Posts Tagged ‘Maria Duszka – recenzje’

Agnieszka Zajdowicz o jednym z moich wierszy opublikowanych w „Toposie”

Poetka Agnieszka Zajdowicz napisała na swoim blogu „Wpół do szóstej”:

„Dwumiesięcznik Literacki „TOPOS” – marzenie każdego szanującego się w Polsce literata. 240 gęsto zadrukowanych stron (…). I wśród nich perełka, która powaliła mnie na kolana – Maria Duszka ze swoim wierszykiem:

„rodzina zmarłego

przed szpitalem

jak kruki na śniegu”

Jakub Pokojowczyk o tomiku „Galeria świat”

JAKUB POKOJOWCZYK, POETA I POLONISTA Z KALISZA NAPISAŁ

NA SWOIM BLOGU O MOIM TOMIKU „GALERIA ŚWIAT”:

Maria Duszka – Galeria świat, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2007, ISBN 978-83-205-4686-6

            Maria Duszka to poetka mieszkająca w Sieradzu. Jest także dziennikarką,

bibliotekarką i animatorką kultury. Laureatką ogólnopolskich

i międzynarodowych konkursów literackich. Jej utwory zostały

przetłumaczone na wiele języków, w tym na angielski, niemiecki,

francuski, rosyjski. Jest założycielką i opiekunką Koła

Literackiego „Anima”. W 2012 roku otrzymała stypendium

Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a rok później

Odznakę Honorową za Zasługi dla Województwa Łódzkiego.

„Galeria świat” to tomik, na który składają się bardzo krótkie

wiersze, jednak bardzo refleksyjne. Wyjątkowa poetka

i wyjątkowa osobowość. Gorąco polecam!

Józef Baran – „Wierszowisko”

W dzisiejszym wydaniu „Dziennika Polskiego” Józef Baran zamieścił moje utwory w „Wierszowisku”:

http://www.dziennikpolski24.pl/magazyny/a/wierszowisko,9937402/

O mojej poezji napisał: 

W krakowskim pubie „Kuranty”, gdzie odbywają się spotkania autorskie, słuchałem ostatnio wierszy Marii Duszki, autorki ośmiu zbiorków, tłumaczonej na kilkanaście języków. Mieszka w Sieradzu. Pisze wiersze skondensowane, zaskakujące i zapadające w pamięć. Przypomina się poetyka Anny Świrszczyńskiej, którą tak lubił Czesław Miłosz. Podobne uwrażliwienie na ludzką krzywdę, celność metafory, oszczędność środków wyrazu, brak ozdobników. Jest bystrą, antysentymentalną obserwatorką życia, opisuje często podszewkę rzeczywistości, wystrzega się poetycznego banału, co nie oznacza, że nie potrafi też przywołać do swoich liryków wzruszających scen z wiejskiego dzieciństwa. Umiejętnie zderza styl niski z wysokim, sacrum z profanum, przez co jej wiersze są żywe, bliskie życia.

MARIA DUSZKA

***

za nami wieczność

przed nami wieczność

jesteśmy tu tylko na chwilę złapani w pułapkę życia

 

***

mglisty grudniowy wieczór

błotnista wiejska droga

twój pocałunek – dowód na istnienie Boga

***

Skąd się biorą poetki?

B.

 

byłam dziewczyną

z niedobrego domu

ale z podwórza wychodziło się do świętej brzeziny

ale przez okno podawały nam swoje kwiaty

bujne czerwone róże

a mama często nuciła piosenki

(i powiedziała mi kiedyś

że chyba zwariowałaby

gdyby nie mogła śpiewać)

 

wszystko obróciło się w poezję

 

***

Rozmowa telefoniczna na dobranoc:

– Trzymaj się!

– Czego?

– Mojej miłości.

Wojciech Kass, poeta, dyrektor Muzeum K.I. Gałczyńskiego

w Praniu napisał mi w e-mailu :

„Twoim znakomitym autoportretem i zarazem ars poeticą jest

następujący wiersz:

x  x  x
fotografuję tę okolicę
tak
jak się całuje
ciało kochanego człowieka
– miejsce przy miejscu”

 

Hanna Prosnak w „Toposie” o „Freienwill”

W najnowszym „Toposie” (nr 4/2013) dr Hanna Prosnak pisze

o „Forever” Marka Czuku i moim „Freienwill”, a także o naszym

wspólnym spotkaniu autorskim w Parzęczewie koło Łodzi

 


W swoim najnowszym dzienniku p.t. „Spadając, patrzeć w gwiazdy” (Zysk i S-ka, 2013) Józef Baran wymienia mnie wśród poetów chodzących własnymi ścieżkami.

Oj, płaci się za tę pojedynczość wysoką cenę. Ale inaczej się nie potrafi. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Marek Czuku o moich wierszach:
Potrafisz w krótkich, żołnierskich słowach oddać całą skomplikowaną sytuację liryczną.

 

NA STRONIE INTERNETOWEJ DWUMIESIĘCZNIKA LITERACKIEGO „TOPOS”

O wydanym w Bibliotece „Toposu” tomie „Freienwill” Marii Duszki pisze na łamach „Gazety Kulturalnej” 9(193)2012 Leszek Żuliński: „Ten tomik przekonuje swoim autentyzmem, subtelną refleksyjnością i subiektywną siłą wyznań. Na jego drugim planie są zaś – o czym już wspomniałem – reminiscencje świata obiektywnego, tego, który towarzyszył naszemu życiu, czy chcemy tego, czy nie. Duszka zawierzyła najdalej idącej prostocie, „mówieniu wprost”, mówieniu „tak po prostu” – i to mnie ujęło.”
W czwartek 27 września br. odbędzie się promocja „Freienwill” w Centrum Informacji Kulturalnej w Sieradzu. Zapraszamy!

Leszek Żuliński pisze o moim „Freienwill” w najnowszej „Gazecie Kulturalnej” (2012 nr 9 s. 5)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Autobiografia?

LESZEK ŻULIŃSKI

Już kolejny taki tomik czytam… O pierwszym na koniec, a drugi istnieje jeszcze w maszynopisie i napisała go Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz. Pomysł jest taki: rok po roku, od roku urodzenia aż po obecny, obrazy własnego dzieciństwa, ale z szerokim tłem i klimatem kolejnych lat, w których dorastaliśmy razem z Polską i wszystkim, co się działo w nas i wokół nas. Osobliwa biografia wewnętrzna i zewnętrzna, wierszowane annały własnego życia z jego pejzażami wewnętrznymi i „eksterytorialnymi”.

Maria Duszka wydała właśnie taki tomik w serii dwumiesięcznika „Topos” (pismo to – jak wiadomo – zawsze drukuje i dołącza do kolejnych numerów dwa tomiki; książka Duszki ukazała się wraz z numerem sierpniowym). Wiersze są tytułowane kolejnymi latami. Tak więc pierwszy to 1960, potem 1961, 1962 i tak aż do 2010. Ciekawy pomysł, no nie? Nawiasem mówiąc, powinien on być kontynuowany przez autorów co dwie, trzy dekady… – ech, zostawić tak po sobie taką specyficzną, poetycką kronikę całego życia… U Duszki pierwszy wiersz (1960) brzmi tak: moja mama / wydała mnie na świat // (urodziłam się / w najokrutniejszym miesiącu // urodziłam się poetką / w rodzinie rzeźnika) // moja mama jest dobra / łagodna / i prostolinijna / jak dziecko // nie mogę jej mieć za złe / że mnie wydała światu natomiast wiersz ostatni (2010) to zapis autorki o jej udziale w niemieckim festiwalu poetów polskich: Polnischer- Sommer / – festiwal chmur i tęcz / przelotnych opadów / i uśmiechów słońca // centrum Hamburga tętniło muzyką / i spokojnie kwitły słoneczniki Szlezwiku // przeciw cieniom samolotów / w Bundesfeiertag // na przekór szalonemu wiatrowi / na nadmorskich wrzosowiskach // przeciw odwiecznej polsko-niemieckiej / – nasza pokojowa misjo poetycka. Tak wygląda ta „klamra”, te ramy „sprawozdania” z 50- letniego życia… Cymes jednak – moim zdaniem – kryje się nie w tych dwu wierszach, lecz w wielu, które między nimi… Zaskakujące zapisy, konstatacje, refleksyjki, wielekroć zupełnie „drugorzędne” impresje i wspominki, ale właśnie oddające „interior” pamięci i smakowite drobiażdżki, z których składa się całe nasze życie, ech!, życie… Np. rok 1979: z czego / składa się / samotność? // z pustki. Albo rok 2006: co się stało z naszą szkołą? // puste klasy / wybite szyby / – wygląda jak po wojnie // nienaruszona stoi tylko / ta metalowa barierka / na której po raz pierwszy / pocałowałeś mnie / nie całując. Dominują epigramaty. To dobrze – przebłyski, okazujące się po latach czymś ważnym. Takie szumy, zlepy, ciągi, a w tej potłuczonej mozaice czas czasami umie przeglądać się najlepiej. I – czytając ten tomik – nieustannie pamiętajmy, że nie jest to historia półwiecza, lecz osobista historia „epizodów”, a z nich, właśnie z nich składa się na ogół coś więcej niż „biografia uporządkowana” i faktograficzna. Nie chcę tego tomiku przeceniać, nie chcę twierdzić, że Duszka jest w ścisłej czołówce swoje pokolenia poetyckiego. Jednak napisała coś, co zrobiło na mnie wrażenie. Sparafrazuję słowa pewnego poety: to był strzał, który poderwał we mnie chmarę śpiących wróbli! Dlaczego? Otóż czytam coraz więcej tomików prześcigających się w „nowej dykcji”, szukających skomplikowanych struktur słownych, wyszukujących odniesień i skojarzeń, które koniecznie trzeba znać, żeby wiersz zrozumieć. Szyfry są coraz bardziej skomplikowane, niepowtarzalne i nie do końca czytelne nawet dla wyrobionego czytelnika. Nie mam, oczywiście, nic przeciw tym poszukiwaniom, ale też sądzę, że częstokroć dajemy się nabierać „nowej dykcji”, bowiem „nie wypada” udawać, że jej nie rozumiemy. Ostatnio przeczytałem kilka tomików, które uważam za dobre, jednak nie chcę o nich pisać tylko dlatego, że jest mi obcy ich timbr, ich język tak osobny, że aż nazbyt osobny, bym się z nim utożsamiał. Mody życia literackiego wyzwalają bezkrytyczną na nie modę. We mnie z tego powodu narasta tęsknota za prostotą, a prostota – jak wiadomo – nie oznacza prostactwa. Kwestia „języka osobnego” to też zresztą pojęcie względne. Czyż nie miał go np. Grochowiak? I on do dzisiaj jest bardziej rozpoznawalny w poezji tamtego czasu niż osobni na słońcach swych autorzy nowych roczników. Maria Duszka dała sobie spokój z tego typu ambicjami. Czy tym samym przekreśliła swoje szanse? Ależ nie! Ten tomik przekonuje swoim autentyzmem, subtelną refleksyjnością i subiektywna siłą wyznań. Na jego drugim planie są zaś – o czym już wspomniałem – reminiscencje świata obiektywnego, tego, który towarzyszył naszemu życiu, czy chcemy tego, czy nie. Duszka zawierzyła najdalej idącej prostocie, „mówieniu wprost”, mówieniu „tak po prostu” – i to mnie ujęło. I jeszcze jedno: to już siódmy zbiór wierszy tej autorki. Jest on poniekąd i być może reakcją na tomik Marka Czuku pt. Forever, który także ukazał się nakładem „Toposu” (w roku 2010). Krzysztof Kleszcz pisał o nim: Powstała specyficzna autobiografia – migawki, chwilomyśli. Właściwie – proza życia, która staje się poezją, dopiero wtedy, gdy pojawi się w naszym umyśle konstatacja: „tamten świat uleciał, błahe to nasze życie”. Myślę, że po książkach Czuku, Duszki i zaanonsowanej tu Tomczyszyn- Harasymowicz pomysł już nie powinien być kontynuowany przez innych. Ta trójka zrobiła sporo, inni naraziliby się na epigoństwo. Choć warto się nie bać powrotu do prostoty – ona nigdy epigoństwem nie będzie! Maria Duszka Freienwill, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2012, s. 62.

 

http://literci.cba.pl/?p=94

 

 

RECENZJA POLSKO-NIEMIECKIEGO TOMU WIERSZY P.T. „UWALNIAM PTAKI – SNY” UKAZAŁA SIĘ W NAJNOWSZYM „TOPOSIE” (2011, nr 6 s. 166-167)

Czy istnieje poezja kobieca?

Uwalniam ptaki – sny to kolejna, dwujęzyczna publikacja Koła Germanistów przy Katedrze Literatury i Kultury Niemiec, Austrii i Szwajcarii Uniwersytetu Łódzkiego. Działalność Koła, rozpoczęta w 2003 r. z inicjatywy studentów ówczesnego trzeciego roku filologii germańskiej, obfituje w tłumaczenia twórczości prozatorskiej i poetyckiej zarówno autorów niemieckojęzycznych, jak i polskich. Doktor Małgorzata Półrola, sprawująca pieczę nad każdym z projektów i wspomagająca młodych tłumaczy swoim doświadczeniem i talentem, niniejszy tom rozpoczyna rzeczową i bogatą w fakty, dotyczące działalności Koła Germanistów, przedmową oraz omówieniem twórczości prezentowanych autorek. Wstęp dopełniają: interesujący wywód Reinharda Grossmanna, współautora wyboru, O konieczności i granicach przekładu liryki, wprowadzający w problematykę i rolę przekładu, a także, z konieczności krótkie, ale bardzo istotne i wnikliwe, wpisujące się ciekawymi wnioskami w toczoną od lat dyskusję, rozważania autorki wstępu zatytułowane Czy istnieje poezja kobieca jako odrębny gatunek liryki?.
Te wszystkie starania, jak również dobór wierszy i autorek, czynią z tej książki ważny i doniosły głos, dotyczący zarówno problematyki poetyckiej i translatorskiej, jak i myślenia o współczesności.
Autorki zamieszczonych w wyborze liryków, pochodzące z różnych generacji i różnych krajów: Gerlinde Grossmann jest Niemką, Maria Duszka i Magdalena Forusińska pochodzą z Polski, naznaczone odmiennym typem, mimo sporych różnic, doświadczenia mają wiele wspólnego ze sobą. Jest to przede wszystkim wyczulenie na dramatyzm i piękno egzystencji, a w metaforyce – funkcja, jaką w ich wypowiedziach pełni obraz przyrody. Gerlinde Grossmann, poprzez pozornie sielankowe opisy, ukazuje antynomie istnienia. Nieustanne napięcie mroku i światła, chłodu i ciepła, brzydoty i piękna, rozpadu i trwania, dialektykę sił z człowiekiem w samym ich środku: „wilgotny księżyc wypływa/ z oczu które zapomniały/ jak dotknąć jego blasku/ zważyć jego srebro”.
Maria Duszka szuka w przyrodzie utraconej harmonii, dostrzegając jednocześnie degradację spowodowaną cywilizacyjnymi poczynaniami: „w czas kwitnienia wiśni/ Japończycy/ nie pracują/ świętują// nawet w centrach wielkich miast/ siedzą przez kilka dni/ pod kwitnącymi drzewami// nie żal im upływającego czasu/ (…)// na moim osiedlu/ bez potrzeby/ wycięto piękny stary sad// sąsiedzi mówią/ że teraz wreszcie będzie tu porządek”. Świat natury jest jej bliski, bardziej niewinny, a kontemplując jego urodę, czuje dotknięcie Boga. Chroni się w nim przed cierpieniem doznawanym od ludzi. W poezji Magdaleny Forusińskiej przyroda ukazywana jest fragmentarycznie i dla ilustracji jakiejś refleksji lub stanu uczuć, jak w wierszach o „upadłych liściach” i „kwitnących w zachlapanym błotem świecie jabłoniach”: „gdy liście/ spadną/ z drzew/ to nie ma/ znaczenia/ czy ktoś/ je depcze/ czy nie”.
Wojenne dzieciństwo Gerlinde Grossmann zapewne miało swój wpływ na postrzeganie rzeczywistości, czego najbardziej bezpośrednim wyrazem są utwory nawiązujące do wojennej tematyki: niepokalany błękit i hiroszima, w których w oszczędny i wyważony sposób ukazuje pejzaże grozy. Zło nie jest w nich komentowane inaczej niż przez obraz: „uwolniony z walki błękit/ strzepuje ostatni krwawy ślad/ zanurza się w kałuży/ kąpie w bagnie/ (…)// opuszcza klosz/ na krzyk swych dzieci”. Maria Duszka przyjmuje postawę bardziej bezpośrednią i deklaratywną, stając po stronie krzywdzonych i opowiadając konkretne sytuacje i losy: „w roku 1980 mówili:/ »walczymy o godność człowieka pracy«// w roku 2004/ do bezrobotnych/ którzy przyszli/ na spotkanie w sprawie pracy/ wychodzi mały dyrektor/ niedużej firmy i mówi:/ »potrzebuję pięciu samców/ i pięć samic«”. W jej świecie również trwa walka między dobrem a złem, nie jest ona jednak nieuchronna i wpisana w byt, jak w poezji Gerlinde Grossmann, lecz zależna od moralnych wyborów jednostek i społeczeństw. Przekonanie, że obstając przy tym, co dobre, popieramy i tworzymy lepszą rzeczywistość, sprawia, iż pozbawiona złudzeń poezja Marii Duszki nie odbiera nadziei. Magdalena Forusińska dramat życia widzi w nieporozumieniach wynikających z błędnych ocen wzajemnych postaw, w niedostosowaniu. Próbuje zrozumieć samą siebie i wygrać walkę o szczęście: „czy odnajdę się jeszcze/ czy zobaczę swoją twarz/ czy uwierzę w prawdę/ i jak ona będzie/ to nie lustro/ jest przeklęte”.
Metaforyzuje własne przeżycia, gdyż wszystko może stać się symbolem walki i osamotnienia, alienacji i potrzeby niezależności albo bliskości. Pragnienie bycia kochaną i dawania miłości poetki zawarły w werszach adresowanych do mężczyzn lub samych siebie, a także w utworach opisujących relacje z dziećmi i rodzicami. Odważnie mówią o swoim cierpieniu, jak Gerlinde Grossmann o stracie dziecka, a Maria Duszka o nieudanej miłości, której nie zdołała uratować, bo przeszkodziła śmierć. Magdalena Forusińska bez egzaltacji i szczerze opisuje stany emocjonalne i uczuciowe po zerwanym związku.
Autorki lapidarnym, ale bogatym w porównania i przenośnie językiem formułują wypowiedzi o życiu, którego doznają i które je doświadcza. Ze szczegółu zaczerpniętego z rekwizytów codzienności czyniąc symbol na tyle nośny, że oddaje on w pełni zakres ich życiowych i egzystencjalnych doświadczeń. Ukazana w tej książce problematyka, opowiedziana przejmująco i z dbałością o przekaz, oraz, jak zaznacza w swojej wypowiedzi o poezji kobiecej Małgorzata Półrola, z pozycji świadomej swej roli w społeczeństwie kobiety, uświadamia nam, jak bliskie mogą być losy i doświadczenia, mimo granic i odmiennych postaw. Czytając tę poezję, doznajemy głębokiego powinowactwa z innym, bez względu na czas, miejsce i płeć.
Wiele ciepłych słów należy się wysiłkowi i staranności młodych tłumaczy oraz ich opiekunom. Efekt wspólnej pracy ukazał, jak duży jest potencjał i możliwości przymierzających się do przyszłych zadań początkujących germanistów. Jest więc nadzieja, że jeszcze nie raz spotkamy się z ich dokonaniami w trudnej sztuce przekładu.
Warto tu dodać, że autorki, Maria Duszka i Magdalena Forusińska (Gerlinde Grossmann, co z żalem trzeba zaznaczyć, już nie ma wśród nas), w trakcie „Polnischersommer 2010” prezentowały wiersze z omawianej antologii bardzo licznej i przychylnie nastawionej publiczności w Hamburgu, Kolonii i Schlezwiku. Zamieszczono również wybrane teksty w wyborze Meine Welt – Unsere Welt, opublikowanym w sierpniu bieżącego 2011 roku przez Stowarzyszenie Nordbuch.
Daniela Ewa Zajączkowska, Andrzej Hynas

Uwalniam ptaki – sny. Wiersze polskie i niemieckie / Ich befrei Vogel – Traume. Deutsche und Polnische Gedichte, oprac. Małgorzata Półrola i Reinhard Grossmann, Wyd. Hrsg., Łódź 2009.

Biogramy:

Andrzej Hynas, ur. 1949, prozaik i poeta, należy do grupy literackiej „Centauro” i Klubu Literackiego Nauczycieli w Łodzi, wydał tomy prozy poetyckiej: Prozy, pozy i trochę gadulstwa (2010), Zwierzenia (2011). Poza tym swoje utwory prezentował w antologiach i na falach rozgłośni radiowych.

Daniela Ewa Zajączkowska, ur. 1971. Autorka czterech zbiorów wierszy: Rzeczy znikome (1994), Czciciele słońca (1996), Wagabunda i księżyc (2007), Po leśmianowskich ogrodach (2011), arkuszy Bursztyny w piasku (2010), Na północ od Edenu (2011) oraz dwóch arkuszy wierszy dla dzieci Bajeczki dla Ineczki (2007), Czary wróżki Poezji (2008). Wiersze i recenzje publikowała m.in. na łamach „Toposu”, „Frazy”, „Tygla Kultury”, „Arterii”, „Gazety Kulturalnej”, „W Kręgu Literatury”, „Listów z Daleka” (Belgia) oraz na antenie Radia Łódź. Laureatka kilku konkursów literackich, m.in. nagrody głównej w konkursie „Nasz czas” (Toruń, 1994). Należy do Związku Literatów Polskich, Klubu Literackiego Nauczycieli w Łodzi (KLiN) oraz grupy literackiej „Centauro”.