Od kilku lat w Diecezji Kaliskiej w Wielkim Tygodniu organizowana jest droga krzyżowa środowisk twórczych. W związku z tym wydawana jest antologia, w której publikowane są wiersze i refleksje artystów związanych z Kaliszem i Ostrowem Wielkopolskim. W tym roku i mnie zaproponowano udział w tej publikacji.
Kazimierz Kochański redagujący stronę Związku Literatów Polskich poprosił mnie niedawno, abym napisała artykuł o audycji Pod Wielkim Dachem Nieba. No to napisałam.
We wstępie do 11 numeru rocznika kulturalnego „Piosenka” redaktor naczelny Jan Poprawa napisał: „Maria Duszka, świetna dziennikarka i poetka z Sieradza, poświęciła wiele pracy portretom Henryka Szopińskiego, Krzysztofa Cwynara, Tomasza Kordeusza, Stanisława Klawego i Wojciecha Gęsickiego.”
Kocham polskie piosenki. Podziwiam ich twórców i wykonawców. Dlatego ostatnio robię z nimi wywiady, piszę o nich artykuły i eseje. Właśnie ukazał się 11 numer wydawanego przez Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu „Piosenki”. A w nim cały mój rozdział siódmy: 5 artykułów na 27 stronach (263-289) o: Tomku Kordeuszu, Krzysztofie Cwynarze, Henryku Szopińskim (kiedy robiłam z nim wywiad jeszcze nie był posłem na Sejm), Wojtku Gęsickim i Stanisławie Klawe. No i jestem już w gronie współpracowników pisma.
Na łamach czasopisma „Czytanie literatury. Łódzkie Studia Literaturoznawcze” doktor nauk humanistycznych Audinga Peluritytė-Tikuišienė z Uniwersytetu Wileńskiego recenzuje opublikowaną w Polsce dylogię Birutė Jonuškaitė. W bibliografii wymienia m.in. moją recenzję „Maranty” opublikowaną na łamach „Gazety Kulturalnej”.
Mój artykuł opublikowany na łamach „Kalejdoskopu” (2002, nr 7-8 s. 29)
Piorunów leży na granicy powiatu łaskiego i zduńskowolskiego, w odległości około 3 kilometrów od Kwiatkowic. Niewiele osób wie, że w tutejszym dworze powstawały fragmenty „Nocy i dni”. Właścicielem Piorunowa w okresie międzywojennym był Lucjan Niemyski. Jego ojciec, Leon, był fabrykantem i socjalistą. Wydawał i współredagował tygodnik „Ogniwo”. Zaprzyjaźnił się wówczas ze Stanisławem Stempowskim, pisarzem, Wielkim Mistrzem polskiej loży masońskiej, późniejszym towarzyszem życia Marii Dąbrowskiej.
Po raz pierwszy pisarka przyjechała do Piorunowa 14 kwietnia 1927 r. Pod tą datą notuje w „Dzienniku”: „O pierwszej w południe wyjeżdżam z Paneńkiem (tak nazywała Stempowskiego – przyp. M.D.) i senatorem Posnerem do Piorunowa do pp. Niemyskich.” Pod koniec następnego roku Dąbrowska zapisała: „21 grudnia wyjechaliśmy ze Stachem do Piorunowa (…). Opracowałam tam czwartą redakcję pierwszych siedmiu rozdziałów mojej powieści. Ale to już chyba będzie redakcja ostateczna.” Ponownie przebywała tutaj jesienią 1933 r. „Rano o siódmej z panem Lucjanem w Woli Łoguckiej (powinno być Łobudzkiej – przyp. M.D.), gdzie młynkowano owies z łubinu. Młynkowałam sama przez pół godziny. Potem wróciliśmy do Piorunowa na śniadanie, a o dziewiątej pojechaliśmy do Szadku, gdzie ładowano owies do wagonów na dostawę dla wojska. Tym razem był z nami Maksencjusz, który pokazał mi w szadkowskim kościele bardzo ciekawe średniowieczne freski, odgrzebane świeżo spod tynku.” – zapisała 21 października. Podróżując do Szadku i z powrotem, pisarka uczyła się jeździć samochodem Niemyskiego. Choć nie obyło się po drodze bez kilku lekkich „wpadek”, wyprawa ta sprawiła jej dużą przyjemność. Dwa dni później zanotowała: „Dziś rano byłam przy drenowaniu podwórza (głównie o to drenowanie mi idzie, bo Bogumił ma drenować Serbinów) – następnie przy kopaniu marchwi pastewnej. Było zimno, ręce marzły przy robocie.”
Po raz ostatni pisarka była w Piorunowie tuż przed wybuchem wojny, w czerwcu 1939 r. W czasie okupacji Dąbrowska i Stempowski cierpieli biedę. Mieszkający wówczasw Podkowie Leśnej Niemyscy pomagali im ofiarowując żywność i węgiel. Z kolei po wojnie dawni właściciele Piorunowa znaleźli się w trudnej sytuacji i wtedy Dąbrowska wspomagała ich finansowo.
Dwór w Piorunowie do lat 70-tych zamieszkiwali pracownicy PGR-u. Potem został odrestaurowany i zorganizowano w nim ośrodek kolonijny sieradzkiej Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej. Od początku lat 9O-tych obiekt przechodził z rąk do rąk kilku kolejnych prywatnych właścicieli. (…)
Za dworem znajduje się staw, na którym każdego roku kwitną nenufary. Właściciel stawu twierdzi, że rosną tutaj od kiedy pamięta. Kto wie, może słynna scena z Toliboskim zrywającym dla Basi nenufary, przyszła pisarce do głowy właśnie w Piorunowie…
A poniżej mój artykuł opublikowany na łamach pisma „Region to my” (1999 nr 6, s. 24)
Mój artykuł TAM JESZCZE KWITNĄ NENUFARY na łamach pisma REGION TO MY