, spotkałam na ulicy kolegę, który bardzo się martwił, że na razie wszystko wskazuje na to, że jednak zostaniemy do tej Unii przyjęci. Ja pocieszałam go:
– Nie martw się. My, Polacy jesteśmy zdolni. Rozwaliliśmy komunizm, rozwalimy kapitalizm, rozwalimy Unię Europejską…
*
Na Ciechanowskiej Jesieni Poezji poznałam Kazimierza Brakonieckiego. Gdy powiedziałam mu, że założyłam i prowadzę koło literackie, stwierdził:
– O, do tego to trzeba mieć dobre serce i mocne nerwy.
POLSKI PARNAS 2007 ALBO WIELKI CZŁOWIEK BEZ LODÓWKI
Zepsuła mi się lodówka. Szłam z pracy i myślałam o tym, że nie mam za co
kupić nowej. Spotkałam znajomą, która powiedziała mi, że córka jej koleżanki
przygotowuje prezentację maturalną na mój temat pod hasłem „Wielcy ludzie
naszej małej ojczyzny”.
Wracałam do domu przytłoczona myślą, że nie mam za co kupić nowej lodówki.
*
Rozmowa z kolegą muzykiem:
– Swój zespół założyłem, jak miałem 12 lat.
– Jak długo działał?
– Wcale nie powstał.
*
Znajomy o sanatorium:
– Byłem tam. Widziałem to wszystko. Nie brałem w tym udziału.
*
Pewien poeta powiedział mi kiedyś:
– Politycy do nas mówią, i mówią, i mówią – jakby mieli nam coś istotnego do powiedzenia. A przecież, jeśli ktoś ma światu coś do powiedzenia, to właśnie my, poeci.
*
Znajomy lekarz o mnie:
– Pani ma w sobie taki spokój… Pozorny, ale spokój.
*
Byłam z kolegą na imprezie u znajomych. Pani domu była bardzo niemiła dla swojego męża. Gdy wyszliśmy od nich, mój kolega stwierdził, że jej mąż powinien dać jej miotłę i powiedzieć:
– Masz, odlatuj!!!
*
Andrzej:
– Kiedy się kogoś kocha, to chce się go dotknąć, chociaż paznokciem.
*
Miała kiedyś kolegę, który był nią zainteresowany (z wzajemnością), ale zachowywał się tak, że musiała go sobie wybić z głowy. Kiedy związała się z kimś innym, rozpaczał. Powiedziała mu wtedy, że kiedyś miał u niej szanse, ale je zmarnował.
On stwierdził: – Wtedy to byliśmy młodzi i głupi.
Ona: – A teraz?
On: – A teraz to jesteśmy starzy i poje.ani.
*
Kilka lat temu byłam na imprezie literackiej w krakowskiej Jamie Michalika. Wśród zaproszonych gości był m.in. ówczesny szef
tamtejszego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Wrócił niedawno z podróży do Stanów Zjednoczonych i dzielił się
z nami swoimi wrażeniami. Opowiadał m.in. o spotkaniu z pewnym
Polonusem, który uskarżał mu się:
– Wiesz, tutaj jest tak, że jak wiatr zerwie komuś dach z domu,
to od razu przychodzi dwudziestu sąsiadów do pomocy. Ale pogadać nie ma z kim.
Siedzący koło mnie starszy pan skomentował cicho:
– A u nas odwrotnie…
I WŁAŚNIE DLATEGO JESTEŚMY BIEDNI
Spotkałam znajomego, który właśnie wrócił z sezonowej pracy w Szwecji.
Na moje pytanie, jak mu tam było, odpowiada:
– Pani Mario, Szwed człowieka nie oszuka. Tam Polak Polaka oszuka,
a Szwed nie…
*
Mój kolega ma już swoje lata, ale nadal jest człowiekiem pełnym energii i cudownie potrafi cieszyć się życiem. Niedawno powiedział mi:
– Jak mnie 87-letniego pytają, ile mam lat, to odpowiadam, że 99.
To wtedy mówią:
– Oooo, to dobrze się pan trzyma!
*
Rzecz działa się na łódzkiej Dąbrowie. W jednym z mieszkań
na siódmym piętrze wieżowca odbywała się impreza. Uczestniczyli w niej były komandos, jego żona
i teściowa oraz mój kolega. W pewnej chwili podpity komandos
wstał, zrobił kilka susów i… wywiesił się za okno.
Po chwili uczestnicy imprezy usłyszeli jego ciche pytanie:
– Kto mi pomoże?
Mój kolega chciał już podejść do okna i pomóc delikwentowi,
ale jedna z kobiet powiedziała:
– Zostaw go.
Po chwili jednak mój kolega zreflektował się, podszedł do okna
i podał rękę komandosowi. Ten, kiedy tylko wychylił głowę
znad parapetu, warknął:
– Poje..ło was?!
*
Sławek o rozmowie z potencjalnym pracodawcą:
– Wiem, powinienem się tak oświetlić, że jego mój blask zabije.
*
Sławek najchętniej zaopiekowałby się każdym bezdomnym psem i kotem.
Kiedyś nachodzi go refleksja:
– Zwierzęta wybierają sobie ludzi na panów. A potem ich wykorzystują.
*
Spotkanie po latach. On pyta:
– Dlaczego mi się śnisz? Specjalnie to robisz?!
*
Wracam do domu. Dzwoni telefon. Odbieram. Okazuje się, że to poczta głosowa.
Odsłuchuję:
– Pierwsza zapamiętana wiadomość: Tu mówi oślizgły jaszczur…
– Druga zapamiętana wiadomość: Tu mruczy bury kot siedzący pod krzakiem jałowca – oznajmia głos mojego poważnego 55-letniego kolegi.
*
Znajomy mojego taty przekonywał go, że ludzie, którzy często chodzą do kościoła i dużo się modlą, są gorsi od tych, którzy do spraw wiary podchodzą z umiarem. Mój tata na to:
– Nie wiadomo jacy by byli, gdyby się tak często nie modlili.
*
Nie lubi mówić jej komplementów. Boi się, że dodadzą jej pewności siebie. Kiedyś nieopatrznie rzuca, że podobają mu się jej usta. Po chwili przychodzi refleksja:
– No, tak! I teraz będziesz nosiła usta na patyku. Żeby wszyscy widzieli.
LIMERYKI
STAROŚĆ MIZOGINA
Pewien aptekarz z Sieradza
miał oczy czarne jak sadza
Podobał się niejednej pani,
lecz kobiety miał za nic.
Dziś samotność mu bardzo przeszkadza.
x x x
Pewna pani z Walimia
była gruba jak dynia.
Chciała się trochę odchudzić,
robiła więc masaż podudzi.
Ale wciąż falowała jej linia.
x x x
Pewien polityk z Morasku
lubił chodzić w strażackim kasku.
Myślał sobie, niebożę,
że to mu w wyborach pomoże.
Lecz nie zdobył wśród ludu poklasku.
FRASZKI
O PEWNEJ POETCE
Napisze poemat
na każdy temat.
O NIEJEDNYM
Życiowa pokraka,
co udaje chojraka.
CYTUJĄC IGNACEGO B.
„Jedni są tacy,
drudzy są nijacy.”
Tako rzecze Ignacy.
CYTATY Z „WYSTĘPÓW” IGNACEGO B.:
– Walczył z systemem za pomocą tanich win.
– Stan wyższej świadomości poalkoholowej.
– Dozgonnie związał się z whisky.
– Niektórzy cierpią na raka duszy.
– Widocznie pióro nie jest mi pisane.
– Znam życie osobiście.
AFORYZMY
– Przesądy są mądrością narodów.
– Patriotyzm to nie nienawiść do innych nacji, ale solidarność ze swoim narodem.
– Per aspera ad astra… classic.
– Artystokracja
– Impotencjał
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.