Kategoria: POLECAM
Recenzja najnowszej powieści „Maranta” litewskiej poetki i pisarki Birutė Jonuškaitė. Birutė jest także tłumaczką moich wierszy na język litewski.
Birutė Jonuškaitė (BIRUTA JANUSZKO) urodziła się w 1959 r. na Sejneńszczyźnie. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Wileńskim. Po studiach pracowała w suwalskich „Krajobrazach”, potem zamieszkała w Wilnie. Siedem lat była redaktorem naczelnym popularnego na Litwie czasopisma „Rodzina”. Od 1994 r. jest członkiem Związku Pisarzy Litwy. Przez rok pełniła obowiązki sekretarza Zarządu, a od grudnia 2003 r. jest wiceprezesem Związku. Pisze opowiadania, powieści i wiersze, tłumaczy literaturę polską na język litewski. W swoim dorobku ma piętnaście własnych książek.
Jest laureatką pięciu prestiżowych litewskich nagród literackich za najlepszy utwór prozatorski roku (1989, 1996, 2002, 2006, 2009). W 2004 r. otrzymała Nagrodę Ministerstwa Kultury Litwy za twórczość publicystyczną z dziedziny kultury, a w 2006 r. Nagrodę im. Witolda Hulewicza za zbliżenie literatury polskiej i litewskiej.
- Jonuškaitė w odradzającej się Litwie jako pierwsza zaczęła tłumaczyć Cz. Miłosza. Na początek był to fragment „Doliny Issy”, który ukazał się w czasopiśmie Santara ( 2/1989). Potem przetłumaczyła „Autoportret przekorny Czesława Miłosza” (Wyd. Alma littera, Wilno 1997) oraz napisała książkę o nobliście „Nasz poeta”, do której materiał zbierała przez długie lata. W jej dorobku translatorskim jest wiele przekładów twórczości W. Szymborskiej, T. Różewicza, W. Kuczoka, I. Karpowicza, M. Janion, M. Ławrynowicza, J. Szubera, J. Dehnela i innych.
Birutė Jonuškaitė czasami pisze także po polsku. Jej opowiadania i wiersze wielokrotnie były drukowane w polskich czasopismach literackich. Ostatnio (w 2014 r.) ukazały się w „Toposie”.
Mamy nadzieję, że twórczość oraz osoba Birutė Jonuškaitė zainteresuje polskich wydawców, autorka jest bowiem jedyną Litwinką z Polski, która w ciągu ostatnich stu (a może nawet dwustu lat) stała się znaną pisarką na Litwie (i nie tylko) i ciągle prowadzi aktywny dobrosąsiedzki dialog literacki między narodami polskim i litewskim. Jest czytana po angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, rosyjsku, gruzińsku, tymczasem w Polsce, której barwny region sejneński stanowi tak ważny element pisarstwa Jonuškaitė (pełna tajemniczych wątków miłosnych dwutomowa powieść „Wielka wyspa” przedstawia całą historię dworu w Sejnach), nikt dotąd nie podjął próby zainteresowania czytelników życiem Litwinów na terenie Polski. A jest to przecież bardzo interesujący świat, przynajmniej ten w powieściach Jonuškaitė. Zwłaszcza że przez krytyków i literaturoznawców pisarka nazywana jest mistrzynią literatury zmysłowej – subtelnej, wysmakowanej, tej, o której litewscy badacze piszą swoje rozprawy naukowe.
Jesienią ukazała się nowa rewelacyjna powieść Jonuškaitė „Maranta” i od razu trafiła na listę pięciu najlepszych książek litewskich 2015 roku.
Oto fragment:
„Czyż może być zła dobroć dłoni wędrująca po wydmach twego ciała niczym leniwy wielbłąd przez pustynię Wadi Rum o zachodzie słońca, wieczne kołysanie się garbów ponad linią horyzontu, na purpurowym niebie, ten sam od tysiącleci jedwabny szlak, i pozostawiona gdzieś daleko świadomość, że w czarnym cieniu jest też bezimienny Beduin, albo i sam Abraham, przemawiąjący do ciebie łagodnie ustami Husama: „«Wiem, że jesteś urodziwą kobietą; skoro cię ujrzą Egipcjanie, powiedzą: to jego żona; i zabiją mnie, a ciebie zostawią przy życiu. Mów więc, że jesteś moją siostrą, aby mi się dobrze wiodło ze względu na ciebie i abym dzięki tobie utrzymał się przy życiu»“. Byłaś już siostrą, byłaś też trzy dni i trzy noce kochanką „faraona“, któremu okazałaś niespodziewaną dobroć, wysłuchawszy go do końca, gdy łamaną angielszczyzną opowiadał ci całe swoje życie, lepkie i oślizgłe od namiętności, od grzechów, od klęsk, od niewyczerpanej żądzy wciąż nowych i nowych doświadczeń, przyjęłaś jego nagłą bezwstydną szczerość jako nadzwyczajną łaskę, jako stan, w którym nieważne są ani przyczyny, ani skutki, w którym istnieje tylko jedno jedyne pragnienie, by to trwało, pragnienie, które kazało ci bluźnić Niech nie wstaje dzień, niech nie wstaje dzień… To pragnienie znów wypełnia cię od koniuszków palców po czubek głowy i rozwiązuje ci usta, każe bezustannie mówić Husamowi, jaką łaską może być zetknięcie dłoni, kiedy mężczyzna pragnie nie tylko ciemnej słodyczy kobiecego ciała, kiedy dusze niczym lniane nici w tkanym przez matkę suknie łączą się w pełen jednolity wzór, dusze, co nie pamiętają nadanej im płci, nie pytają, czemu się spotkały, nie wiedzą, kto i dlaczego tak mocno je splótł, ani ile mają lat, ani dokąd znów zbłądzą, ale świetnie rozumieją, że takie obnażenie się, takie odsłonięcie przed drugim człowiekiem jak przed Bogiem jest nadzwyczajną łaską. Moja dusza to ogromne sukno, można na nim pisać, malować, tylko kto to wszystko odczyta? Kto?“
Może Ty, uważny czytelniku?
***
To fragment powieści Birutė Jonuškaitė „Maranta“, w której od samego początku życie walczy ze śmiercią, żywiołowa radość istnienia wystawiana jest na najcięższe próby, a losy bohaterów naznaczone tak ostrymi i niespodziewanymi zakrętami, że lektura tej fascynującej książki przebiega w nieustannym napięciu aż do ostatniej strony. Autorka „Wielkiej wyspy“ tym razem przekracza granice geograficzne swojego rodzinnego regionu, przestrzeń powieściowa jest w „Marancie“ bardzo rozległa – akcja toczy się nie tylko na pograniczu polsko-litewskim, ale także w Warszawie, Paryżu, Ameryce i Jerozolimie. Jonuškaitė zręcznie dobiera detale, za pomocą których znakomicie oddaje specyficzny koloryt wszystkich przedstawianych miejsc, styl życia ich mieszkańców, charakterystyczny klimat społeczny i duchowy. Pisarka zna kraje i miasta, o których pisze i świadomie umieszcza w nich swoich bohaterów. Jej postaci są wyraziste, szczególnie matka głównej bohaterki, Dominika, uosabiająca prototyp Dzuczki (mieszkanki południowego regionu etnograficznego Litwy zwanego Dzukią) – kobiety silnej, głęboko przywiązanej do swoich korzeni i swojej gwary. Dzukowanie Dominiki to unikatowe oraz niezwykle barwne znamię tego regionu, rzadko występujące w literaturze litewskiej. A zatem już choćby tylko z uwagi na język „Maranta“ jest powieścią nietuzinkową. Dowodzi znakomitego słuchu językowego oraz kunsztu pisarskiego Jonuškaitė, której piękny i oryginalny styl tak często podkreślają w recenzjach krytycy. Na tle coraz bardziej potocznych, ubogich stylistycznie współczesnych tekstów literackich proza tej autorki zdecydowanie wyróżnia się swoją warstwą słowną. Ponadto porusza ona mało dziś modne w literaturze problemy, takie jak: relacje rodzinne, odpowiedzialność, poświęcenie dla drugiego człowieka, cierpienie, rozpacz oraz odwieczne pytanie o istotę miłości.
Warto dodać, iż Birutė Jonuškaitė chętnie uczestniczy w prezentacjach swoich książek, robi to z wdziękiem i elegancją. Ma wieloletnią praktykę w kontaktach nie tylko z dorosłymi, ale także z młodzieżą, ponieważ na Litwie często jeździ na spotkania do szkół, również polskich na Wileńszczyźnie.
Właśnie ukazał się debiutancki tom wierszy kaliskiego poety
Jakuba Pokojowczyka. Polecam tę książkę – jako autorka wstępu.
A oto jeden z utworów J.P.:
A GDYBY TAK
a gdyby tak zacząć od końca?
wyjść z ciemności
i czekać z boku aż pogrzeb się nie odbędzie
później
być emerytem
spacerować
pochować bliskich
znać dobrze swojego lekarza
i mieć bardzo dużo czasu na przemyślenia
po tym wszystkim
iść do pracy
szkoły
bywać autorytetem dla własnych dzieci
i jak to się mówi mieć czas
by się wyszumieć
i znów później
bawić się w przedszkolu w dorosłe życie
na samym końcu
się urodzić
i być mądrym jak nikt na tym świecie!
Od Izabeli Iwańczuk ze Słupska otrzymałam jej najnowszy tomik p.t. „Perły wieczne” wydany przez „Mamiko”. A w nim takie m.in. wiersze:
PORTRET
dużo lepsza od najlepszego wiersza
nie jest dumna chociaż urodziła
poetkę przeżyła niejedno i niejednego
nie ma zmarszczek na sercu
z wojny umie wybudować dom
jej kości mają zapach kościoła
zna każdą z nieopisanych gwiazd
księżycem uśmiechu potrafi ocalić wszystko
zaskakuje bardziej niż trafna puenta
nim dopłynie do brzegu
zmieści się w łódce wiersza
WOŁACZ
chwila w mianowniku szczęścia
jest tylko jeden przypadek
wołacz miłości
tylko jeden wiersz
całuję wersy twoich brwi
idę w słońce po winogrona
POLECAM…
Właśnie otrzymałam od Marka Czuku jego nowy, świetny wybór wierszy p.t. „Nietrwała kompozycja: wiersze metafizyczne i religijne”. Książka ukazała się w działającym w Ostrowie Wielkopolskim wydawnictwie Republika Ostrowska – jako pierwszy tom serii „Biblioteka świętego Grzegorza z Nazjanzu”.
Marek Czuku
Po drodze
1.
Jeszcze trochę pod górę.
Postrzępiona zieleń przeistacza się
w miękki, lekko rozmazany błękit.
W słońcu słychać dzwoneczki.
Skręcamy ku Dziurze.
Zszarzałe skały spływają
w monotonny potok
(całą noc grzmiało i padało).
Stado owiec rozbiega się –
nici ze wspólnej fotografii.
Baca cierpliwie tłumaczy:
– Teraz tu mafia inwestuje.
Biorę do ust mały oscypek.
Czuję smak soli. Kamienista droga
prowadzi do jaskini
(to nas jednak niezbyt zajmuje).
Ania boi się i biegnie w dół!
Robi się ciemno, musimy wracać.
Po drodze mijamy dwie młode
zapóźnione turystki, które
coś sobie próbują wyjaśnić.
2.
Przenika nas zieleń.
Wiatr przerzuca żółte
i niebieskie karteczki motyli.
Pachnie świeżo skoszoną trawą.
Na drodze znajdujemy
dwie martwe nornice
(pewnie to sprawka kotki Sisi)
oraz przejechaną żabę.
– To przeznaczenie – mówi Dorota…
Dochodzimy do jeziora.
Wokół skały i las. Kontury drzew
delikatnie przecinają niebo
(jakaż to doskonała kompozycja).
Dzieci bawią się na tratwie
przycumowanej do brzegu.
Ich śmiech pulsuje na wodzie
jak te dziwne owady podobne do ważek.
Pędzą drobne tamponiki chmur.
Nieruchomieje rozlane mleko.
Wata. Małe jabłuszka.
I kilka żmijek za szopą.
3.
To wszystko jest.
I las, i chmura,
i biedronka.
Trzeba tylko przenieść
do domu kraj,
przewietrzyć pokój,
zasadzić orchideę.
Teraz jest inaczej.
I dobrze, że tak
jest.
„SEPIA” – NOWY TOMIK MIŁOSZA MANASTERSKIEGO –
Z AKCENTEM SIERADZKIM
Od Miłosza Manasterskiego otrzymałam niedawno wydany w ubiegłym roku tomik wierszy. pt. „Sepia”. Poeta pochodzi z Kalisza, obecnie jest dyrektorem Domu Kultury w Łomiankach. Twórczość Miłosza tak recenzuje Zdzisław Tadeusz Łączkowski:
„Proste słowa, może nawet już „zużyte” u poety nabierają ostrości, są ekspresyjne i odbanalizowane. Stają się wręcz „święte”, aby tym silniej nas wzruszać, pobudzać do refleksji i zamyślenia nad sensem trwania w świecie współczesnym. To zdumiewające, ale te słowa są odą na cześć człowieka żyjącego w lęku i pogardzie. Poeta przywraca godność jednostce, tak bardzo dziś zagubionej i osamotnionej. Autor „Sztuki czytania” proste sprawy czyni wielkimi, nadaje im wymiar ze wszech miar mądry, ponadczasowy a także serdeczny i pełen nadziei, nawet tej trudnej.”
Dwa lata temu Miłosz Manasterski był jurorem podczas Nocy Poetów organizowanej przez Koło Literackie „Anima” i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Sieradzu. Następnego dnia miałam przyjemność być przewodniczką poety i jego przesympatycznej rodziny po nadwarciańskim grodzie. Maxymilian (wówczas siedmioletni) sfotografował wtedy tatę przed „Sosna Cafe” na sieradzkim Rynku. Fotka ta znalazła się na czwartej stronie okładki najnowszego tomiku.
Otrzymałam niedawno (wydany w 1996 r.) tomik Jerzego Bilewicza
p.t. „Wiśniowy śnieg”. Za zgodą autora pozwalam sobie zamieścić
tutaj kilka jego pełnych poezji wierszy:
ZAPROSZENIE
Przyjdź, burzo dzika, do mojej burzy z odpustu
niech popróbuję ostrza twoich gromów
i czy na błyskawicy da się ugotować rosół
rozwalaj, burzo dzika, co chcesz
łam, rozstrzeliwuj, spalaj
i porównaj teraz to moje: niedołamane, niecelne, nadpalone
przyjdź, burzo profesjonalna, do mojej amatorskiej
niech to będą twórcze warsztaty – prowadź swój wykład
stara anarchistko
TRAKTAT O ŁZACH
spłacheć piachu na skraju lasu
chłopczyk nie zabrał łopatki
i już furkocą dwie rączki
już piekarnia
i mieszalnia pasz dla pluszowego ZOO
nieopodal tory
pociąg skądś – dokądś – ludzi wiezie
są piękni
dzięki swym niejasnym przeznaczeniom
chłopczyk boso po nagrzanym piasku
odciska znaki szczęścia
(innego nie ma i nigdy nie było)
lecz są i łzy
nauczycielki gorzkiego
są i łzy
Boży atrament
SŁUŻBA
Na nowo wierszy spękana obroża
i zgoda na smycz Twoją, Panie
wiem: nie powinienem szczekać bez potrzeby
łasić się – kiedy nie jesteś w nastroju
czy w garnku jest coś, Panie?
czy nalałeś do miski tej swojej zdumiewającej wody?
SŁOWO
Walczę jak świerszcz z orkiestrą dętą
jak kapelan z pijanym wojskiem
jak Noe z rozterką czy zaokrętować skorpiona
walczę jak sztukmistrz co z rąk mu wszystko leci
jak dziecko z nadmierną czułością mamusi
jak z osą co ją się okłamuje „gorzkie, gorzkie”
walczę
żeby raz uczciwie wyszeptać
„Bądź wola Twoja”
SZTUCZKA
Zawierzyłeś – świat wpełzł trochę wyżej
po słupie smarowanym pastą do spadania
na szczycie – strofa: słoik miodu
któż wie – czy nie sztucznego
Pokochałeś – i liść byś głaskał
i do słowa chcesz podejść tak niepostrzeżenie
by nie zdążyło zdradzić
„Facet z szybą” to kolejny tomik Marka Czuku. Ukazał się w szczecińskim wydawnictwie „Forma”. Wśród wielu dobrych wierszy znajdujemy taki oto przepis na dobry
WIERSZ
dobry wiersz powinien być
dobry powinien trochę
szokować nie ma sensu
pisać letnich wierszy
powinien być w miarę
logiczny ale nie za bardzo
powinien zostawiać otwartą
furtkę dla niedopowiedzeń
dobry wiersz nie musi
być piękny ale jednocześnie
nie powinna w nim
dominować brzydota
najlepsze są zgrzyty
niedopasowania i
wyłaniająca się z nich
harmonia







