Archive for the ‘Przekłady – Translations’ Category

 

Jeden z moich utworów został zamieszczony

w polsko-węgierskiej antologii pt. „Jak podanie

ręki”. Wydawcą książki jest Oddział Związku

Literatów Polskich w Poznaniu. Wiersze przełożył

CSÉBY GÉZA.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A po polsku to brzmi tak:

 

x  x  x

pamięci moich bliskich

a wydawało się

że zawsze będą trwać

na tym rumiankowym podwórku

w tym ciepłym domu

w tym bezpiecznym łóżku

 

po kolei zdmuchuje ich czas




Kolejne moje wiersze przełożone na język niemiecki przez

dr Małgorzatę Półrolę:


ENJOY GRAZ

 

unerwartet  frostige Luft

auf dem Jakominiplatz

 

hoch an den Mauern des Schlossbergs

ein Transparent mit der Aufschrift:

„Katja, I love You”

 

im Café an dem Fluss Mur

streichelt der Kellner einen Hund

 

der Traum von dir

dem vor einem Monat Verstorbenen

– du hast einen kalten Körper und klagst mir:

„die ganze Zeit habe ich unter Null Grad”

 

die Augen des Mannes

der vor dem Billa bettelt

 

die DNA eines Mäuseherzens

tief im Reagenzglas

 

und meine Tochter

die ihre Hände wie einen Fächer auseinander faltet

wenn sie mir den Namen

ihres Kollegen Strauß erläutert:

„Ein Blumenstrauß der Straußenvögel”

 

 

 

 

 

x  x  x

 

der dorfnarr

sitzt am Grab der Mutter

 

die Knie mit den Armen umfassend

und schaukelnd sagt er immer wieder:

die Mutter in der Erde

die Erde in der Mutter

 

 

 

 

 

x  x  x

 

zweiundzwanzig Jahre

nach dem Beginn unserer Liebe

unterhalten wir uns über die Männer

die ein doppeltes Leben führen

– sie haben Ehefrauen und Liebhaberinnen

(weil sie sich das leisten können)

 

ich frage

ob du so leben möchtest

wie sie

 

„ich denke dass ich dich doppelt haben möchte”

antwortest du

 

 

 

MOJE WIERSZE NA LITWIE

W trzecim tegorocznym numerze litewskiego magazynu kulturalnego

„Krantai”  („Brzegi”) poświęconego w całości literaturze polskiej

opublikowano 18 wierszy z mojego najnowszego tomiku

„Freienwill”. Autorką przekładu jest znana poetka i tłumaczka,

wiceprezes Związku Pisarzy Litewskich, Birutė Jonuškaitė.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nawet nie śniłam o tym, że moje utwory

znajdą się w litewskim piśmie obok wierszy

Czesława Miłosza, listów tegoż do Jarosława Iwaszkiewicza

czy fragmentów”Kronosa” Gombrowicza

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Jazep Januszkiewicz, białoruski poeta, prozaik

i tłumacz przełożył mój wiersz. Na razie tylko jeden.

Obiecał mi, że „w porze deszczowej” przełoży więcej.

 

x x x

Павесіла ў шафе сваёй

Фрэнч Твой.

 

Цяпер усе строі мае

Хочуць быць як бліжэй да яго.

 

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jazep_Januszkiewicz

Birutė Jonuškaitė powieściopisarka,poetka

i tłumaczka, wiceprezes Związku Pisarzy Litwy przełożyła na język

litewski 18 wierszy z mojego tomiku „Freienwill”

Dziękuję, Biruté! 🙂

1960

moja mama

wydała mnie na świat

(urodziłam się

w najokrutniejszym miesiącu

 

urodziłam się poetką

w rodzinie rzeźnika)

 

moja mama jest dobra

łagodna

i prostolinijna

jak dziecko

 

nie mogę jej mieć za złe

że mnie wydała światu

 

 

 

 

 

 

 

1960

mano mama

mane pagimdė

 

(gimiau

žiauriausią mėnensį

 

gimiau poete

skerdiko šeimoje)

 

mano mama yra gera

švelni

tiesmuka

kaip vaikas

 

negaliu jai priekaištauti

kad mane pagimdė

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1961

 

mam ciepłą trawę pod stopami

i idę w kierunku słońca

 

babcia uczy mnie chodzić

w świętej brzezinie

 

 

1961

jaučiu pėdomis šiltą žolę

einu saulės link

 

senelė mane moko vaikščioti

šventajame beržyne

 

1962

nic nikomu nie mówiąc

wybieram się na spacer w pola

 

gubię się po raz pierwszy w życiu

– w zbożu

 

 

 

 

 

1962

niekam nieko nesakiusi

išeinu į laukus pasivaikščioti

 

pasiklystu pirmą kartą gyvenime

– javuose

 

 

1964

mój wujek

kiedyś stanie się alkoholikiem

i zobaczy demony

 

teraz jest młody

dużo mówi

ma bezbronną twarz

i otwarte serce

pewnego słonecznego dnia

zbyt szybko wjeżdża końmi

na ścieżkę na której stoję

 

widzę nad sobą kopyta

a potem nic nie pamiętam

 

 

 

 

1964

mano dėdė

kada nors taps alkoholiku

ir regės demonus

 

dabar

yra jaunas

daug kalba

turi naivuolio veidą

ir atlapą širdį

 

vieną saulėtą dieną

per daug greitai įvažiuoja į kiemą

takeliu kuriame aš stoviu

matau virš savęs kanopas

o paskui

nieko neatsimenu

 

 

1965

dziadek wyplata mi wianki

z modraków i koniczyny

uczy mnie pieśni religijnych

i żołnierskich

 

ma dla mnie miłość i czas

 

1965

 

Senelis pina man vainikėlius

iš rugiagelių ir dobiliukų

moko mane religinių ir kareiviškų

dainų

 

turi man laiko ir meilės

 

 

 

1972

Skąd się biorą poetki?

B.

byłam dziewczyną

z niedobrego domu

 

ale z podwórza wychodziło się

do świętej brzeziny

 

ale przez okno

podawała nam swoje kwiaty

bujna

czerwona róża

 

a mama

często nuciła piosenki

 

(powiedziała mi kiedyś

że chyba zwariowałaby

gdyby nie mogła śpiewać)

 

wszystko obróciło się

w poezję

 

 

1972

Iš kur atsiranda poetės?

B.

buvau panelė

iš prastų namų

 

bet prie kiemo

augo šventas beržynas

 

bet per langą

žiedus mums tiesė

vešli

raudona rožė

 

o mama

dažnai niūniavo dainas

(kartą man prasitarė

kad turbūt išprotėtų

jeigu negalėtų dainuoti)

 

viskas pavirto

poezija

 

 

 

 

 

 

1973

nie pamiętam

pani Wisławo

co się działo 16 maja 1973 roku

 

ale pamiętam dokładnie

co się działo trzy dni później:

przeprowadziliśmy się  z domu

pod brzozowym lasem

do domu nad stawem

 

wieczorem zasypiając

na ułożonym prowizorycznie

na podłodze sienniku

nie wiedziałam dlaczego

płaczę

 

1973

nepamenu

gerbiama Wisława

kas vyko 1973 metų gegužės 16-ąją

 

bet labai gerai atsimenu

kas vyko praėjus trims dienoms po to:

išsikėlėme iš namų prie beržyno

į namus prie tvenkinio

 

vakare prieš užmigdama

įsikniaubus į  laikinai

ant grindų numestą šiaudinį čiužinį

nežinojau kodėl

verkiu

 

 

1974

 

ja jedną tylko

taką jesień miałam w życiu

 

świat był bliski

i bezpieczny

 

potem runął

………………………………………………….

Sylwestrowy pogrzeb mojego dziadka

– jakże to pasowało do niego

który uwielbiał bawić się życiem

 

wieczorem w tv „Romeo i Julia“

z piosenką Wandy Warskiej i Norwida

„na Kapuletich i Montekich domem…“

 

niedobra wróżba

na wiele najbliższych lat

 

1974

 

tik vieną tokį

rudenį gyvenime turėjau

 

pasaulis buvo artimas

ir saugus

 

paskui subyrėjo

——————————–

naujametinės senelio laidotuvės

–       puikiai tinkamos žmogui

kuris dievino žaisti gyvenimą

 

vakare per tv Romeo ir Džiulijeta

su Vandos Varskos ir Norvido dainele

Virš Kapulečių ir Montekių namų…

 

bloga pranašystė

daugybei artimiausių metų

 

 

1975

 

znalazłam się

w niewłaściwym miejscu

w niewłaściwej chwili

zobaczyłam

czego nie chciałam zobaczyć

 

podszedłeś do mnie po trzech dniach

 

ale ja już zdążyłam przejść

na drugą stronę lustra

i nie mogłam zmartwychwstać

 

1975

atsiradau

nederamoje vietoje

nederamu laiku

pamačiau

ko nenorėjau pamatyti

 

priėjai prie manęs po trijų dienų

 

bet aš jau buvau suspėjusi

pereiti į kitą veidrodžio pusę

ir negalėjau prisikelti iš numirusiųjų

 

 

1980

 

wszyscy stoją w kolejkach

– po cokolwiek

 

nie ma takiej kolejki

w której ja chętnie bym się ustawiła

– po sens życia

 

1980

visi stovi eilėse

–       dėl ko nors

nėra eilės

į kurią mielai atsistočiau

–       laukti gyvenimo prasmės

 

 

 

 

 

1983

rodzi się  moja córka

i „nie ma wody na pustyni“

 

przyjeżdżasz na urlop

do domu pod brzozowym lasem

 

i zostajesz w moim życiu

na najbliższe ćwierć wieku

 

1983

gimsta mano dukra

ir „nėra vandens dykumoje“

 

atvažiuoji atostogauti

į namus prie beržyno

 

ir pasilieki mano gyvenime

artimiausią amžiaus ketvrtį

 

 

 

 

 

 

 

 

1984

 

z  tego roku pamiętam tylko

dzień w którym byłeś

 

siedzieliśmy milcząc pod jabłonią

trzymałeś na kolanach

mojego dwuletniego syna

a to nie mogło się podobać

twojej mamie

 

dlatego zobaczymy się dopiero

po czterech latach

 

1984

iš tų metų prisimenu tik

dieną kai tu buvai

 

sėdėjome tylėdami po obelimi

ant kelių laikei

mano dvimetį sūnų

o tai negalėjo patikti

tavo mamai

 

todėl vėl pasimatysime

tik po ketverių metų

 

1996

 

to był piękny październik

– Szymborska właśnie otrzymała Nagrodę Nobla

 

do mnie codziennie przychodził

pijany kryminalista

 

twierdził

że mnie kocha

i jeśli z nim nie będę

to zabije mnie i siebie

 

radziłam aby zaczął od siebie

nie zauważał dowcipu

 

policjanci mówili mi

że mogą mu coś zrobić dopiero

kiedy mnie zabije

 

vip od kultury stwierdził:

„nic dziwnego

że panią to spotyka

skoro pisze pani takie wiersze”

 

jeden z wielu moich braci oznajmił:

„musisz liczyć na siebie”

 

mężczyzna mojego życia

o którym pisałam

moje najlepsze wiersze powiedział:

„mnie to omija

bo ja jestem tu

a to się dzieje tam”

 

a Pan Bóg uświadomił mi

właśnie wtedy

że oczekuje ode mnie wdzięczności

za życie takie

jakim ono jest

 

żyję

 

jestem wdzięczna

 

wielbię moją samotność

 

 

 

 

1996

 

buvo gražus spalis

–       Szymborska ką tik gavo Nobelio premiją

 

pas mane kasdien ateidavo

girtas kriminalistas

 

tvitino

kad myli mane

ir jeigu nebūsiu su juo

tai užmuš mane ir save

 

pasiūliau pradėti nuo savęs

mano humoro nesuprato

 

policininkai man sakė

kad tik tada galės jį sulaikyti

kai mane užmuš

 

kultūros vipas tvirtino:

„nieko keisto, ponia,

kad jums taip nutinka

jeigu tokius eilėraščius rašote“

 

vienas iš daugybės mano brolių pareiškė:

„turi pasikliauti savim“

 

mano gyvenimo vyras

apie kurį rašiau

geriausius savo eilėraščius tarė:

„manęs tai neliečia

nes aš esu čia

o tai vyksta ten“

 

o tuomet

Viešpats man apreiškė

kad laukia iš manęs dėkingumo

už gyvenimą tokį

kokį turiu

 

gyvenu

 

dėkingumo pilna

šlovinu savo vienatvę

 

 

 

 

 

 

1997

 

dobry jest taki mężczyzna

który nie chce mnie

zabić

okraść

albo przejść

na moje utrzymanie

 

 

 

1997

geras vyras yra toks

kuris nenori manęs

nužudyti

apiplėšti

arba būti

mano išlaikytiniu

 

 

 

1999

 

 

„nienawidzę kobiet

jestem kobieciarzem

jestem cnotliwym facetem”

przedstawiał mi się dzień po dniu

 

 

„ten pan jest poetą –

chociaż on o tym nie wie”

powiedziała o nim

nasza wspólna znajoma

 

 

 

1999

„nekenčiu moterų

esu mergišius

esu labai doras vyriškis“

suokė man diena iš dienos

 

„tas vyras yra poetas –

nors apie tai pats nežino“

kalbėjo apie jį

mūsų bendra pažįstama

 

 

2003

 

Rozmowa telefoniczna na dobranoc:

– Trzymaj się!

– Czego?

– Mojej miłości.

 

 

 

2003

Pokalbis linkint labos nakties:

–       Laikykis!

–       Ko?

–       Mano meilės.

 

 

 

 

 

2006

 

co się stało z naszą szkołą?

 

puste klasy

wybite szyby

– wygląda jak po wojnie

 

nienaruszona stoi tylko

ta metalowa barierka

na której po raz pierwszy

pocałowałeś mnie

nie całując

 

 

2006

kas nutiko mūsų mokyklai?

 

tuščios klasės

išdaužyti langai

–       atrodo kaip po karo

 

išlikę styro tik

metaliniai turėklai

prie kurių pirmą kartą

pabučiavai mane

nebučiuodamas

 

 

 

 

 

 

 

2008

 

miłość

to było dla ciebie

„okropne słowo

które oznacza

pieprzenie i zniewolenie”

 

miłość

to było słowo

którego nie wymawiałeś

 

powiedziałeś mi tylko kiedyś:

„przychodzenie tutaj

sprawia mi przyjemność

nieprzychodzenie tutaj

sprawia mi ból”

i

„niech tak będzie

dopóki tak jest”

 

wczoraj otrzymałam książki

które zostały po tobie

 

na wierzchu

leżał wybór wierszy Majakowskiego

„Kocham”

 

 

 

2008

meilė

tau buvo

„baisus žodis

reiškiantis

dulkinimąsi ir pavergimą“

 

meilė

buvo žodis

kurio niekada netardavai

 

kartą man esi sakęs:

„man malonu

čia lankytis

nesilankymas čia

man sukelia skausmą“

ir

„tebūnie taip

kol taip yra“

 

vakar gavau knygas

kurios liko tau amžiams išėjus

 

viršuje

gulėjo Majakovskio eilėraščių rinkinys

„Myliu“

 

 

 

Birutė Jonuškaitė

(g. 1959 m. spalio 5 d. Seivų kaime, šiaurės rytų LenkijojePalenkės vaivadijos Seinų apskrities Punsko valsčiuje) – Lietuvos prozininkė, publicistė ir poetėLietuvos rašytojų sąjungos narė nuo 1994 m.

Turinys

[slėpti]

Biografija[taisyti]

Mokėsi Vaitakiemio pradinėje mokykloje, vėliau – Punsko lietuvių licėjuje1978 m. įstojo į Vilniaus universitetą studijuoti žurnalistiką. Gavusi diplomą, grįžo į Lenkiją; dirbo Suvalkų vaivadijos savaitraštyje „Krajobrazy“ bei lietuviškame žurnale „Aušra“, ėjo atstovės spaudai padėjėjos pareigas Suvalkų savivaldybėje.

1985 metais atvyko gyventi pas vyrą į Lietuvą. Gyveno Ukmergėje, dirbo kraštotyros muziejuje jaunesniąja moksline bendradarbe, vėliau – Kultūros rūmų metodininke spaudai. 1990 metais išvyko su šeima į Kanadą, ten gimė jos antroji dukra. Grįžusi į Lietuvą įsikūrė Vilniuje. 1994 metais pradėjo dirbti „Šeimos“ žurnale, vėliau tapo vyriausiąja redaktore. 2002–2003 – žurnalo „Šeima ir pasaulis“ sumanytoja ir vyriausioji redaktorė.2003 m. pradėjo dirbti Lietuvos rašytojų sąjungos Valdybos sekretore, nuo 2004 – pirmininko pavaduotoja.

Spausdintis pradėjo 1986 m. tuometiniame „Pergalės“ žurnale. Nuo to laiko jos prozapublicistika bei eseistika yra spausdinama įvairiuose kultūros leidiniuose, eilėraščiai publikuoti bendruose rinkiniuose, 2004 ir 2005 m. „Poezijos pavasario“ almanachuose. B. Jonuškatė verčia iš lenkų kalbos, o jos apsakymų ir eilėraščių yra išversta į anglųbaltarusiųukrainiečiųlenkųvokiečiųkroatųrusų, ispanų, prancūzų, gruzinų kalbas.

Bibliografija[taisyti]

  • 1. „Pateisinti save“ (apysaka ir apsakymai), Vaga, Vilnius,1989;
  • 2. „Ievos neišvarė iš rojaus“ (romanas), Periodika, Vilnius, 1991;
  • 3. „Rugių laukas“ (apsakymai), Aušra, Punskas, 1996;
  • 4. „Didžioji sala“ (romanas, pirmas leidimas), Vaga, Vilnius, 1997;
  • 5. „Didžioji sala“ (romanas, antras leidimas), Vaga, Vilnius, 1999;
  • 6. „Žalčių tiltas“ (apysaka ir apsakymai), Lietuvos rašytojų sąjungos leidykla, Vilnius, 2002;
  • 7. „Vaikas pražilusiom akim“ (eilėraščiai), Aušra, Punskas 2004;
  • 8. „Ūsuota Levuko istorija“, (apysaka – pasaka vaikams), Homo liber, Vilnius, 2007;
  • 9. „Vusata historia Levaka“, (apysaka vaikams baltarusių kalba), 2007
  • 10. „Eksperimentas“, (eseistika ir interviu), Gimtasis žodis, Vilnius, 2005;
  • 11. „Kregždėlaiškis“, (apsakymai), Vilnius, Versus aureus, 2007;
  • 12. „Baltų užtrauktukų tango“, (romanas), Lietuvos rašytojų sąjungos leidykla, Vilnius, 2009;
  • 13. „Užsagstyk mane”, (novelės),Lietuvos rašytojų sąjungos leidykla, 2011;
  • 14. „Mūsų poetas” (Cz. Miłoszo takais), Naujoji Romuva, 2012

Vertimai[taisyti]

  • Aleksandro Fiuto pokalbių su Czesławu Miłoszu knygą „Maištingas Czesławo Miłoszo autoportretas“, Alma littera Vilnius, 1997;
  • Kun. Tadeusz Dajczer, „Jei neatsiversite ir netapsite kaip vaikai…“ Katalikų pasaulis Vilnius, 2001,
  • Kun. Tadeusz Dajczer knygas: „Todėl nesisielokite ir neklausinėkite…“, „Ateinu vykdyti Tavo, o Dieve, valios“,
  • „Krokuva – Vilnius“ – lenkų poezijos antologija (kartu su V. Dekšniu), Krokuva,2005;
  • Barbara Gruszka-Zych, „Miegu su tavim po oda“ – eilėraščiai, Nemuno leidykla, 2006.
  • Lietuvos Didžiosios kunigaikštystės knyga (kartu su kitais vertėjais), Pogranicze, Seinai, 2009
  • Jacek Dehnel, „Lialė“ – romanas, leidykla KRONTA, 2010
  • Michal Rusinek „Mažasis Šopenas“, leidykla HOMO LIBER, 2010
  • „Laiko pameistrys“, trikalbis almanachas, vertimai iš lenkų kalbos, leidykla HOMO LIBER, 2010
  • Jerzy Illg „Gražūs laikai: Czesławas Miłoszas ir Wisława Szymborska“, leidykla HOMO LIBER, 2011
  • Bohdan Sławiński „Tiramisu karalienė” – romanas, leidykla BALTOS LANKOS, 2011
  • Barbara Gruszka-Zych, „Mano poetas”, NAUJOSIOS ROMUVOS leidykla, 2012

Apdovanojimai[taisyti]

Nuorodos[taisyti]

 

Marek Marciniak przełożył kolejne moje wiersze na język angielski.

Tym razem cały  tomik pt. „Galeria Świat”. Dziękuję serdecznie, Marku!
THE GALLERY WORLD

(AUTHOR) Autorka : Maria Duszka, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 2007
(TRANSLATOR) Tłumacz: Marek Marciniak

x x x

we still know nothing

we are like children
standing at the doorstep

 

x x x

today I will visit you

my heart is above me
like a lark

 

THE QUESTION

For Sławek

we parted without words
time accustoms itself to loneliness

only when I come here
birches
jasmines
grass and mulleins
are asking
what I am doing here
without you

 

x x x

standing by the window
I surrender to space
I stop the time

 

x x x

before I met you
I liked only
that birch wood
the meadow
the dark sappy strip of alders
and the tender air above them

they sufficiently fulfilled
my need
to admire something

and you came
obscuring the trees
the meadow

with peace and indifference
equalling theirs
you accept my love

 

x x x

I was at the bottom
many times

I was deep
then saved by the Lord

He sent for me
when I was at the bottom

 

x x x

I lie in the forest

birches bless me
with their branches

Małyń 1997

 

x x x

the first love
like a lightning
shows an open sky

then darkness
for long

 

 

 

x x x

for heart anxiety
a prayer
like a sleeping pill
or
a thought of your hands
so gentle
so safe

 

x x x

„Everything is more and more grey now… „

K.

the birds sang
their „carpe diem”
in burning trees
that autumn

now
when you are absent
more often
I do not approach the window
urgently I do anything
not to hear their singing
to forget
that you usually were here
at that time

 

x x x

„What is smaller or bigger than a hand touch…”

Paul Eluard

it’s been a year

you would come cold in the snow
asking
what did you do with me
and you – with me…

I watched the night lamp
x-raying your eyes from aside
we would listen
„do not be afraid of love…”

I would observe you come
and go

it’s been a year

with the hand touch
as clean and light as snow
you wake light in me

 

 

x x x

A village fool
sits at his mother’s grave
taking his knees in hands
swinging
he repeats:
„mum in ground
ground in mum…”

 

x x x

you tell me
you want everything

and I just want to live
in your heart
as if it were a safe home

 

 

x x x

when sitting facing me
you said „ as the talk to her…”
I was sure
you overestimated your and my abilities
„propheting the coming of summer thunder”

I learned all your good
and your evil

wisely did I reject
meetings and telephones

I destroyed and threw out
all the little things
you gave me

this town is more and more full of you

I am like a leaf weakly sticking to the branch

the hurricane pushes me in your direction

 

x x x

sometimes I envy
the dog
which is petted by you

 

x x x

a prayer:
pushing off the darkness

 

x x x

you wise astronomer
why did you share with us
your knowledge
that the earth is
a revolving
sphere
in the sky abyss

we would be calmer
having
under our feet
a motionless
flat sphere
of undefined thickness
(even if protected
by Atlas’ shoulders)

 

x x x

the most faithful reflection of the world
is not the face
of evil
or good
nor is it the face
of the one
who knows
almost everything
but
it is the face of an idiot

 

x x x
in my wardrobe I hanged
your jacket

all my clothes
want to be close to it

 

x x x

when we are to die
(though earlier we said
it was not worth living)
the world takes colours
and clear contours
like a summer in August

and all the moments
which were
and which still could be
are suddenly highly valued

 

x x x

birds sing
in the burning branches of trees

summer is gone

 

x x x

to wash off you from myself I use the hands eyes lips
of other men I take trips with them to anywhere
send them letters and smiles dye my hair for them
which turned grey beacuse of you and when you are back
I mock you and offend you with my last (which one?)
farewell letter
no progress in forgetting

 

x x x

trees are
what was left for us
from paradise

 

x x x

when you met me
the house was filled
with great silence

silently we listened to the prophecy
„we will wake up nestled…”

today we sit among grass
I listen to your monologue:
the best poetry
I know

your hands
and herbs
so close

far ahead of us
a town
kids playing kites
„ at the summer noon…”

 

x x x

grey colour has many shades

I noticed it recently
in your eyes

 

x x x

autumn is drowned in rain and fog

you do not leave my thoughts

I drown peacefully
in your eyes
in your hands

 

x x x

you tell me
you want everything

for me it is enough
to look through the window
on your side
and think you are here

 

x x x

after twenty two years
from the beginning of our love
we talk about men
who are running double life
they have wives and mistresses
(they can afford it)

I ask
would you like to live
like they do

„I think I would like you doubled”,
you answer

 

x x x

a lift to heaven

to your flat
on the eighth floor

 

x x x

common women
give birth to children

God muddles up CVs
of poetesses
so that they give birth
to poems

 

x x x

every evening
I report by phone
to you all my actions
ups and downs

I start from „ I got up at 7 AM…”

you listen
and then you say
„I also got up at 7 AM today
I went to the bathroom
and went to sleep”

it’s been years since I cannot decide
which one of us is right

 

x x x

I like to know
the place I am standing

even if it is
a bottom

 

x x x

June is
like
being eighteen years of age

 

„TO THOSE WHO GIVE MUCH WILL BE GIVEN”

„ I always work
as best as I can
why then I always
suffer from paucity”,
she complained to God in her prayer

next day she was given a reply
the best reply of all possible
„be generous for yourself and for the others”

 

x x x

stop
look through the window
(there is
nearly always
a poem
down there)

 

NEARLY EVERYBODY TURNED THEIR BACK

it was a beautiful October
Szymborska won the Nobel Prize

every day I was visited
by a drunk criminal
he claimed to love me
and if I were not with him
he would kill me and himself

I advised him to start off killing from himself
he seemed not to have noticed the joke

the policemen said
they could start an action against him
only when he killed me

a VIP from cultural department said
„no wonder you face those problems
when you write such poems”

one of my man brothers said
„you have count only on yourself”

the man of my life
of whom I wrote about
my best poems said
„ I am not involved
as I am here
and it happens there”

and God made me aware
just then
that He wants gratitude from me
for the life
as it is

I live

I am grateful

I worship my loneliness

 

 

PALM SUNDAY, 2005 AFTER THE BIRTH OF CHRIST


„ with that He bowed His head
and gave up His Spirit”

we kneel

the man in front of me
yawns

 

THE FREE MAN

he pushed his wheelbarrow with cardboard
his eyes were beyond that

the ragamuffin with charisma

 

x x x

„ you who wronged a simple man
bursting into laughter at the crime”

Czesław Miłosz

in 1980 they said
„we fight for workers’ dignity”

in 2004
to the unemployed
who came
for a job interview
enters a little director
of a small company and says
„ I need five himbos
and five cows…”

 

x x x

Let’s fight one another,
Poles

our neighbours
(enemies)
already
(again)
are rubbing their hands

 

x x x

you are getting sober:
hold me tight
coz I feel
I am becoming
a human garbage

 

x x x

why do we multiply?
why do we produce weapons
on our planet Earth?

 

THE CICUTA OF KNOWLEDGE

he said before his death
„life is so
that those
who take it from us
are our benefactors”

then,
Socrates,
what
with our parents?…

 

x x x

my mother delivered me
to the world

my mother is good
gentle
and simple
like a child

I cannot blame her
that she turned me in
to the world

Małyń 1986


LOVE AT FIRST SIGHT

we talked

in a distance from us
a little four-year-old boy
wearing a yellow/navy-blue jacket
stopped

looking at you,
a man approaching fifty,
he said „come here”

we did not stop talking

after a while the boy strongly repeated
„come here”

„why should I come to you?”,
you asked

„coz I have only my mummy”

 

AFTER 20 YEARS OD LIVING IN SIERADZ

a Sunday afternoon

acacias and clovers in full bloom

their smell takes me
to a different time and place
causing pain

I will never be „from here”

 

THE GALLERY WORLD

snow flakes
tree leaves
none of them is repeated

God is a perfect artist

 

x x x

I am left at home alone

submerged in silence and solitude

after an hour
I feel like phoning you
to tell you
how well I feel at home alone

x x x

he is bright
gentle
and true
as a touch
of a birch twig

 

LOVE

I have not seen you for many days

you are standing now
facing me
like a sea

I am standing facing you
helpless

 

x x x

before you turned up
I had dreamt off your eyes
and all the heaven
of years shared with you

 

x x x

years rolling on
round and empty

I wait for a few summer days

a touch of your lips
must suffice
for the next year
or for good

the blood in my veins
changes
into waiting
pulsating
and turning me
in your direction

nothing better
than your arms

 

x x x

you gave me love
like a storm
like a sharp knife

you gave me love

full of light and air

 

x x x

I wake up
at four AM

in my thoughts a trace of a prayer
from before going to sleep
so as not to suffer
from each moment
of your absence

at four AM
an answer for a prayer comes
reminding me some lines of a song:
„ which one of our loves
is just
the last one…?”

 

x x x

so many times
I kissed this love goodbye

it was covered by yellow leaves
it was parted by our time
like a fog

one summer
we could not find ourselves
and thought
nothing could save us

but suddenly
dry leaves leave it
the fog is gone

our hearts again high above us
and our love is green again

 

x x x

I told you on the phone
I am bored with talks to you

(I lied,
you have been silent for two weeks)

you see
I am a clever student
in your school
of dealing blows

 

x x x

he looked through the window
in a very foggy morning
„oh, the world is gone…”

 

x x x

meeting you accidentally

as if God
petted me on the cheek

 

x x x

I am woken up
by a steady rainy blues

an autumn morning

 

x x x

a day in my travel

I do not open a book

I read the world

 

x x x

the Lord has done
great things for me

He gave me a sandy road
in a field with birches
a blackthorn
and wild roses
a wanderer with eyes
of a clear sky
a cordial arnica
and field pears

I can go where
only sky
field and wind exist

 

x x x

in memory of people close to me

and yet it seemed
they would last forever
in that chamomile yard
in that warm house
in that safe bed

they are blown out by time – one by one

 

A MORNING

in memory of Zbyszek Dominiak

I am afraid to open my eyes
I am afraid to open the curtains

the world is a scorpion

 

x x x

when cherries bloom
the Japanese
do not work
they celebrate a holiday

even in big town centres
they sit for several days
under the blooming trees
feeling no pity for elapsing time
they sit until cherry petals are gone

filled up with the beauty they go back to work

at my housing development
an old plum orchard
was cut down unnecessarily

the neighbours say
it will be order here at last
we will not be a second Japan

 

 

Serdecznie dziękuję pani Joannie Myszkowskiej- Mangold za spontaniczny przekład mojego wiersza na język szwedzki.

Oryginał:

x  x  x

powiesiłam w mojej szafie

twoją marynarkę

 

wszystkie moje ubrania

chcą być blisko niej


Przekład:

x  x  x

jag har hängt din kavaj
i mitt skåp
alla mina kläder
vill vara nära den

Pesme

Maria Duška– (rođ. 1960.), pesnikinja, publicist. Izdala je nekoliko knjiga pesama. Član je krakovske filije Poljskog Udruženja Književnika (ZLP). Radi kao bibliotekarka. Stanuje u Sieradzu (Poljska).

 

Prevod: Olga Lalić-Krowicka

 

SKORO PA SVI SU BILI OKRENUTI

to je bio lep oktobar
– Šimborska je upravo dobila Nobelovu Nagradu

kod mene je svakodnevno dolazio
pijani kriminalac
– tvrdio je da me voli
i ako ne budem sa njim
ubiće mene i sebe

savetovala sam mu da krene prvo od sebe
– nije primetio šalu

policajci su govorili
da mogu intervenisati
tek kada me ubije

vip od kulture je potvrdio
„ništa čudno što vam se tako dešava
ako već pišete takve pesme”

jedan od mnoge moje braće je rekao:
„moraš računati na sebe”

muškarac moga života
o kojem sam pisala
moje najlepše stihove je rekao:
„mene se to ne tiče
jer ja sam tu
a to se dešava tamo”

a Gospod Bog mi je saopštio
baš tada
da očekuje od mene zahvalnost
za takav život
onakav kakav je

živim

zahvalna sam

obožavam moju samoću

 

 

x x x

volim znati
na čemu sam

čak ako je to
dno

 

 

x x x

stihovi
isto tako kao i svet
postaju iz haosa

 

 

x x x

liftom do neba

do tvoga stana
na osmom spratu

 

 

x x x

jun je
kao i kad se
ima osamnaest godina

 

 

x x x

presađuješ mi
Gospode
sve novije
zrno bola

ono sve više raste
obuzima me
a potom
iza bola
nema više
ništa

 

***

bila sam na dnu
ne samo jednom

bila sam duboko
spasio me Gospod

poslao je po mene
kad sam bila na dnu
***
Mirki i Moniki

još uvek vredi pisati pesme
o velikoj tajni drveća
dok u jesenjem mraku rastu iznad reke

o kamenju na dnu potoka

o vazduhu u augustu
tako čistom
da se noć vidi
sve zvezde padalice

i o vama
sestro brezo
i sestro tratinčice
***

pišem vam
da u tome gradu
nema više života

pomrli su ljudi
pokretani vetrom
ili snagom nemoći
ne čude se
da je manje u njima istine i trajanja
nego u koži koju je napustila zmija
ili u isušenom krilu leptira

oprostite mi što pobegoh
koji niste to videli

Vroclav, 1983

 

 

 


 

перевод

перевод: Agnieszka Jarzębowska


x x x
июнь
это так
как бы тебе исполнилось восемнадцать лет

 

 

x x x
я любпю знать
на чём стою
даже если это
дно

 

 

x x x
стихи
как мир
возникают из хаоса

 

 

x x x
остановись
посмотри в окно
(там
почти всегда
какой-то
стих)

 

 

x x x
я повесила в моём шкафу
твой пиджак
вся моя одежда
хочет быть близко него

 

 

x x x
мы ничего не знаем
как дети
стоящие на пороге

 

 

x x x
сегодня я буду у тебя
моё сердце надо мною
как жаворонок

 

 

x x x
я стою у окна
отдаюсь пространству
время меня проницает

 

 

x x x
я лежу в лесу
берёзы благославят меня
ветками

 

 

x x x
посмотри
как полны надежды деревья
которые зацветают в воздухе тяжёлом
от запаха полей
когда ещё
полухолодно и полузелено
посмотри
деревья больны потратой зелени
когда последний лист их покинет
– как полны правды
голые деревья
посмотри деревья
– как ветер для них
и дождь
а они
для дождя и ветра
как они умеют
существовать и умирать

 

 

x x x
первая любовь
как молния
показывает открытое небо
потом долго
темнота

 

 

x x x
говоришь мне
– всего хочешь
а я только хочу жить
в твоём сердце
как в безопасном доме

 

«ЛУНАТИЧКА»
я полюбила луну
а когда она
отвернулась
от меня
вдруг сорвалась
моя серебрянная дорога
я не знала
что так далеко
может быть
до звёзд
и людей

 

 

«ВОПРОС»

мы расстались без слова
время заставляет привыкнуть к одиночеству
только когда я сюда приезжаю
берёзы
жасмен
трава и коровяк
спрашивают
что я здесь делаю
без тебя

 

 

«ЯДРО СИЯНИЯ»
проходят годы
дома
мужчины
моей жизни
не проходит
остаётся во мне
туманная осенняя ночь
внезапный луч света
колебание Земли
при первом прикосновении
наших губ

 

 

ТО ЧТО ГЛУПОЕ В ГЛАЗАХ МИРА
деревенский дурак
сидит у могилы матери
обнимая руками колени
и качаясь
повторяет:
мама в земле
земля в маме

 

 

x x x
у серости много цветов
я заметила это недавно
в твоих глазах

 

 

x x x
обыкновенные женщины
рожают детей
поэтессам
Бог запутывает биографии
чтобы рожали
стихи

 

 

ГАЛЕРЕЯ МИР
хлопья снега
листья деревьев
– ни один не повторится
Бог совершенный артист

 

 

x x x
я осталась дома одна
я погружаюсь в тишину и одиночество
через час
я хочу позвонить тебе
чтобы рассказать тебе о том
как хорошо чувствую себя дома одна

 

 

Copyright © 2011 Maria Duszka. без права переиздания копирование и распространение произведений без согласия автора запрешается .

D E U T S C H

 

Ich bin 1960 geboren, lebe In Polen und bin Dichterin, Journalistin und Bibliothekarin. Meine Gedichte wurden ins Deutsche, Englische, Französische, Russische und Serbische übersetzt und sind bereits in Deutschland, den USA und Serbien veröffentlicht worden. August/September 2010 war ich bei dem Literatursommer, einer zyklischen, von Schleswig-Holstein veranstalteten Begegnungsreihe mit Literatur, zu Gast.

M A R I A  D U S Z K A

Gedichte

Übersetzung: dr MAŁGORZATA PÓŁROLA

 

x x x

gewöhnlich gebären frauen
kinder

den dichterinnen
verwirrt gott das leben
damit sie
gedichte gebären

 

 

x x x

Du spielst auf mir
Herr
diese gedichte

Du weißt gut
wenn es nicht so sehr
schmerzte
würde ich sie nicht schreiben

 

x  x x

 

für Mirka und Monika

noch lohnt es sich gedichte zu schreiben
über das große geheimnis der bäume
die in der herbstdämmerung wachsen am fluss

über die steine am grund des bachs
über die luft im august
so klar
dass nachts alle sternschnuppen
zu sehen sind

und über euch
schwester birke
und schwester tausendschönchen

 

x x x

ich stehe am fenster
ergebe mich dem raum
lasse die zeit still stehen

 

x x x

bäume
– das was uns blieb
vom paradies

 

x x x

ich liege im wald

die birken segnen mich
mit ihren zweigen

 

x x x

ich möchte so sehr
in keine häuser zurückkehren
keine worte hören
außer dem flüstern
gefallener blätter
und nackter bäume

so sehr bin ich
mit ihnen verschwistert
so sehr sind wir einander ähnlich

 

x x x

ein tag auf der reise
ich schlage das buch nicht auf
lese die welt

 

GALERIE WELT

schneeflocken
baumblätter
– keins wie das andere

Gott ist ein perfekter künstler

 

x x x

ich weiß gern worauf ich stehe
auch wenn das
der abgrund ist

 

x x x

ich war am boden
nicht nur einmal

ich war tief unten
der Herr hat mich gerettet

er schickte nach mir
als ich am boden war

 

x x x

große dinge
hat der Herr für mich getan –

Er hat mir den sandigen feldweg geschenkt
birken am wege
schlehen
und heckenrosen
wegwarten mit augen
wie der wolkenlose himmel
die herzliche arnika
und die feldbirnen

ich kann wandern
wo nur himmel ist
feld und wind

 

WER GIBT, DEM WIRD GEGEBEN

„immer arbeite ich
so gut ich kann
warum also leide ich
stets mangel“
klagte sie Gott im gebet

tags darauf bekam sie antwort
die beste aller möglichen
„sei freigebig für dich und andere“

 

x x x

die erste liebe
wie ein blitz
enthüllt den offenen himmel

danach lang
dunkelheit

 

x x x

wenn du schweigst
ist stille
wie vor dem ende
meiner welt

wenn du sprichst
gehorche ich deinem flüstern
und tanze auf deiner offenen hand

 

x x x

heute werde ich bei dir sein

mein herz über mir
wie die lerche

 

x x x

zufällige begegnung mit dir

– wie wenn Gott
meine wange streichelt

 

x x x

manchmal beneide ich
den hund
den du streichelst

 

x x x

ich hängte in den schrank
deinen sakko

alle meine kleider
wollen ihm nahe sein

 

x x x

nach unseren sommern
und wintern
als wir stritten
geschenke zurückgaben und wegwarfen
auf knien zurückkehrten
um mitternacht telefonierten

nach all den kosenamen
die du für mich erfandest
/niemals nanntest du mich
mit meinem namen
„denn das wäre zu intim“
– erst einige tage vor dem tod … /

überlege ich mir
was wäre
wenn eines tages
einer von uns
zu sagen wagte:
„ich liebe dich
verletz’ mich nicht“

wir  beide waren feige

 

x  x  x

er lehrt mich gehen
/lächelnd/
auf der messerschneide
der ungewissheit

mal um mal schleudert er
den stein des wortes
– und verfehlt nie das ziel

und nur selten
streichelt er mich mit einem blick
voll ungespielten
mitleids

heute abend
werde ich diese liebe
mit einem wort töten

 

x x x

zur zeit der kirschbaumblüte
arbeiten
die japaner nicht
sie feiern

selbst in den herzen der großstädte
sitzen sie mehrere tage
unter den blühenden bäumen
sie bereuen die verfließende zeit nicht
sitzen bis die kirschblüten abgefallen sind
von schönheit durchtränkt
kehren sie zur arbeit zurück

in meiner siedlung
wurde ohne not
der schöne alte garten gerodet

die nachbarn sagen
endlich ist ordnung hier

wir werden kein zweites japan

 

x x x

im jahre 1980 sagten sie:
„wir kämpfen um die würde
des arbeitenden menschen“

im jahre 2004
begegnet arbeitslosen
die nach arbeit fragen
der kleine direktor
einer winzigen firma und sagt:
„ich brauche fünf männliche
und fünf weibliche …“

 

DIE DECKE

spät in der nacht sehe ich
eine fernsehreportage:

„wenn  ich genug geschlafen habe
bin ich hungrig

ich bettle

manchmal wenn ich mehr bekomme
kaufe ich mir wein oder einen cocktail
esse mich satt und schlafe wieder

wenn ich aufwache, starre ich die decke an
– ich kann diese decke schon nicht mehr ausstehen

für mich gibt es keine arbeit
ich kann nicht stehlen
im arbeitsamt sagten sie mir
ich sei
unangepasst …“

er ist ungefähr 35 jahre alt
hat ein schmales bärtiges gesicht
und einen schutzlosen blick

solche augen konnte Christus haben

 

x x x

zum andenken an meine nächsten

und doch schien es
sie werden schon immer noch bleiben
in diesem mit kamille bewachsenen hof
in diesem warmen haus
in diesem sicheren bett

der reihe nach bläst die zeit sie weg

 

x x x

meine mutter hat mich
in die welt gesetzt

meine mutter ist gut
sanft
und geradlinig
wie ein kind

ich kann es ihr nicht verübeln
dass sie mich der welt ausgesetzt hat

 

x x x

wenn wir sterben müssen
(auch wenn wir früher behaupteten
dass es nicht wert sei zu leben)
nimmt die welt farbe an
und gewinnt scharfe konturen
wie der sommer im august

und alle augenblicke
die es gab
und die es noch geben könnte
haben plötzlich gewicht und wert

 

x x x

gegen die unruhe des herzens
ein gebet
als schlaftrunk
oder
der gedanke an deine hände
die sanften
die  beschützenden

 

FAST ALLE HABEN SICH ABGEWANDT

das war ein schöner oktober
– Szymborska bekam den nobelpreis

zu mir kam jeden tag
ein betrunkener krimineller
er behauptete er liebe mich
und würde ich nicht mit ihm leben
so werde er mich und sich umbringen

da riet ich ihm er solle mit sich anfangen
– er verstand den witz nicht

polizisten sagten
sie könnten ihm erst etwas anhaben
wenn er mich umgebracht hätte

der vip in kulturfragen bemerkte:
„kein wunder, dass ihnen dies widerfährt
wenn sie solche gedichte schreiben“

einer meiner vielen brüder verkündete:
„du musst auf dich selbst zählen“

der mann meines lebens dem
meine besten gedichte galten sagte:
„mich geht das nichts an
denn ich bin hier
und das läuft dort“

und Gott machte mir klar
genau zu der zeit
er erwarte von mir dankbarkeit
für das leben so
wie es ist

ich lebe

bin dankbar

besinge meine einsamkeit

 

 

x x x

mein herz
das schon
tot war

mein herz das nicht erwartete
es könne noch von feuer
entflammt werden
setzt mich in staunen

 

 

MUTTER


im krankenzimmer
zwischen den aufeinander folgenden
tropfflaschen
narkosen
kopftrepanationen
jeden tag gegen drei uhr nachmittags
bittest du mich zu schauen
ob das mittagessen schon gekocht sei
„da bald die jungs aus der schule kommen“
ich frage wo es denn kochen solle
„na dort“
erwiderst du und zeigst mit dem kopf
in die richtung des gangs
in dem andere kranke liegen
die auf ihre operationen warten

in deinem bewusstsein blieben nur noch
unsere gesichter und namen
und der gedanke
dass du wie die letzten 40 jahre jeden tag
für uns das mittagessen kochst

 

 

KERN DER HELLIGKEIT


jahre gehen vorüber
häuser
männer
meines lebens

es vergeht nicht
bleibt in mir
ein nebliger herbstabend
ein plötzlicher lichtschein
das schwanken der erde
bei der ersten berührung
unserer lippen

 

 

x  x  x

so ungültig werden in mir
meine worte

so wundert es mich
dass im spiegel
mein gesicht ist

so weit von mir zu euch
meine nächsten

Wroclaw 1981

 


ERWARTUNG

weder winkte ich mit der hand
noch lockte ich dich mit lächeln
oder mit einem wort
und doch bist du gekommen
– du wusstest
es war nur meine erwartung
dass die handbewegung ausblieb
das lächeln
und das wort

 

 

x x x

bleib stehen
schau zum fenster
/dort
gibt es
fast immer
ein Gedicht/

 

 

x  x  x

er schaute zum Fenster
an einem sehr nebligen Morgen
„o, die welt ist nicht mehr da …“

 

 

GUTE NACHT – TELEFONGESPRÄCH

– Halt fest!
– Woran?
– An meiner Liebe.

 

 

 

 

Übersetzung: KATARZYNA TOMASZEWSKA

 

x x x
ein gebet
-abstoßen der dunkelheit

 

x x x
ich habe in meinem schrank
deine jacke gehangt
alle meinen kleider
wollen bei dir sein

 

x x x
du wirst noch einmal lügen
noch viele male
bis dir die lüge
den mund verschweißt
dann wirst du schweigend lügen
dass du viel zu sagen hast

 

x x x
mein herz
welches schon tot war
mein herz
welches nicht geahnt hat
dass es noch ein feuer
berühren kann
verblüfft mich

 

x x x
manchmal beneide ich
den hund
den du streichelst

 

x x x
das graue hat viele farben
ich bemerkte das kürzlich
in deinen augen

 

x x x
heute werde ich bei dir sein
mein herz über mir
wie eine lerche

 

x x x
die erste liebe
wie ein blitzschlag
zeigt den offenen himmel
dann lang
dunkelheit

 

x x x
ich liege im wald
birken segnen mich mit ihren
ästen

 

x x x
gegen herzensunruhe
das gebet
wie ein schlafmittel
oder
der gedanke an deine
sanften
sicheren hände

 

x x x
ich steh’ am fenster
mich dem raume hingebend
zeit durchdringt mich

 

x x x


wir wissen immer noch nichts
wir sind wie kinder stehend
an der schwelle

 

x x x
augen der tiere
sind immer rein
tiere haben keine seele
und keine gewissensbisse
sie betrachten mich
fragend
aufmerksam
mir fehlt der mut
ihnen in die augen zu schauen

 

x x x
ja ich wollte
zu keinen häusern
zurückkommen
keine wörter hören
außer des flüsterns
der gefallenen blätter
und nackter bäume
ja sie sind mir
wie brüder
ja wir sind uns
ähnlich

 

x x x
die treuste wiederspiegelung der welt
ist nicht das antlitz
des bösen
oder des guten
oder dessen
der schon fast
alles weiß
sondern
das antlitz des dummkopfes

 

x x x
wenn wir sterben sollen
(obwohl wir früher gesagt haben
das es sich nicht lohnt zu leben)
wird die welt bunt
und bekommt scharfe konturen
wie der sommer im august
und alle momente
die einst waren
und die die noch werden könnten
haben plötzlich wert und bedeutung

 

x x x
es lohnt sich noch gedichte zu schreiben
vom großen geheimnis der bäume
die im herbstdunkeln am fluße wachsen
von steinen auf dem boden eines baches
von der augustluft
so rein
dass man zur nächtlichen stund’
alle sternschnuppen sehen kann
und von euch
schwester birke
schwester gänseblümchen

 

x x x
ich verliebte mich in den mond
und als er sich
von mir
wegdrehte
ist mein silbener weg
plötzlich gerissen
ich wusste nicht
dass es so weit
sein kann
zu den sternen
und zu menschen