Moje wiersze w wersji polskiej i niemieckiej (w przekładzie dr Małgorzaty Półroli) zostały opublikowane w wychodzącym w Austrii roczniku „REIBEISEN”- DAS KULTURMAGAZIN AUS KAPFENBERG – tutaj lista literatów, których utwory ukazały się w najnowszym, 28 numerze pisma:

Autoren des Reibeisen-Literaturteils

A 28 kwietnia 2011 r. odbędzie się promocja magazynu kulturalnego  „Reibeisen” w Wiedniu:

http://www.facebook.com/event.php?eid=166281433430118#!/event.php?eid=166281433430118

Aktuelles

 

28. 04. 2011 – Reibeisen – Die Wien-Präsentation

Präsentation REIBEISEN Nr. 28

WIEN – Österreichische Gesellschaft für Literatur

 

 

 

 

ARTYKUŁ O KRAKOWSKIM KWARTALNIKU „FRAGILE”

Maria Duszka

SŁUCHANIE ŚWIATA

„FRAGILE/ OSTROŻNIE SZKŁO, nie rzucać!
Na poczcie tak podpisana paczka zwiastuje bardzo delikatny, kruchy przedmiot. Tym razem taśmą FRAGILE obklejamy pismo kulturalne. Mamy nadzieję, że i tutaj etykieta FRAGILE, dopominająca się o traktowanie zawartości z uwagą, znajdzie uzasadnienie. Interesuje nas przede wszystkim współczesna literatura, sztuka, muzyka, a także teatr, film i archeologia.” – czytamy w liście od redakcji krakowskiego kwartalnika „Fragile”.
Pismo jest bardzo młode, ukazuje się od 2008 r. Jego wydawcą jest Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie.  Redaktorką naczelną jest Anna   Gregorczyk. Zespół redakcyjny tworzą: Tomasz Gregorczyk, Marek Górka, Agnieszka Kwiecień, Agnieszka Marek, Radosław Palonka i Janusz M. Paluch. Współpracownicy to: Alexandra Hołownia, Magdalena Jankosz, Anna Kapusta, Małgorzata Lebda i Marta Lisok. Kolejne numery pisma poświęcone były takim oto tematom wiodącym:  tabu, nowe technologie, fanatyzm, luksus, podróż, uwodzenie, okrucieństwo, żart, eko i święto. Pierwszy tegoroczny numer poświęcony będzie kolekcjonerstwu.
„Czym „Fragile” różni się od innych pism kulturalnych? Już sam wybór tytułu przez zespół redakcyjny świadczy o wysublimowanych, delikatnych gustach i celach. Należy mieć nadzieję, że elitarność tytułu nie stworzy dystansu w kontaktach z szerszym kręgiem odbiorców. Lektura tekstów nie zdradza tego. Innym wyróżnikiem wydaje się zestaw autorów. To ludzie młodzi, o wysokich kompetencjach zawodowych, ze świeżością spojrzenia, sprawnie, interesująco dzielący się z odbiorcą swymi spostrzeżeniami i doznaniami. Co mogę doradzić? Dla mnie, jako historyka sztuki, interesujące artystycznie dzieła sztuki winny mieć akcenty, czasem drobne, ale istotne, np. jasna plamka w oku namalowanej postaci. „Fragile” jako również owoc pracy twórczej niechaj dba o takie akcenty.” – pisze w opinii opublikowanej na stronie internetowej kwartalnika dr hab. Kazimierz Kuczman.
A oto jak o jednym z pierwszych numerów pisma wypowiedział się profesor Stanisław Stabro: „Temat tego ambitnie pomyślanego numeru to „Nowe technologie” w dziedzinie literatury, sztuki, muzyki, teatru i archeologii. Głównym hasłem jest „intermedialność”, interpretowana przez autorów poszczególnych publikacji w zróżnicowanych kontekstach. Dotyczy to także pojęcia „dzieła”, „artefaktu”, „autora”, „nadawcy”, „odbiorcy”. (…) Redakcyjny i redaktorski warstat „Fragile” nie budzi żadnych zastrzeżeń.”
Z kolei dr hab. Maria Hussakowska stwierdziła: „Pismo w bardzo znaczący sposób wzbogaca obraz młodej sztuki i młodej krytyki wywodzącej się na ogół spośród absolwentów i pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego.”
W numerze poświęconym świętowaniu znajdujemy m.in. esej p.t. „Uczta w pozycji leżącej” Krzysztofa Siatki.  „Ludzki sen, podobnie jak święto, nie jest tylko czasem biernego odpoczynku, przeszkodą w biegu. We śnie podobnie jak w czasie świętowania, człowiek kontaktuje się z mitami własnej grupy.” Śpiąc nawiązujemu łączność z głębokimi pokładami naszej świadomości. Sny ostrzegają nas i ukierunkowują, są źródłem naszej mądrości, roztropności.  Autor kończy jednak artykuł ponurą wizją:  „Pewnie wiele zmieni się w hipotetycznej przyszłości, kiedy będziemy dysponować aparaturą do rejestracji snów i ich zapisy gromadzone będą na twardych dyskach, aby poźniej rozmawiać o nich u psychoanalityka.” Nie wiem czy ktokolwiek z nas chciałby dożyć takich czasów.
„Żart” jest tematem numeru 2 z 2010 r.  Znajdujemy tu m.in. niezwykle interesujący wywiad z Tymonem Tymańskim. „Bądźmy  błaznem, trefnisiem, sowizdrzałem, filozofem, kompozytorem muzyki klasycznej jednego dnia, a happenerem drugiego. Róbmy to tak systematycznie i pracowicie, że staniemy się takimi dziesięcioboistami kultury współczesnej” – artykułuje swój program znany muzyk.  Absolutnie zgadzam się  z nim, gdy mówi: „Ale zawsze uważałem, że humor, groteska, absurd to domena ludzi inteligentnych. Poczucie humoru jest ważką częścią intelektu. Jeżeli go nie masz, to trudno nazwać cię inteligentnym. (…) Im bardziej szalone i absurdalne poczucie humoru, tym większej inteligencji wymaga.”
W numerze 3 z 2010 r. wypełnionym tematyką ekologiczną znajdujemy m.in. artykuł PiotraTkacza p.t. „Przestrzeń jako system wibracji – słuchanie świata Toshiyi Tsunody” poświęcony twórczości, japońskego artysty dźwiękowego. Nagrywa on, a następnie wydaje na płytach odgłosy otaczającego go świata. Nie ingeruje w nagrania, niekiedy tylko lekko je reżyseruje, np. umieszczając mikrofon wewnątrz butelki. „Chciałbym zasugerować, abyśmy postrzegali przestrzeń jako system wibracji.” – proponuje Tsunoda.
Kruchy, delikatny, łamliwy… Jak człowiek. Ale człowiek w tym świecie, który sobie stworzył  raczej powinien być strong. Nie przyznawać się do kruchości. To przekonanie przenika to także do kultury, która kiedyś była sferą chroniącą i przechowującą, to, co w nas najlepsze. Dziś  widz – słuchacz – odbiorca musi być nokautowany przez sztukę – tak przynajmniej uważa większość twórców i krytyków. Dobrze, że są jeszcze tacy, którzy stają po stronie delikatności. Zapewne nieprzypadkowo w Krakowie – mieście konserwatywnym, w najlepszym tego słowa znaczeniu – powstało”Fragile”.

MOJE WIERSZE NA ŁAMACH KRAKOWSKIEGO PISMA „LAMELLI” (nr 3/2011)

MARIA DUSZKA
Urodziła się 28 kwietnia 1960 r. w Zduńskiej Woli. Mieszka w Sieradzu. Jest poetką, dziennikarką, bibliotekarką i animatorką kultury.

Wydała dotychczas siedem tomików wierszy: „Poezja przypadków”, „Zupełnie szczęśliwa marionetka”, „Może się przyśnisz”, „Nieopisanie”, „Kora”, „I pomyśleć, że jesteś” i „Galeria Świat”. Ostatnia z tych książek była nominowana do warszawskiej Nagrody Literackiej im. ks. Jana Twardowskiego za najciekawszy tom wierszy wydany w 2007 r.

Utwory Marii Duszki zostały przełożone na język angielski, niemiecki, francuski, rosyjski i serbski. Przekłady były publikowane w czasopismach i antologiach w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Serbii.

Jest założycielką i opiekunką działającego od 2002 r. Koła Literackiego „Anima”. Zredagowała antologie „Życie mi się zdaje” i „Optymistyka” oraz wiele indywidualnych tomików poetów należących do „Animy”.

Jako dziennikarka współpracuje z miesięcznikiem kulturalnym Łodzi i województwa łódzkiego „Kalejdoskop” oraz sieradzkim kwartalnikiem „Siódma Prowincja” (m.in. redaguje tam stronę poświęconą współczesnej poezji polskiej). Jest inicjatorką, współorganizatorką i jurorką ogólnopolskich konkursów literackich.

Na przełomie sierpnia i września ubiegłego roku była gościem „PolnischerSommer 2010” – imprezy organizowanej przez niemiecki land Schleswig – Holstein (spotkania autorskie w: Heide, Szlezwiku, Flensburgu, Kilonii i Hamburgu). Współorganizatorem tego wydarzenia ze strony polskiej był Instytut Książki w Krakowie oraz Konsulat Generalny RP w Hamburgu.

 

* * *
wiejski głupek
siedzi przy grobie matki
obejmując rękami kolana
i kołysząc się
powtarza:
mama w ziemi
ziemia w mamie…

 

* * *
aby zmyć z siebie ciebie
wykorzystuję
dłonie oczy usta
innych mężczyzn wybieram się z nimi
w podróże dokądkolwiek
posyłam im listy i uśmiechy farbuję dla
nich włosy które
mi przez ciebie posiwiały
gdy wracasz
ośmieszam cię i
obrażam w nie wiem którym już z kolei
ostatnim pożegnalnym
liście
żadnego postępu w zapominaniu

 

 

* * *
lubię wiedzieć
na czym stoję
nawet jeżeli to jest dno

 

 

* * *
przypadkowe spotkanie z tobą
jakby mnie Bóg
pogładził po policzku

 

* * *

pamięci moich bliskich
a wydawało się
że zawsze będą trwać
na tym rumiankowym podwórku
w tym ciepłym domu
w tym bezpiecznym łóżku
po kolei zdmuchuje ich czas

 

LAMELLI  2011, nr 3

Prezentacja jest dostępna również na 10. stronie elektronicznej wersji pisma.

WIECZÓR AUTORSKI W PUBLICZNYM GIMNAZJUM GMINY SIERADZ

W piątkowe popołudnie 25 lutego wspólnie ze Zbyszkiem Paprockim z Koła Literackiego „Anima” wystąpiłam na spotkaniu autorskim w Publicznym Gimnazjum Gminy Sieradz. Ja czytałam wiersze z tomików „I pomyśleć, że jesteś” oraz „Galeria Świat”, a Zbyszek przy akompaniamencie gitary i harmonijki ustnej (równocześnie! – nie wiem jak on to robi) śpiewał skomponowane przez siebie piosenki z tekstami własnymi i Michała Głaszczki. Prezentowałam również, w formie slajdów, swoje zdjęcia z podróży do Austrii, Niemiec i Danii. Miałam przyjemność posłuchać recytacji moich wierszy w wykonaniu uczennic gimnazjum. Oprócz gimnazjalistów na spotkaniu obecne były panie: Lidia Harasimowicz – wicedyrektor PGGS, Bożena Waluda – polonistka oraz Gabriela Kędzierska – bibliotekarka. Było to już kolejne moje spotkanie w tej szkole. Zawsze wychodzę stąd z jak najlepszymi wrażeniami.

 

 

 

Bo tyle naszego co w nas

Recenzja książki Ity Turowicz p.t. „I wszystko w  sny odchodzi” ukazała się na łamach kwartalnika kulturalnego „Siódma Prowincja” (2010,  nr 1-4  s. 41-43) oraz na stronie internetowej Sieradz-Praga.

Ita Turowicz „I wszystko w sny odchodzi”

BO TYLE NASZEGO – CO W NAS

napisał pod koniec lat sześćdziesiątych, w liście do siostry Ity, Jan Turowicz.

Dla każdego człowieka miejsce, w którym spędził dzieciństwo, pozostaje centrum jego świata. Dla pani Ity Turowicz tym miejscem jest Sieradz. Wyjechała stąd na studia polonistyczne do Łodzi, a potem dziennikarskie do Warszawy. Choć na stałe osiadła w stolicy, jednak sercem na zawsze pozostała w nadwarciańskim grodzie.

W ciągu ostatnich kilku lat zredagowała już dwie książki związane tematycznie z tym miastem: Kronikę okupacyjną klasztoru sióstr urszulanek w Sieradzu oraz biografię Marii Melowej pt. „Sieradzanka z Kołomyi”. Teraz wydała własne wspomnienia pt. „I wszystko w sny odchodzi: Memuar sieradzki”. Tytuł został zaczerpnięty z wiersza Artura Międzyrzeckiego pt. „Never more” (utwór ten podarował autorce 50 lat temu jej kolega od czasów przedszkolnych, Stanisław Balbus, wówczas student polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim). Cóż, mają swoje losy książki, mają je i wiersze.

Ktoś powiedział: „Szczęśliwe miasta, które mają swoich poetów”. W rodzinie Turowiczów wiersze pisali bracia Jan i Jerzy (obaj zmarli młodo), a także pani Ita. Nic więc dziwnego, że powstała pełna realiów, konkretów, ale zarazem też pełna ciepła i miłości, owiana mgiełką poezji, książka.

Promocja memuaru zorganizowana została 30 czerwca br. przez Powiatową Bibliotekę Publiczną w Sieradzu. Przybyło na nią około 150 gości. Pani Ita przyznała na spotkaniu, że chyba początkiem tej książki był dziennik prowadzony przez nią we wczesnej młodości – pewnie już wtedy miała świadomość, że „Z rzeczywistości pozostaje to, co zapisane” (jak powiedziała Miriam Cendrars). Przechowała też wiele fotografii, pocztówek, listów, rysunków, wierszy i innych materiałów dokumentujących jej własne życie, a także życie bliskich i znajomych. Są fragmenty poświęcone Antoniemu Cierplikowskiemu, Aremu Szternfeldowi, rodzinom Starowiczów, Lipińskich, Modelskich, Nehringów, Nawrockich, Melów, Grobelnych i wielu innych. Autorka podaje mnóstwo nieznanych do tej pory faktów, opowiada o dramatycznych, często wręcz tragicznych losach wielu sieradzan.

Czasem jednak również uśmiecha się do wspomnień. Na przykład gdy opisuje przedszkole sióstr urszulanek, do którego uczęszczała tuż po wojnie. Ponieważ nie było wówczas papieru, jako materiały rysunkowe wykorzystywane były poniemieckie kartki żywnościowe. Ita Turowicz wspomina z humorem: „Rysowaliśmy na odwrocie tych kartek, zgodnie z pierwszymi poruszeniami wyobraźni, różne pocieszne postacie (ja najchętniej rysowałam domy i słońca, a także anioły, szopki i chłopców na łyżwach, które z podpisami maminymi zachowały się do dziś; najbardziej tajemniczy rysunek nosi podpis: „Diabeł wchodzi na głowę pana w samochodzie”).

Interesująca, wciąż niewyjaśniona jest zagadka historyczna związana z reportażem fotograficznym, którego autorem był niemiecki farmaceuta pochodzący z Finlandii, Walfried Freudenfeld. Zdjęcia przedstawiają exodus Żydów z Sieradza; na podstawie pewnych szczegółów ustalono, że działo się to w kwietniu 1942. A wiadomo z innych źródeł, że Żydzi z sieradzkiego getta ostatecznie zostali wywiezieni w sierpniu 1942 roku. I dlaczego Niemiec zostawił te zdjęcia w biurku aptecznym – celowo czy przez przypadek?

Inna interesująca historia wiąże się z odbudową po wojnie drewnianego kościoła pod wezwaniem św. Ducha. Świątynia została wybudowana w 1416 roku. W połowie XIX wieku przeniesiono ją z okolic starego szpitala na cmentarz. Po II wojnie światowej kościółek był bardzo zniszczony i wymagał gruntownej renowacji. Ksiądz Apolinary Leśniewski bezskutecznie zabiegał o pomoc u ówczesnej administracji miasta. Ostatecznie jedyną szansą okazało się życzliwe podejście władz więzienia. Jednym z osadzonych tu jeńców wojennych był niemiecki inżynier o nazwisku Hauser. Podjął się on renowacji zabytkowej budowli. Prace poszły błyskawicznie i już na Wszystkich Świętych 1945 roku zostały zakończone.

Nie mogło też zabraknąć wspomnień o Aptece Staromiejskiej, którą w roku 1938 nabyli i z którą związali swój los rodzice pani Ity. Wanda i Stefan Turowiczowie przeprowadzili się tutaj z Warszawy. Wkrótce wybuchła wojna, po jej zakończeniu, jako prywatnym właścicielom, również nie było im łatwo. Pozostali jednak w pamięci sieradzan jako wspaniali, skromni, pracowici, życzliwi ludzie. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku władze łódzkiego Cefarmu wymusiły na nich wymianę starego, zabytkowego wyposażenia apteki na nowoczesne. Przez wiele lat piękne, dębowe meble były przerzucane z miejsca na miejsce. Dopiero w 2002 roku dyrektor Czesław Rutkowski przeznaczył na nie jedną z największych sal Muzeum Okręgowego. Oczywiście pani Ita uczestniczyła w otwarciu tej stałej ekspozycji. Wyraziła swoją wdzięczność wszystkim, którzy przyczynili się do ocalenia i odtworzenia tak bliskiego jej wnętrza. Wspominała jednak również o tym, czego nie da się przywrócić: „Apteka miała swój zapach. Naprawdę apteki nie pachniały kosmetykami, jak dziś. To był zapach szczególny, czy ja wiem – ziół, mięty, waleriany czy czego tam jeszcze – mnie osobiście bardzo bliski, taki rodzinny od najwcześniejszego dzieciństwa, gdyśmy z trójką rodzeństwa biegali po aptecznym zapleczu”.

W jednym z ostatnich akapitów książki tak nostalgicznie wspomina autorka atmosferę domu rodzinnego: „Spokój serca, słodycz czasu niezmiennego, znanej, na zawsze wdrukowanej w serce scenerii mieszkania, głosu, którego samo brzmienie zapewnia o doznawanej od dzieciństwa miłości. Więc jest coś takiego? Takie szczęście? A jednocześnie gdzieś w tym kryje się, skrada podstępnie, niby jeszcze daleko, ale coraz bliżej, włochate jak pająk poczucie nadciągającego końca. Końca tego złotego, spokojnego – wypełnionego słodyczą nienaruszalności – świata”. Dalej autorka cytuje przedwojenne wspomnienia Beaty Obertyńskiej o podobnym wydźwięku: „I dojmująca świadomość, że to symptomy odchodzącego świata, świata, który odejdzie, by nigdy już nie wrócić. Niby nikt tego głośno nie mówi, ale to wibruje w powietrzu, czai się w nagłym ściśnięciu serca, zakłóca odbieranie urody chwili. A może ją potęguje? Świadomość, że przemija? Że musi przeminąć? Chociaż na razie nic tej trwającej słodyczy nie może odebrać. Ona trwa, wypełnia serce, mówi do serca, nie można jej zaprzeczyć”.

Obecny na promocji profesor Stanisław Balbus wyraził zdziwienie tym, że książka tak mocno podziałała na niego, obudziła wspomnienia i miłość do miasta dzieciństwa i wczesnej młodości. „Nie wiedziałem, że to we mnie jest. Nie ja czytałem tę książkę, lecz ona mnie czytała ” – powiedział. Wyraził też nadzieję, że memuar Ity Turowicz „wywoła” następne tego typu wydawnictwa.

A może sam profesor Balbus zechce się zmierzyć z tym tematem? W trakcie kuluarowej rozmowy opowiedział nam kilka barwnych anegdot z okresu swojego dzieciństwa; okazało się, że ma mnóstwo ciekawych wspomnień. Gdyby tylko zechciał je spisać…

Przedruk tekstu opublikowanego na łamach czasopisma „Siódma Prowincja”, nr 1-4 z 2010 r.

W numerze  3/2011 Kalejdoskopu – magazynu kulturalnego Łodzi i regionu łódzkiego ukazał się mój artykuł o Agnieszce Jarzębowskiej

OD LIRYKI DO SATYRY

Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

MATKA

HOJNI
Są tacy, którzy myślą tylko o tym,
by innym coś dać… do roboty.

To jedna spośród dwustu fraszek zamieszczonych w zbiorze p.t. „Uśmiechy i uśmieszki”, który ukazał się  właśnie w wydawnictwie”Regiony”. Autorką książki jest sieradzanka, jak podkreśla z dumą – z dziada pradziada, Agnieszka Jarzębowska.
Wiersze liryczne zaczęła pisać w klasie maturalnej. Debiutowała będąc studentką filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Łódzkim na łamach „Dziennika Akademickiego”. To było w 1981 r. Potem na długi czas porzuciła pisanie, oddając się życiu rodzinnemu i pracy zawodowej. Kilka lat temu wróciła do literatury. Odkryła w sobie jednak talent satyryczny. „Kiedyś bardzo lubiłam czytać fraszki i aforyzmy. Te najciekawsze notowałam nawet w specjalnym zeszycie.  Nie przeczuwałam jednak, że kiedyś zacznę sama tworzyć tego rodzaju literaturę.”- mówi Agnieszka Jarzębowska.
„Uśmiechy i uśmieszki” zostały podzielone na dziewięć tematycznych rozdziałów. Znajdziemy tutaj więc m.in.: „Charakterki”, „Frustratki” „Profesjonałki”,”Prowincjonałki sieradzkie”, „Belfernię” i „Politykiernię” . W pierwszym z rozdziałów spotykamy m.in. takie oto konstatacje:

KARIEROWICZ
Idzie jak taran,
choć… baran.

NA NAGRODZONEGO
Nagrodzili za zasługi.
Korowód zawistnych ustawił się długi.

WYZNANIA WĄTROBY
Byłam dziarska,
jestem marska.

PANTOFLARZ OKAZJONALNY
Lubi sobie czasem
pobyć pod obcasem.

Zbiór fraszek spotyka się z dużym zainteresowaniem i bardzo żywym odbiorem ze strony czytelników. Teraz namawiają oni Agnieszkę aby zechciała wydać także swoje wiersze liryczne. Niektóre leżą w szufladzie ponad  trzydzieści lat, nie zestarzały się jednak. A wciąż powstają nowe. Agnieszka jest stałą bywalczynią wernisaży plastycznych, spektakli teatralnych, koncertów muzycznych i wieczorów literackich.  Wrażenia wyniesione z każdej z tych imprez mogą stać się tematem jej twórczości. Tak powstał m.in. utwór p.t. „O koncercie Hopkinsona Smitha (na festiwalu „Muzyka w dawnym Sieradzu)”, czy wiersz zaczynający się od słów: „przyjechał na wernisaż do Sieradza Miliński…”
Nie pozostaje jednak tylko odbiorcą imprez kulturalnych. W Szkole Podstawowej nr 10 w Sieradzu (gdzie pracuje obecnie jako polonistka) jest inicjatorką i współorganizatorką Międzyszkolnego Konkursu „Ziemia Sieradzka – miejsca, sylwetki, tradycje”.  Biorą w nim udział uczniowie szkół podstawowych z regionu sieradzkiego. Konkurs obejmuje kilka kategorii: fotograficzną, malarską oraz recytatorską. Jego celem jest upowszechnianie i poszerzanie wiedzy o historii, kulturze, tradycji i folklorze Ziemi Sieradzkiej. Właśnie odbyła się dziesiąta edycja tej imprezy.

CÓRKA

Marta, uczennica I klasy I LO im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu bardzo wcześnie  odkryła w sobie uzdolnienia artystyczne. Już ma na koncie wiele nagród w konkursach literackich, plastycznych, recytatorskich i teatralnych. Pierwszy wiersz napisała mając 9 lat. W 2007 r. otrzymała wyróżnienie, a w 2008 r. II nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Moja miłość”. Jest również laureatką powiatowego konkursu recytatorskiego „Moja prawda”, a wspólnie z zespołem „Tabula Rasa” zdobywa nagrody w konkursach teatralnych. „Na co dzień jest raczej nieśmiała, małomówna, wyciszona, skupiona. Na scenie staje się jednak zupełnie inną osobą. Sama wtedy nie poznaję mojej Marty.” – z dumą mówi o niej mama.

KALEJDOSKOP 2011 nr 3 s. 39-40

Maria Duszka

SIERADZ W KOLORACH

W Sieradzu – mieście, którego historia sięga początków polskiej państwowości – od kilku lat trwają prace przy rewitalizacji zabytkowego  centrum. Jest to możliwe dzięki środkom unijnym, zdobywanym za pośrednictwem Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi. Projekt nosi nazwę „Od elekcji królów Polski do epoki Internetu – sieradzka starówka historycznym i kulturowym dziedzictwem regionu”. Jego realizacja została zaplanowana na lata 2007 – 2013 i składa się z trzech oddzielnie finansowanych etapów: „Infrastruktura kultury” – 2.740.000 zł, „Rewitalizacja obszarów problemowych” –  32.750.000 zł oraz „Renowacja substancji mieszkaniowej” – 10.058.800 zł. Z każdej z tych wyłożonych przez siebie sum Sieradz odzyska 71,7 proc. tzw. kosztów kwalifikowanych.
W magistracie powstał czteroosobowy zespół do spraw rewitalizacji, którym kieruje Danuta Lipińska. Projekt prowadzi Urząd Miasta Sieradza, a partnerami są: Starostwo Powiatowe, Zgromadzenie Sióstr Urszulanek SJK, Muzeum Okręgowe oraz Sieradzkie Centrum Kultury.
Dotychczas przeprowadzono termomodernizację zabytkowego Teatru Miejskiego, renowację wirydarza klasztoru Sióstr Urszulanek, wyremontowano jedną z kamienic i wymieniono nawierzchnię ulicy  Rycerskiej. Zrewitalizowane zostało także serce miasta, czyli rynek –  wymieniono nawierzchnię, zainstalowano kolorową, podświetlaną  fontannę (szczególnie widowiskowo wygląda w nocy) i wzniesiono nowoczesny, przeszklony budynek, w którym już na wiosnę ma być otwarta kawiarnia. W kolejnej, remontowanej właśnie kamienicy zostanie ulokowane Centrum Informacji Turystycznej. Będzie tam można uzyskać wszelkie wiadomości na temat miasta: turystyczne, kulturalne, gospodarcze.
Chciałbym, aby na Rynku odbywały się imprezy plenerowe i koncerty muzyczne, aby to miejsce tętniło życiem i miało swój klimat. Od wiosny do jesieni będą tu ustawione stoiska z kwiatami, wyrobami artystycznymi i rzemieślniczymi oraz spożywczymi. Już trwają na ten temat rozmowy z przedsiębiorcami. Marzy mi się też, aby powstał sieradzki produkt regionalny – mówi Jacek Walczak, prezydent Sieradza.
Miejscem, które wkrótce zostanie odnowione, jest Wzgórze Zamkowe. Prawdopodobnie już w XI w. istniał tutaj dwór kasztelański. W 1290 r.  wybudowano murowany zamek. Przez pięć wieków budowla ta była świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Na skutek licznych wojen i pożarów zamek stopniowo ulegał zniszczeniu i ostatecznie w 1800 r. został rozebrany. Od tej pory Wzgórze Zamkowe ulegało dewastacji. Do dziś zachowały się ukryte w ziemi pozostałości średniowiecznej rotundy, w której prawdopodobnie mieściła się kaplica zamkowa. Są tu również poniemieckie bunkry z II wojny światowej. W ramach rewitalizacji wyeksponowane zostanie miejsce, w którym znajdują się resztki rotundy, wytyczone będą szlaki spacerowe, zainstalowane oświetlenie, a bunkry – wyremontowane. Jeden z nich prawdopodobnie zagospodaruje działające w Sieradzu Bractwo Rycerskie.
Planowany jest też remont piwnic Muzeum Okręgowego przy ul. Dominikańskiej oraz zaadaptowanie dla potrzeb tej placówki budynku przy ul. Zamkowej 1. Poza tym zostanie wymieniona nawierzchni ulic: Warckiej, Warszawskiej, Kościuszki, Kolegiackiej, Zamkowej, Dominikańskiej, Ogrodowej i Krótkiej oraz rewitalizacja trzech kamienic, w których mieszczą się mieszkania komunalne.
O prezydencie Jacku Walczaku mówi się, że jest marzycielem. Jest jednak równocześnie człowiekiem pragmatycznym, który potrafi swoje wizje konsekwentnie realizować. – Nie mam złudzeń, że od razu odwiedzą nas tłumy turystów. Ale przez Sieradz przejeżdża około 30 tysięcy pojazdów na dobę. Chcemy, aby choć część ich pasażerów zechciała się zatrzymać, zrobić zakupy, zwiedzić Starówkę, zjeść obiad lub wypić kawę – mówi. I uważa, że upiększanie miasta przyniesie w niedalekiej przyszłości owoce w postaci rozwoju Sieradza.

KALEJDOSKOP 2011, nr 3 s. 32-33

RECENZJA TOMIKU P.T. „NIEOPISANIE”

Arkadiusz Frania

Z dolin zielonych. O poezji Marii Duszki

W 2001 r. nakładem łódzkiego wydawnictwa „Biblioteka” ukazała się książka poetycka Marii Duszki pt. „Nieopisanie”, stanowiąca – jak konstatowała autorka w liście do piszącego te słowa – „wybór z lat 1978-2001”. Dla bibliograficznej ścisłości przypomnijmy, iż wcześniej ta sieradzka poetka opublikowała trzy tomy wierszy: Poezję przypadków (Sieradz 1990), Zupełnie szczęśliwą marionetkę (Sieradz 1994) i Może się przyśnisz (Kraków 1999).
Prezentowaną pozycję, mieszczącą się w kategorii Selected Poems, można zatem potraktować jako podsumowanie bez mała ćwierćwiecza pracy twórczej, zbiór, zamykający pewien etap działalności artystycznej M. Duszki. Analiza 49 pomieszczonych w tomie tekstów pozwala na sformułowanie kilku syntetycznych uwag.
Na wstępie proponuję jednak przyjrzeć się wierszom o charakterze autotematycznym. Przynoszą bowiem definicje poezji, kierunkujące lekturę całości.
Autorka rozumie poezję jako swoisty obraz, odzwierciedlenie, świadectwo przyrody, stąd pojawienie się wątku ekologicznego. Wprost z filozofii franciszkańskiej wysnuty jest utwór *** (jeszcze warto pisać wiersze), stanowiący swoistą „pochwałę stworzenia”.
Czynnik sprawczy swojej poezji autorka upatruje w Bogu, samą siebie zaś traktuje jako bezwolne narzędzie, choć w tym samym tekście pojawia się koncepcja autoterapeutyczna, według której pisanie wierszy jest jedyną możliwością ukojenia wewnętrznego bólu egzystencjalnego, pozbycia się dolegliwości, którą można nazwać „wewnętrznym uwieraniem wiersza” ( *** (wygrywasz na mnie)).
Bycie poetą to nie tylko powołanie, ale również zobowiązanie – „urodziłeś się poeto / aby widzieć i mówić prawdę” (s. 50). To także stan zawieszenia między tym, co na zewnątrz (świat realny, „krążąca w otchłani / planeta”, ziemia), a czynem twórczym, symbolizowanym przez kartkę papieru (s. 42). Poezja jest skazaną na niepowodzenie próbą odnalezienia w pamięci portretu ukochanego: „piszę już tylko po to / aby wywołać twój obraz / w pamięci” (s. 24).
Ta wstępna, konstatacja pozwala wyodrębnić jednak główne motywy poezji M. Duszki: miłość (kochanek) – świat (opozycja: przyroda – miasto) – Bóg (modlitwa).
Poezja miłosna sieradzkiej autorki jest na wskroś antyfeministyczna, pozbawiona „zadziorów seksualnych”. Bohaterka tych erotyków to kobieta, której świadomość i istnienie określa mężczyzna. Miłość wypełnia niemal całą wewnętrzną egzystencję podmiotu lirycznego, więc rozstanie z ukochanym staje się męką, bólem, przyczyną niekończących się trosk, bezsenności: „tęsknota za tobą jest / nie gojącą się raną” (s. 30).
Za manifestację kobiety zależnej od mężczyzny, nie odbierającej świata wprost, lecz przez medium męskie, kobiety rezygnującej z własnego widzenia świata, a zdefiniowanej nieco przewrotnie jako „zupełnie szczęśliwa marionetka”, należy uznać wiersz *** (rzeźbisz mnie): „rzeźbisz mnie / spojrzeniem / słowem / dotykiem ręki // śmieję się gdy się uśmiechasz / i płaczę gdy odchodzisz” (s. 27).
Bohaterce do szczęścia wystarczy poczucie obecności partnera (s. 25): „nie ma nic lepszego / niż twoje ramiona” (s. 19), a potrzeba czułości, męskiego dotyku jest tak wielka, iż podmiot liryczny wyznaje: „czasem zazdroszczę / psu / którego głaszczesz” (s. 40).
Próby porzucenia kochanka, wyzwolenia się z jego więzów, znaczone niszczeniem zewnętrznych form kontaktu z nim (spotkania, telefony, drobiazgi – prezenty), nie przynosi ukojenia, gdyż paradoksalnie – „to miasto jest / coraz bardziej pełne ciebie” (s. 29).
Pierwszy pocałunek to nie milknące „jądro jasności”, wciąż obecne, tkwiące jak cudna zadra, miłosna skaza w umyśle kobiety, mimo iż „mijają lata / domy / mężczyźni / mojego życia” (s. 32). W innym wierszu poetka konstatuje: „pierwsza miłość / jak błyskawica / ukazuje otwarte niebo // potem długo / ciemność” (s. 14).
Czułość damsko-męska rozgrywa się również w świecie rzeczy, ubrań. Tę „tekstylną miłość”, w której nie dopatrywałbym się przykładu jej fetyszyzacji, opisuje wiersz, który ze względu na poetycką urodę przytoczę w całości: „powiesiłam w mojej szafie / twoją marynarkę // wszystkie moje ubrania / chcą być blisko niej” (s. 48).
Świat ludzki natomiast w wierszach autorki stoi na kruchych podstawach, jest pełen niepewności, znaków zapytania: „wciąż nic nie wiemy // jesteśmy jak stojące / na progu dzieci” (s. 55), a „w tym mieszkaniu / na ósmym piętrze / […] podłoga / nie daje oparcia stopom” (s. 34). Przeznaczeniem człowieka staje się oczekiwanie (symbolika okna), poddawanie się działaniu przestrzeni i czasu. Pełen goryczy jest także żart poetycki – oskarżenie „mądrego astronoma” – Kopernika, który, ujawniając, iż ziemia jest „obracającą się / w otchłani nieba / kulą”, zachwiał pewne zasady życia, fundamenty światopoglądowe ludzi (s. 35).
Świat obojętnieje wobec człowieka, człowiek – wobec siebie. Pesymistyczny jest stan kondycji ludzkiej, następuje podważenie wartości humanistycznych: „tak mi do was daleko / moi bliscy” (s. 51), „daleko […] do […] ludzi” (s. 16). Homo sapiens przybiera nową formę – homo mendax (człowiek kłamca), którego nawet milczenie staje się kłamstwem, dlatego twarz idioty wydaje się najwierniejszym odbiciem świata (s. 43).
Wiersz *** (piszę do was) przynosi obraz miasta, w którym „już nie ma życia” (s. 10), a ludzie zamieniają się w żywe trupy poruszane wiatrem. Utwór koresponduje dość wyraźnie z obrazem Edvarda Muncha Ulica Karla Johana wieczorem.
W liryce M. Duszki w konsekwencji pojawia się wątek antymiejski, antyurbanistyczny, antycywilizacyjny, zgodny z założeniami filozofii Jeana Jacquesa Rousseau. Poetka przewiduje, iż„człowiek z dolin zielonych”, którego los rzucił do mieszkania w bloku, w tęsknocie za utraconym zielonym rajem – zapragnie „uciec do ziemi / nagłym lotem / w dół” (s. 34). Tym bardziej że – jak wyznaje autorka w innym utworze – „coraz bardziej mnie zasypuje / to miasto / równa mnie z sobą // równa mnie z ziemią” (s. 22). Miasto jest więc obce, zimne, przeciwne człowiekowi, skoro przyniesie śmierć przybyszowi.
Jedynie przyroda – prawdziwe dzieło Boga – jest bliska, przyjazna. Autorka pisze wprost, że „drzewa / – to co pozostało nam / z raju” (s. 13), a „brzozy błogosławią mnie / gałęziami” (s. 12). Piękne są nawet „drzewa chore na utratę zieleni” (s. 13). Ich wartość poetka chwali w sposób bezpośredni: „jak pełne prawdy są / nagie drzewa” (s. 13). W słowach tych pobrzmiewa fraza rozpoczynająca i kończąca wiersz Leopolda Staffa Wysokie drzewa: „O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa”. Podmiot liryczny wyraża swoją tożsamość z przyrodą, dlatego najpiękniejszy wydaje się jej „szept / opadłych liści / i nagich drzew” (s. 39).
Proweniencję przyrodniczą posiadają fragmenty, określające stany psychiczne bohaterki: „jestem jak liść / ledwie trzymający się gałęzi / huragan pcha mnie w twoją stronę” (s. 29). Przeżyciom podmiotu lirycznego towarzyszy pejzaż: „w starym parku / listopadowy deszcz / pieści nagie gałęzie drzew” (s. 30).
Warto zwrócić uwagę na wątek religijny w poezji M. Duszki, prezentującej koncepcję dobrego Boga chrześcijan, o pewnych jednak rysach starotestamentowych. Pan ratuje, „posyła” po człowieka znajdującego się na dnie, ale także doświadcza go bólem. Między człowiekiem a Bogiem znajduje się nieodzowny element – modlitwa, której istotą jest „odpychanie ciemności” (s. 53), a więc nadzieja.
Przedstawione glosy o poezji M. Duszki nie roszczą sobie pretensji do stania się uwagami ostatecznymi, są raczej spisanymi na gorąco wrażeniami z lektury wierszy.
Godna podkreślenia jest zwięzłość, asceza omawianych wierszy, niejednokrotnie przybierających formę pełnych poetyckiego wdzięku miniatur, czy haiku. Poezja sieradzkiej autorki – co chwalebne szczególnie w przypadku podjęcia tematu miłosnego – brzmi niebanalnie. Tom „Nieopisanie” cechuje zatem dający się łatwo uchwycić własny oryginalny styl dojrzałego kobiecego pisania.

Pierwodruk recenzji: „Tygiel Kultury” 2002, nr 4-6

RECENZJA ANTOLOGII KL „ANIMA” P.T. „ŻYCIE MI SIĘ ZDAJE”

Arkadiusz Frania

DUSZA I DUSZKA

Poezja jest panią czarowną i podstępną jak skorpion; uwodzi, ale potrafi zdradzić bez skrupułów. Jej iluzyjnemu urokowi ulegają szczególnie ludzie młodzi, nie podejrzewając, że ponętna białogłowa może przeistoczyć się w ciągu jednej nocy w szkielet odrażający. Pozorne piękno i dobro poezji jeszcze długo pozostanie źródłem rozczarowań i frustracji. Niech ta przygrywka będzie odczytana nie jako ostrzeżenie achtung, ale bałamutny i przewrotny wstęp o sile życia literackiego w Polsce, którego widomym znakiem jest recenzowana przeze mnie antologia wierszy Koła Literackiego „Anima” w Sieradzu pod agnostycznym tytułem „Życie się zdaje”. Książka zrodziła się jako lokalna inicjatywa kulturalna, rozwijająca się od 2002 r. w salach Młodzieżowego Domu Kultury pod patronatem znanej poetki Marii Duszki – jedynego bodaj autentycznego przedstawiciela współczesnego sieradzkiego środowiska literackiego, obecnego wyraźnie na forum ogólnopolskim kolejnymi książkami i laurami w konkursach literackich. Autorka dzięki nieustającemu zaangażowaniu i pasji pracy organicznej potrafiła zgromadzić wokół siebie zdolną poetycką młódź, zaszczepiając jej podczas spotkań warsztatowych przede wszystkim pokorę wobec literatury i szacunek dla cudzego słowa.
Prezentowany zbiorek należy potraktować nie tylko jako sygnał solidarnej (chyba jeszcze nie grupowej) aktywności artystycznej poetów, ale także nieśmiałe, choć odczuwalne, tupnięcie nogą i szept: „zobaczcie, tutaj jesteśmy, mamy jednak coś do powiedzenia”. Autorzy bowiem posiadają już na koncie pojedyncze sukcesy i publikacje w lokalnej oraz ogólnopolskiej prasie, a dwoje nawet samodzielne tomy.
Statystyka przynosi wniosek o babizacji literatury, gdyż wśród 20 autorów znajduje się zaledwie 4 panów. W bilansach pomijam umieszczoną w alfabetycznym ciągu poetów protektorkę i fundatorkę Koła – M. Duszkę i jej 7 tłustych (czytaj: najlepszych) tekstów, mimo iż 6 z nich zostało utrzymanych w konwencji haiku.
Lektura publikacji wskazuje, iż autorzy są niezwykle urzeczeni słowem poetyckim, stąd też bierze się ta zachłanność w operowaniu nim, dekalogowa wręcz wiara w moc sprawczą, kreację własnych światów. Jednak w rękach niewprawnego artysty wyrazy znaczą tylko tyle, ile litery, a myśl zostaje wyprzedzona przez zapis graficzny na kartce papieru, dlatego nie wszystko ma dostateczny szlif i równo przycięte krawędzie. Autorzy zaczynają zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw tworzenia, skoro Karina Forjasz pisze: „wiersze / są / tylko echem // pustym odbiciem / duszy / spadającej / na dno” (s. 17), a Katarzyna Jeznach dodaje: „Bo poezja to jedno wielkie – / Tak właśnie – / Słowne nieporozumienie” (s. 24).
We Wstępie M. Duszka – zapewne nieświadomie – określiła charakter książki: „«Piękne słowo jest rzadsze niźli szmaragd» powiedział jeden ze starożytnych egipskich mędrców. Mam nadzieję, że każdy czytelnik tego zbioru wierszy znajdzie w nim wiele pięknych, mądrych słów” (s. 5). Interpretowałbym antologię właśnie jako zbiór „pięknych, mądrych słów”, pojedynczych fraz: porównań, metafor, epitetów, jaśniejących poza kontekstem wiersza. Mały wykaz takich lirycznych zwrotów i zawrotów podał w posłowiu Tadeusz Zawadowski.
Autorzy kierują kamerę liryczną przede wszystkim na siebie i najbliższe otoczenie, toteż nie dziwią egzystencjalne spowiedzi dzieciąt nowego milenium, którzy, przeżywając samotność i rozterki, rozglądają się za sensem ludzkiej codzienności pokolorowanej kredką gray. Skarżą się na świat, nieprzysiadalność i dyskomfort życia, jak choćby Bartłomiej Antosik w buntowniczym tekście á la Bursa z nadzieją w tle: „są chwile / kiedy ziemia to tylko / betonowa kulka gdzieniegdzie zielenią / posypana // są chwile / kiedy powietrze / to tylko miejsce na smród // i tak chcę byś urodziła mi dziecko” (s. 8). Jakub Ludziejewski lansuje nawet fatamorganiczny obraz bytu: „zdaje mi się / że widzę / różne rzeczy // […] // życie mi się zdaje” (s. 36).
Przeważają jednak opisy relacji między kobietą i mężczyzną wraz z całą płochliwą siatką odczuć, wrażeń i stanów, takich jak: oddalenie, tęsknota, nadzieja, oczekiwanie, zazdrość, pustka, ciepło, noce (koniecznie nieprzespane), wspomnienia, głód miłości oraz zachłanność. Fotografie oblubieńców i oblubienic zostały wykonane w niezwykle barwnym atelier ekologicznym, tj. z wykorzystaniem nieco naiwnego słownictwa ogrodniczego. Dla przykładu zacytujmy wiersz Łukasza Balcerzaka: „każdy gest / stokrotka leśna // każde spojrzenie / tulipan jaśniejszy od słońca // każdy uśmiech / jaśmin pachnący // każde słowo / róża” (s. 10). Dodatkowo poetom zdarzają się jeszcze „pajęczyny czasu” i tym podobne młodopolskie kompleksy, które przechodzi się jak ospę i odrę.
Także eros nie ominął liryków sieradzkich twórców. Łagodny i delikatny wydźwięk rendez-vous nie oznacza jednak fałszywej pruderii w dziedzinie loving, choć istotnie przeważają wzruszenia i wypieki na twarzy, czyli intelektualna poetyka z cenzurą, której na pewno nie można odmówić szczerości.
Na baczniejszą uwagę zasługuje wątek dermatologiczny rozpisany na symfonie rąk, palców, ramion, dotyków, muśnięć, przytuleń, drżeń. Anna Banaś ciekawie zdefiniowała uczuciową nostalgię organizmu: „Tęsknota / to znaczy chodzić po ścianach / Całkiem możliwe to / wręcz konieczne / gdy dłonie lepkie oczekiwaniem / szukają chłodu / garną się / przywierają” (s. 13). W utworach Agnieszki Gliszczyńskiej znajdziemy fragmenty: „schowaj mnie w swych ramionach / chroń przed uczuciem / które z martwych powstało” (s. 21), „szukam dłoni / które nauczą mnie milczenia” (s. 22). Motyw skóry wykorzystuje też Anna Sobczak: „w dotyku zaklęta ja / między opuszkami moich palców / a twoją skórą / skupiłam się cała” (s. 50). Nie wiem, czy można już mówić o „szkole poetyckiej Marii Duszki”, ale do wielu przywołanych tu „cielesnych tekstów” przenika aura liryki mistrzyni i Pani od Poezji, tym bardziej iż nazwa Koła „anima” w języku łacińskim oznacza „duszę”, a „dusza” i „Duszka” zawierają ten sam rdzeń językoznawczy i symboliczny.
Poziom literacki materiału jest zróżnicowany; obok wierszy z błyskiem, zapowiadających rozwój talentów i niejakich samorodków, pojawiają się utwory słabsze; obok zgrabnych realizacji opracowywanego tematu – raczej projekcje lub same dobre chęci. Głównym problemem stało się – co oczywiste u mleczaków – poszukiwanie stylu, który nie rodzi się na kamieniu, lecz w mozole twórczym. Pamiętajmy też, iż arcydzieła powstają przed samą śmiercią człowieka bądź świata, gdyż niepokój jest głównym motorem ewolucji wszelkiej literatury. Nie chcę zniechęcać młodszych kolegów po piórze, ale nikt nie zaręczy, iż ten trud zakończy się spodziewanym sukcesem; nieraz szczere ambicje artystyczne mogą zostać niespełnione, lecz nie ustawajcie w drodze na szczyt Kalliope czy – żeby przywołać tytuł komentarza T. Zawadowskiego – „na sieradzkich poetyckich ścieżkach”.

„Życie mi się zdaje”. Antologia wierszy Koła Literackiego „Anima”, pod redakcją Marii Duszki, Towarzystwo Przyjaciół Sieradza, Sieradz 2005, ss. 64.

Pierwodruk recenzji: „Akant” 2005, nr 12