Posts Tagged ‘Teodozija Zariwna. Maria Duszka’

Wiersze Teodozji Zariwnej z Kijowa (w naszym wspólnym przekładzie) zostały opublikowane numerze 1/2017 kwartalnika „Znad Wilii”.

CCF20170426_00000

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Znad Wilii” nr 1/2017

 

Teodoziję Zariwną poznałam podczas 39 Międzynarodowego

Listopada Poetyckiego w 2016 r. w Poznaniu. Mieszkałyśmy

w jednym pokoju hotelowym. Pokazała mi swoje wiersze, które

sama przełożyła na język polski. Opowiada w nich o obecnej

sytuacji  na Ukrainie, o bezsensie wojny, o lęku i cierpieniu

milionów ludzi. Jej utwory są autentyczne i bardzo wzruszające.

Teodozija poprosiła mnie o pomoc w ich dopracowaniu.

W taki oto sposób powstały prezentowane poniżej wiersze.

Najpierw kilka z nich przesłałam Józefowi Baranowi.

Bardzo mu się spodobały i wkrótce opublikował je

w „Wierszowisku” na łamach krakowskiego „Dziennika

Polskiego”:

http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/wierszowisko,11849267/

 

Potem zainteresowałam nimi Romualda

Mieczkowskiego, który również od razu przyjął je do druku.

W pierwszym tegorocznym numerze „Znad Wilii” ukazały się

wszystkie przełożone przez nas utwory Teodozji.

Zapraszam do ich lektury.

 

Тeodozija Zariwna (Ukraina) – poetka, powieściopisarka, dziennikarka, teatrolog. Ukończyła Państwowy Uniwersytet im. Iwana Franki we Lwowie i Kijowski Instytut Sztuk Teatralnych im. I.K. Karpenki – Karego. Jest redaktorką naczelną czasopisma „Kyjiw”. Autorka pięciu zbiorów poezji, pięciu powieści i kilku sztuk teatralnych, filmów dokumentalnych, prezenterka programów literackich i kulturalnych w telewizji ukraińskiej. Laureatka wielu nagród literackich. Powieść Teodozji Zariwnej „Polowanie na niebieskie ptaki” znalazła się wśród dziesięciu najlepszych w rankingu „Książka roku 2014” i przyniosła jej nagrodę „Jarosławiw wał” w 2015 roku. Jej utwory są tłumaczone na języki: angielski, niemiecki, portugalski, polski, macedoński, rosyjski, rumuński i czeski. Była uczestniczką 39 Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w 2016 r. w Poznaniu.

 

TEODOZIJA ZARIWNA

 

***

Neuroza wisi w powietrzu
jak lampa na starym sznurku.
To wędruje w klatce piersiowej gorący rdzeń
albo podstępny piorun kulisty.
Te ruiny z hollywoodzkiego thrillera:
rzeszoto dachu, paszcze zębatych okien
otchłań drzwi i przerażająca ciemność piwnic.
Wściekłe załamanie Historii,
krótkie zwarcie systemu z prefiksem post- .
W internecie zbiórka pieniędzy na operacje
i na wózki inwalidzkie.
Prognoza obiecuje twardo: wschodni wiatr historii
z gradem i „Gradami”, a nawet „Huraganami”.
Zapach kurzu i pyłu,
mnożony przez stopień niesamowitego upału,
ślepą trajektorię pocisku
i niemą, bezsilną rozpacz.
W lalce z oderwaną ręką

zaciął się mechanizm,
i ona mruga, mruga, mruga
zawisnąwszy na odstrzelonej gałęzi.

 

TYLKO NIE BÓG

Ciemność skrada się  jak wróg

z wczoraj w jutro.

Czyjaś sylwetka przepala powietrze  –

pozostaje tunel z zapachem siarki.

Infantylne gołębie na gałęzi

złożyły skrzydła.

Czasem zrywają się,

ale zdążą obudzić się w spadaniu,

podlatują spłoszone.

Kule migają rozbudzone,

jak wściekłe pszczoły,

to tu – to tam, to tu – to tam,

paraliżując i północ śpiącą,

i wieś rozrzuconą,

i czas zwichnięty.

Zachrypnięte radio

zmęczone wykręcaniem się

pomiędzy nowinami z wojny,

podwyższeniem taryf

i zawsze głodną reklamą.

Kto zapomniał o nas w mroku historii?

Kto zapomniał o nas nie od dzisiaj?

Tylko nie Bóg, tylko nie Bóg,

tylko nie Bóg.

 

***
Jednonogi mężczyzna idzie o kulach,
za nim ciągnie się ślad buta i dużo kropek,
jak nieskończone przedłużenie
dzisiejszego dnia…

Za nim wlecze się
czarna jak noc przeszłość,
przed którą nie chronią antydepresanty,
ośrodki rehabilitacyjne, a nawet kobiety.
Bo kobiet teraz nie ma. Wszystkie zniknęły,
jakby one kochały nogę,
a nie jego – przystojnego poliglotę.
On dzisiaj milczy. Wszystkie języki pochowane,
tam, gdzie pochował przyjaciół. Po co mu te języki?
Żaden nie jest w stanie opisać przynajmniej jednej bitwy
Co trwa przynajmniej jedną noc.
Co trwa…

 

***

Poezja zbyt trudna dla okopu –
mówił żołnierz – poeta.
Nawet piosenki raczej nie chcesz słyszeć.
Chyba jednego starego Gnatyuka.
Jego pianissimo, anielskie piórko
nad spieczoną ziemią i ciałem.
Co tam poezja w porównaniu z pragnieniem,
aby widzieć mamę i tatę,

czy dziewczynkę z kokardą,
co nie wymawia „ł” i „r”,
przeprosić żonę,
naprawić wszystkie błędy z przeszłości.
I dlatego trzeba wrócić,
wrócić, wrócić, wrócić.
Może nawet niecałym i uszkodzonym,
ale żywym i ciepłym.
I żeby koniecznie wiśnie,
jeszcze kwaśne, po świeżym deszczu
rwać i strzelać tylko pestkami.
I czym w porównaniu z nimi

są wszystkie białe wiersze,
ten internetowy szum nowego wieku,
co pamięta krzyki łagrów koncentracyjnych,
ryk stadionów i salwy „Gradów”,
ale nawet nie może wytrzeć łzy
na czarnym obliczu biedy.

 

PROSTE RZECZY

Proste rzeczy są najdroższe:
chleb i zeszyty w kratkę,
wiatr czyta drzewo,
przerzucając liście …
Tak nie chce się cierpieć,

chociaż płacz…
Oko śledzi za wskazówką sekundową –
dlaczego się rozbrykała, 
jak obcy żołnierze

po ziemiach, umysłach i nadziejach,
niby u siebie w domu?
Czerwone plamy na ziemi
(w rzeczywistości koniec świata,
taki konkretny dla kogoś).
Wysokie napięcie wyłącza prąd w telewizji.
Spikerze, co zbierasz z monitora
wszystkie do ostatniej litery,

napisane przez innych,
powiedz coś rzeczywiście dobrego.

Żeby kilka milionów
w końcu odetchnęło  –
słowo „nareszcie”,
proste i doskonałe,
jak lot młodych ptaków.

 

 

***
Przez zardzewiałe żyły
ciężko przebija się radość.
Czas, wielki majster
redukowania nadziei
dyktuje miejsce przebywania
między wojnami i kryzysami
i ciałami na brzegu.
Każdego dnia kogoś odnoszą
ciężkie wody historii.
I tylko kruki ostatnich wiadomości
patrzą w oczy
w poszukiwaniu łez i rozpaczy,
prawdziwej krwi dla wielkich planów,
która płynie

w naczyniu krwionośnym telewizorów –
dobry znak, aby zapamiętać

twarz szalonego świata,

który tańczy dokoła ciebie

na  żelaznych nogach.

 

 

ODNOWIONA BAJKA
To nieprawdopodobne, ale tak było.
Początek dwudziestego pierwszego wieku.
Pogodna Europa oddycha swobodnie.
Kule latają tylko w hollywoodzkich filmach.
Fale turystów przepływają granice,
nie zauważając ich w ogóle.
Papież błogosławi w Boże Narodzenie.
flagi Unii Europejskiej szczęśliwie trzepoczą
na terenie Organizacji Narodów Zjednoczonych.

To nieprawdopodobne, ale tak było.
Chłopcy osłonięci drewnianymi tarczami
i plastikowymi budowlanymi hełmami*
szli naprzód za te flagi.
Matki myślały, że oni bawią się
dla transmisji na żywo

na cały świat.
Ale świat jest mały, a kule – wielkie
i wszechpotężne.
One nie lubią drzewa i plastiku –
mają na nie alergię.  
Nie można odrywać się od matki,

jest to niebezpieczne dla życia –
szepcze stara bajka, wycierając krew.
Turyści płyną falami przez granice.
Tam, gdzie kule dyktowały swój porządek –

wiele pojedynczych krzyży z wieńcami.

I flagi usiane gwiazdami,
wskazują kierunek wiatru.

 

*W tych plastikowych hełmach, które nie chronią od kuli, chodzili chłopcy na Majdanie. Wielu z nich zginęło. Te przebite kulami hełmy stoją tam do dziś.
 

 

KOŁYSANKA DLA ZIEMI

Pada śnieg.
Bandażuje ziemię.
Śpij – zaśnij, ziemio
zraniona i wzburzona.
Zima obchodzi swoje zmartwychwstanie.
Nowy rok już się urodził.
Niech przyśni ci się pokój –
twój szczęśliwy syn w progu.
Zasługujesz na to.
Ostrożne gile
błyszczą w przezroczystym powietrzu
jak krew, która nie miała czasu wyschnąć.
Milczą by cię nie obudzić.
Żeby się nie obudził twój apetyt
i nie otworzyło się twoje głodne wnętrze,
zimne jak lód i ciemne jak noc.
Śpij, ziemio, śpij, kochana, śpij…

 

PRYWATNA GEOGRAFIA
Spacerujesz po ulicach Pragi.
Myślisz nieoczekiwanie: mogłabym tutaj żyć.
Ziemia jest tak mała –
jak uciec od niej?

Mokniesz w litewskim chutorze,
wrastając w ziemię jak brzoza lub sosna.
Mogłabym tutaj mieszkać – myślisz mimowolnie
w strumieniu upartej ulewy.

Kupujesz pomidory w cichym zakątku Wiednia –
zupełnie podobne do tych z naszego ogrodu.
Gorący austriacki bruk
tak czule trzyma twoje zmęczone stopy.

Siedzisz w chmurze francuskich perfum,
podobnie jak w lesie Boulogne,
co połączył się z tobą na zawsze
i nie puszcza od siebie w głośny dzień.

W małej polskiej kawiarni
chyłkiem wytrzesz łzy:
Takie piękne wiersze czyta ten wędrowny artysta –
nawet nie potrzebujesz tłumaczenia.

Myślisz, że możesz tu mieszkać.
Ziemia jest tak mała –
jak uciec od niej?
Naprawdę nasz wielki dom.

 

***
Między nami – przepaść.
Nie przejdziesz na obcasach
od Valentino lub bez.

Inne powietrze płynie przez żyły
bez cezu i strontu.
Inaczej wybucha myśl,
ciągnąc za sobą rój asocjacji:

wygląda jak stara kobieta koło chaty;
goni jak jeep z fałszywymi numerami;
bogaty jak chirurg po operacji;
zanieczyszczona jak woda z kranu;
nieszczęsny, jak matka w tej przeklętej wojnie.

Jak przetłumaczyć to wszystko

na język zadowolonego kraju?
Jakich znaków interpunkcyjnych
użyć dla przejrzystości?       
Czy są w ogóle takie znaki?

Słońce wschodzi i zachodzi.
Delikatna bryza rozwiewa włosy,
biorąc kroplę naszego życia
pomiędzy tymi trudnymi znakami interpunkcji.
Innej interpunkcji dla nas nie będzie?

 

***

Gdzieś pod dalekim Czortkowem
dźwięczy lipiec i „Lato z radiem”.
Niedojrzała młodość
biegnie doliną za bocianem.
W dawnym tranzystorze
śpiewają „Czerwony gitary”.
Przed chwilą skosili pszenicę,
jeszcze zielone żaby
skaczą wszystkie razem
spod słońca do rowu,
na mgnienie przez mnie przestraszone.

Wiersze białe i czarne jeszcze czekają:
wiersze gorzkie i słodkie,
przyzwoite i niezbyt,
bez oglądania się na innych,
szczęściarzy i możnowładcόw.
Dopiero dzisiaj do nich powracam.

Nie mają sensu słowa
i żadne  działania –
tak wielu znajomych
umarło w ciągu miesiąca,
aż ziemia wzdrygnęła się
strasznie i groźnie.

Nie bój się.
Przerwa na życie trwa.

 

 

Przekład: Autorka i Maria Duszkahttp://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/wierszowisko,11849267/