Warning: Undefined variable $show_stats in /home/platne/serwer244310/public_html/maria.duszka.pl/wp-content/plugins/stats/stats.php on line 1384

WIERSZ MARKA BURSKIEGO ODCZYTANY NA JUBILEUSZU 50-LECIA DEBIUTU POETYCKIEGO JÓZEFA BARANA, Z WZMIANKĄ O MNIE

Marku, dziękuję 🙂

A wiersze Józefa czytałam oczywiście w audycji Pod Wielkim Dachem Nieba. 

 

NA 50-LECIE WYDANIA PIERWSZEGO TOMU POETYCKIEGO JÓZEFA BARANA („NASZE NAJSZCZERSZE ROZMOWY”, WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 1974)

 

Gdzie Uszwica wody toczy

Mały Józio na świat wkroczył,

Po czym, w sposób niepojęty,

Zamiast w górę ‒ rósł w talenty.

 

A zaczęło się to wszystko

W Borzęcinie ‒ na pastwisku.

Ryczą krowy, kogut pieje,

Józio czyta „Odyseję”.

 

Do technikum na górnika,

Wnet wysłała go… logika,

Ale zamiast pofedrować

Wolał się pobawić w słowa.

 

Na polonistykę leci,

W wiejskiej szkółce uczy dzieci,

Potem „Wieści”, „Dziennik Polski”,

Wiersze, reportaże z wioski…

 

Aż w siedemdziesiątym czwartym

Rzucił wszystkie na stół karty

I rozmowy, te najszczersze

nasze ‒ z podtytułem „Wiersze” ‒

 

Wyszły drukiem, potem deszczem

Poszło już: „Dopóki jeszcze”

„Skarga”, „Czułość” „Pacierz Szwejka”,

„Mała kosmogonia” ‒ jejku!

 

Co rok, góra co dwa lata

Nowy tomik w świat wylata!

W zimie pisze, a na wiosnę

Zosi Zielnik da miłosny.

 

(Co do kobiet, to można by

Miast zgrzebnego „Pies na baby”,

Ukuć lepsze dla poety

Motto: „Baran na kobiety”).

 

Rośnie sława, rośnie ‘power’,

Chwali go wszak sam Sandauer!

Pod zielonym drzewem życia

Maj zaklina i wylicza.

 

Kontynenty i przygody,

Świat odkrywa w kropli wody,

A gdy spada ‒ w gwiazdy patrzy,

Z ziemią tańczy na raz, dwa, trzy.

 

Z otwartymi dom ścianami

Sam buduje (tu wtrącenie:

Z Ziemianinem żadnej wojny!)

W dolinie ludzi spokojnych.

 

Koncert gra dla nosorożca,

Scenopisem wieczni Mrożka,

I jak wyobraźni tragarz

Dźwiga nowych wierszy bagaż.

 

Ranek sławi „Hymn poranny”,

Stan miłosny… przerywanny,

Wody płyną, płyną wody,

Wiek już jakby odlotowy…

 

Szczęście, to w czapce niewidce,

Po cieniutkiej kroczy nitce,

I choć stan ten to nie feta,

Wciąż się kręci szans ruleta.

 

Tłumaczą go na angielski,

Hebrajski, niemiecki, szwedzki

Rosyjski, hiszpański… i tak

Jeszcze z dziesięć by wyliczać.

 

Wiersz jak miód z ust Ani płynie,

Czyta młodzież w Borzęcinie,

Czyta Trela, czyta Górka,

Orzechowski, Maj i Duszka.

 

SDM Barana śpiewa,

Jan Kanty i Kalisiewicz,

Pod Budą, Paluch Beata,

i Adamiak, i Banaszak.

 

Z Barana piszą maturę,

Na Fejsbuku chwalą chórem

Jego wiersze; co do wierszy ‒

Wśród poetów Baran pierwszy!

 

Cuda plotę niepojęte?

W takim razie czas na pointę:

Widzę żeście aż pobledli ‒

Wszystko to jest… w Wikipedii!

11 X 2024

U PIOTRA SPOTTKA „POD WIELKIM DACHEM NIEBA”

 24 lipca wystąpiłam ze Zbigniewem Paprockim w 50 audycji

Piotra Spottka z cyklu „Pod wielkim dachem nieba”  w Radiu

Szafir na kanale Muzyczna Cyganeria.

Przeczytałam kilka moich wierszy, opowiadałam o działającym

od 15 lat Kole Literackim „Anima”. Były m.in.

piosenki o Sieradzu i moja ulubiona „Nevada” do wiersza

Józefa Barana​. Zabrzmiała też piosenka moim tekstem

pt. „W Tubądzinie”. Zapraszam do posłuchania:

 

Józef Baran – „Wierszowisko”

W dzisiejszym wydaniu „Dziennika Polskiego” Józef Baran zamieścił moje utwory w „Wierszowisku”:

http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/wierszowisko,9937402/

O mojej poezji napisał: 

W krakowskim pubie „Kuranty”, gdzie odbywają się spotkania autorskie, słuchałem ostatnio wierszy Marii Duszki, autorki ośmiu zbiorków, tłumaczonej na kilkanaście języków. Mieszka w Sieradzu. Pisze wiersze skondensowane, zaskakujące i zapadające w pamięć. Przypomina się poetyka Anny Świrszczyńskiej, którą tak lubił Czesław Miłosz. Podobne uwrażliwienie na ludzką krzywdę, celność metafory, oszczędność środków wyrazu, brak ozdobników. Jest bystrą, antysentymentalną obserwatorką życia, opisuje często podszewkę rzeczywistości, wystrzega się poetycznego banału, co nie oznacza, że nie potrafi też przywołać do swoich liryków wzruszających scen z wiejskiego dzieciństwa. Umiejętnie zderza styl niski z wysokim, sacrum z profanum, przez co jej wiersze są żywe, bliskie życia.

MARIA DUSZKA

***

za nami wieczność

przed nami wieczność

jesteśmy tu tylko na chwilę złapani w pułapkę życia

 

***

mglisty grudniowy wieczór

błotnista wiejska droga

twój pocałunek

– dowód na istnienie Boga

 

***

Skąd się biorą poetki?

B.

 

byłam dziewczyną

z niedobrego domu

ale z podwórza wychodziło się do świętej brzeziny

ale przez okno podawały nam swoje kwiaty

bujne czerwone róże

a mama często nuciła piosenki

(i powiedziała mi kiedyś

że chyba zwariowałaby

gdyby nie mogła śpiewać)

 

wszystko obróciło się w poezję

 

***

Rozmowa telefoniczna na dobranoc:

– Trzymaj się!

– Czego?

– Mojej miłości.

JÓZEF BARAN pisze o mnie w dzienniku pt.”Przystanek marzenie”:

 

„Czy są wyjątki od reguły? Pewnie tak. Także

wśród najmłodszych. Myślę na przykład

o krakowskich młodziutkich poetkach: Małgosi

Lebdzie, Beacie Kurek, Kamili Szutowskiej.

O 19-letnim niezwykle uzdolnionym Rafale

Szopie z Legnicy. Myślę o Tadku Dąbrowskim

z Gdańska, o Szymonie Babuchowskim

z Katowic. Czy o najstarszym z nich – bardzo

utalentowanym –  Tomaszu Różyckim.

Niedawno czytałem interesujące tomiki mało

znanych poetów: Marii Duszki z Sieradza,

Jadźki Maliny z Trzebuni, Krzysztofa Lesińskiego

z Sopotu, Jana Kirsza z Krakowa, Andrzeja

Mularczyka z Ostrzeszowa. Są oni niekiedy

ciekawsi od ufryzowanych podług obowiązującej

mody (która za chwilę wyjdzie z mody)

sławniejszych kolegów z wielkich miast, którzy

wydają rok po roku tomiki, bez względu na to,

czy mają coś do powiedzenia, czy nie.”

 

CZTERY ŚCIANY WIERSZA

Od kilku lat na łamach ukazującego się w Sieradzu kwartalnika „Siódma Prowincja” redaguję cykl p.t. „Cztery ściany wiersza”. Tytuł kolumny jest cytatem z wiersza Jana Zycha, jednego z moich ulubionych poetów. Oto ten utwór w całości:

DOM

Ponad dachami zegary z wież biją w moje okno.

Nic mnie w tej poczekalni przed nimi nie zasłania.

Trzeba stąd uciekać, uciekać,

bo to niedobre miejsce do mieszkania.

Muszę inne jakieś miejsce znaleźć,

choćby było nie większe niż złożone dłonie:

cztery ściany wiersza jedyny mój dom prawdziwy,

bo zawsze mieszka się tylko po wewnętrznej stronie.


W „Czterech ścianach wiersza” prezentuję twórczość  współczesnych poetów polskich. Dotychczas byli to: Agnieszka Jarzębowska, Anna Michalska, Józef Baran, Wojciech Boros,  Marek Czuku i Arkadiusz Frania.


Ś N I Ł E M   S I Ę   T R A W O M

JÓZEF BARAN – poeta z Borzęcina. Choć od lat mieszka w Krakowie. W młodości przez pewien czas był górnikiem. Potem pracował jako nauczyciel i dziennikarz. Jest autorem kilkudziesięciu książek. Wydał m.in. tomiki poetyckie: „Skarga”, „Na tyłach świata”, „W błysku zapałki”, „Dom z otwartymi ścianami”, „Taniec z ziemią”, „Tylko aż: only so much” (w języku polskim i angielskim), „Rondo”, wywiady a artystami: „Autor, autor” i „Tragarze wyobraźni” oraz dzienniki: „Koncert nosorożca” i „Przystanek marzenie”. Laureat wielu nagród, m.in. Stanisława Piętaka, Andrzeja Bursy a także Fundacji Kościelskich i Funduszu Literatury. W „Moim dekalogu poetyckim na 2002 r. tak pisze: „Cenię poetów, którzy sytuują człowieka na tle nieba, przyrody, przestrzeni, operują nazwami własnymi.(…) Lubię w poezji oryginalny, świeży obraz, jego ekspresyjność, ale także dyskretną muzyczność.(…) Pierwsze przykazanie literatury – nie nudzić!”


UCZĘ SIĘ OD MRÓWKI

gdy znów cel z oczu tracę

bo wydaje mi się

że wszystkie nasze ziemskie starania

diabła warte

przyglądam się z podziwem

anonimowej mrówce

tej miniaturowej

kulturystce losu

taszczącej pod górkę

ziarnko Wiary

z taką determinacją

jakby to od niej

miało zależeć

czy Ziemia będzie się nadal

kręcić

Borzęcin, 26 maja 2006


BEZSZELESTNIE

bezszelestnie

otwarły się okiennice snu

i ze wszystkich stron powiało tęsknotą

na parapecie

usiadł biały kruk bezsenności

czy to ty myślałaś o mnie

w środku nocy

OT TAK

cuda zdarzają się nawet

na przystankach autobusowych

w Forte dei Marmi

przelotny

sprzedawca parasolek

z czarnej planety Etiopii

po paru minutach wspólnego milczenia na ławce

zaufał mi w uśmiechu swój bagaż

i pogwizdując

oddalił się w stronę bistra

pomyślałem

jeszcze nie wszystko stracone

jeśli obcy człowiek bez słowa

ot tak

bierze drugiego za swego

to kto wie może tego świata

nie trafi tak prędko szlag

x  x  x

a najbardziej jestem poetą

ludzi nieśmiałych

tych z osikowym liściem uśmiechu

przylepionym do warg i drżącym

za każdym silniejszym

podmuchem słów

tych ubogich krewnych duńskiego

królewicza Hamleta

którzy mają złą dykcję

i choć za każdym krokiem mówią

być albo nie być

czynią to tak po cichu i niepewnie

że żaden Szekspir  z tego

nie zrobił jeszcze tragedii

ho ho kto tam wie

co w nich małych drzemie

i na świat nigdy gęby nie otworzy

jacy zaklęci śpiący rycerze

czekają w nich na głos trąbki

aby spaść

z furkotem orlich skrzydeł

i wyzwolić okupowane

od urodzenia przez wrogie straże

bramy ust

ZIMA

niezmordowany pochód płatków

przez pustynne przestrzenie

pomiędzy niebem a ziemią

jakby wojska zimy

szły i szły i szły

chcąc wyzwolić nas

od tyranii szarości

lub niebo słało ziemi

błahe telegramy

chcąc wyjawić Tajemnicę

lecz my słyszymy tylko

wielomówny szept dzieciństwa

gdy życie było

nieznanym listem

w zalakowanej

świątecznymi śniegami kopercie

(Siódma Prowincja  2009, nr 1-2 s. 38)